Analizując życie rodzinne Lewentalów, Mińskich i w końcu rodzinę Ferdynanda Hoesicka można odnieść wrażenie, że były to rodziny, którym setki literatów zawdzięczało publikacje prac: powieści, poezji i artykułów.
W gazetach z lat międzywojnia zamieszczane były notatki o treści:
„W dowód wielkiego uznania dla działalności pisarskiej Ferdynanda Hoesicka, Alicja Mińska spadkobierczyni fortuny po ojcu Franciszku Lewentalu, wydawcy i księgarzowi warszawskiemu, przekazuje wsparcie pieniężne”.
Też ogłaszane są wsparcia finansowe dla młodych literatów. Alicja właścicielka chyba najbardziej poczytnej gazety istniejącej od dziesiątków lat, czyli Kuriera Warszawskiego, stworzy w Zakopanem dom przy Muzeum Tatrzańskim nazwany „Siedzibą Malarską”(1925 r.). Literat Ferdynand Hoesick ożeniony z jej siostrą Zofią będzie jednym z jej najbliższych osób w rodzinie i bardzo cennym współredaktorem Kuriera Warszawskiego, autor wielu monografii.
Temat tu zasygnalizowany jest wart książki, ja skupię się na niezwykłych pamiętnikach Ferdynanda Hoesicka, które czyta się znakomicie, są źródłem wiedzy o księgarniach, wydawcach, pisarzach i poetach, o dzieciństwie i młodości w Warszawie. Warto też zajrzeć do wspomnień Tadeusza Boya – Żeleńskiego, gdzie Ferdynand jako Pan Esik wzrusza, rozbawia i inspiruje do rozmyślań nad człowieczym losem.
Wielkanoc pana Hoesicka
„Na Wielkanoc gromadziła się cała familia u babki na święconym, na którym, pośrodku mnóstwa szynek, kiełbas, indyków, placków i mazurków, obok białego baranka z czerwoną chorągiewką przede wszystkim musiał figurować na półmisku na honorowym miejscu ein prawdziwer cycak. Przedtem w Wielki Piątek chodziło się po grobach. Dnia tego, w którym rano matka przystępowała do komunii w kościele ewangelickim czemu asystowałem jej zazwyczaj po południu, zaraz po zamknięciu księgarni, którą w tym dniu zazwyczaj zamykano już o czwartej, wychodziłem razem z rodzicami by obejrzeć szereg kościołów, by w nich przyjrzeć się Panu Jezusowi w grobie.”
Wtedy kładziono jako ofiarę pieniądze na tacy i czekano by dostać „święty obrazek”. Trzeba było też pójść do Pijarów na muzykę kościelną, gdzie grano np. „Siedem ostatnich słów Zbawiciela na krzyżu” Haydna. W pierwsze lub drugie święto szli całą rodziną i przyjaciółmi na Ujazdów, gdzie można było pojeździć na karuzeli lub diabelskim młynie, a także popatrzeć na mularza co wspina się po wysmarowanym szarym mydłem słupie po butelkę, zegarek lub garnitur. Ciekawiły ich te zabawy ludowe.

Wielkanoc u Langnerów
Wiele lat później, gdy wiek XIX kończył swoje panowanie, Ferdynand chodził, mile witany, do rodziny Langnerów. Na święconym zasiadali przy stole wszyscy na równi z chlebodawcami „panowie ze sklepu”, czyli subiekci i uczniowie. Trącali się jajkiem po staropolsku, pito węgierskie wino Hungariae natum, na Węgrzech urodzone w Polsce wykonane, które uważano za najlepsze w sklepie Langerów. Mówiono wówczas, że wino im starsze tym lepsze, a książka im starsza tym bardziej na malaturę, co oczywiście tyko czasami było oczywiste. Ferdynand Hoesick wspomina też, że dom Langnerów gościł kupców warszawskich np. aptekarza Fijałkowskiego, Stanisławskiego ze składu herbaty i samowarów, oraz jubilera Strausa. Bawiono się z Łaguną, właścicielem cegielni. Grano w karty. Przychodził Józef Koenig redaktor Gazety Warszawskiej, co najwyraźniej nobilitowało Langnerów. Munio Langner lubił prowadzić ze starym redaktorem dysputy. Munio oczytany bardzo imponował Ferdynandowi, był jego najlepszym przyjacielem.
Ojciec Ferdynanda, znany księgarz, troszcząc się o syna jedynaka martwił się, że nie ma jeszcze żony i dzieci. Zamierzenia syna, że ożeni się z panną Langnerówną kwitował dodawaniem lat, bo na pannę trzeba było poczekać jeszcze 4 lata, a i Ferdynand dobiegał trzydziestki i ojciec stwierdzał, że gdy ona będzie miała 18 lat, to on 34. I ona będzie kochać tańce, a on wygodny fotel. I tak w końcu zniechęcił syna do tego czekania. Potem Ferdynand romansował z pięknymi paniami, była nawet pewna wdowa, ale nic z tego nie wyszło. Pisał o sobie, że podobał się kobietom, mimo, że był łysy, co w dzisiejszych czasach byłoby walorem, ale wtedy widocznie nie. Twarz miał piękną, no i był bogaty, szczególnie po śmierci ojca. Odziedziczył księgarnię, która przynosiła niezły dochód. Można podsumować, że był dobrą partią. Ożenił się z panną Zofią, siostrą Alicji Mińskiej. Zakochał się w żonie bez pamięci i można by było napisać: żyli długo i szczęśliwie.

Śmierć książek i księgarni
Koniec tych wspaniałych księgarni, książek, kupców i wydawców nastąpił w 1939 r. W niedawno wydanej książce, Joanna Jurgała – Jureczka opowiedziała o wrześniu Zofii i Ferdynanda. Siedzieli w piwnicy z węglem, jedli ryż, bali się pić wodę, bo sądzili, że jest przez Niemców zatruta. Uważali, że prezydent Starzyński powinien Warszawę poddać wcześniej. Dom przy Nowym Świecie ocalał, ale gdy wrócili do mieszkania po 2 tygodniach zastali pobojowisko, przed nimi weszli tu szabrownicy. Potem przyszli Niemcy zabrali wszystko co było cenne. Miedzy innymi obrączki. Te zrobione ze złotych obrączek po dziadkach i rodzicach Ferdynanda. Grawerował je znany warszawski jubiler Popiel.
Biegła znajomość języka niemieckiego i ponoć fakt, że Hoesick był autorem biografii Goethego uratowała ich od wysiedlenia z mieszkania. Domagano się aby podpisał volkslistę.
Ferdynand Hoesick zmarł 13 kwietnia 1941 r.. Na obrączkach ślubnych Hoesicków, od wewnątrz, była wyryta data 12 kwietnia 1902 roku.
























Napisz komentarz
Komentarze