Zamach na dr. Drzewieckiego miał miejsce 11 kwietnia 1907 r. około godziny jedenastej przed południem. Służąca pracująca u Drzewieckiego zeznawała, że ktoś zadzwonił do mieszkania domofonem i zapytał czy jest doktor. Nie było to dziwne, bo pacjenci często w ten sposób pytali o lekarza. Świadek Władysław Dębiński stróż domu przy ul. Smolnej wybiegł z mieszkania, gdy tylko usłyszał strzały. Drzewiecki leżał w bramie, żył. Zaprowadzono go do mieszkania, w którym był jego gabinet, po czym zabrało go pogotowie do szpitala. O skutecznej pogoni za bandytami opowiadał stójkowy Stefański. Dr Drzewiecki zmarł 13 kwietnia. Wiele osób zeznawało na policji, że doktor, który nomen omen zajmował się też ezoteryką, od pewnego czasu twierdził, że niedługo zginie zamordowany.

Pierwszy jarosz warszawskich salonów

Józef Drzewiecki urodził się w 1860 r. i w chwili zamachu miał 47 lat. Ukończył studia medyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Był człowiekiem, który z dużą pasją zajmował się medycyną. Przez jakiś czas był ordynatorem w szpitalu św. Ducha w Warszawie i tu jego zainteresowania medyczne zaczęły się kierować w stronę homeopatii. Sposób leczenia metodami naturalnymi tak bardzo go przekonały, że zaczął publikować teksty w tej materii wiedzy. Proponował styl jedzenia jarskiego z powodu dobrego działania tej diety na zdrowie człowieka, to po pierwsze, po drugie uważał, że jedzenie mięsa jest nieetyczne, wręcz barbarzyńskie ze względu na mordowanie w sposób okrutny zwierząt. Co ciekawe uważał, że hodowla zwierząt na mięso jest bardzo kosztowna. Drzewiecki w swoich publikacjach opisywał szczegółowo mordowanie zwierząt w ubojniach. Uświadamiał w ten sposób społeczeństwo jaką drogą na talerz mięsożercy trafia kotlet schabowy. Jarosz rozumie, zdaniem doktora, zwierzęta i ich cierpienie. W 1902 r. zostało założone Warszawskie Towarzystwo Jarskie z jadłodajnią, serwującą dania jarskie. Zaczęto wydawać książki kucharskie, które uczyły gotowania potraw bezmięsnych. Cały ten czas Drzewiecki zajmował się też homeopatią w ramach Towarzystwa Homeopatycznego. Był założycielem drugiej warszawskiej apteki homeopatycznej, w której sprzedawano tylko leki homeopatyczne. Doktor był nazywany „pierwszym jaroszem warszawskich salonów”, jego publikacje drukowano w Europie w fachowych czasopismach.
W tych czasach końca wieku XIX modna stała się też ezoteryka, którą z dużą pasją analizował dr Drzewiecki. Ożenił się w roku 1901 z Jadwigą Janowską córką Alfonsa Janowskiego posiadającego majątek Reguły pod Warszawą. Janowski był zwolennikiem nauk dr. Józefa Drzewieckiego, wspierał finansowo pomysły towarzystw, w których naczelnym inicjatorem był jego zięć.
Trop prowadzi do Reguł
Strzelali dwaj młodzi bandyci Stanisław Grela i Edward Frybolt, ale od razu ustalono, że dostali zlecenie zabójstwa od Sieczki, ogrodnika z Reguł.
Trop skierował śledczych do Reguł. Tu aresztowano administratora Kosińskiego i ogrodnika Piątkowskiego. Dość szybko zostali wypuszczeni na wolność, bo z ich przesłuchań wynikało, że nic z zabójstwem nie mieli wspólnego.
Ogrodnik, zleceniodawcy i opóźnione śledztwo
Aresztowany w Krakowie Sieczka przewieziony do Warszawy nie przyznawał się do winy. Zanim przewieziono Sieczkę z Krakowa do Warszawy śledczy musieli udowodnić, że jest powód jego aresztowania, to przeciągało śledztwo i dawało możliwość winnym do zacierania śladów. Kraków prowadził swoje dochodzenie w tej sprawie. Na czele śledztwa stał sędzia śledczy A. Jendl. W krakowskim Czasie ukazała się notatka w tej sprawie o następującej treści:
„Policja zebrała szczegóły, że rysopis Walentego Sieczki zgodny jest z rysopisem zbiega warszawskiego, że wiek odpowiada wiekowi tamtego. Po zebraniu jeszcze dalszych szczegółów przystąpiono do aresztowania obu Królewiaków. Odprowadzono ich z hotelu do urzędu policyjnego „pod telegrafem”, gdzie przesłuchanie podjął starszy komisarz dr Broszkiewicz.”
Ta druga osoba aresztowana w hotelu, nie była związana ze sprawą. W końcu, jak już pisałam, Walenty Sieczka został przewieziony przez granicę i umieszczony na początek w cytadeli warszawskiej. Cały czas nie przyznawał się do winy. Tu jeszcze mój komentarz: agenci warszawscy, którzy przyjechali do Krakowa od razu rozpoznali Walentego Sieczkę, ale nic to nie dało. Nie przyspieszono śledztwa, świadczy to o tym, że było złe porozumienie między śledczymi warszawskimi i krakowskimi, albo o tym, że komuś zależało na opóźnianiu działań. Komu? Chyba nigdy się nie dowiemy. Po Warszawie chodziły różne plotki, też jak sądzę wymyślane celowo. Mówiono na przykład, że jakaś wielbicielka dr. Drzewieckiego z rozpaczy, że ten jej nie chciał, zleciła zabójstwo. Dr Drzewiecki był bardzo przystojnym mężczyzną, co dawało spore prawdopodobieństwo, że tak mogło być.
Znikający świadkowie

Naoczny świadek morderstwa stróż domu wyprowadził się z Warszawy, gdzieś do Lublina, trudno go było odszukać. Kilku świadków w ogóle zniknęło i nie stawiło się na rozprawę. Stójkowy Kusznarew, biorący udział w pogoni wymeldował się nie wiadomo dokąd. Również zniknął administrator majątku Reguły Antoni Kosiński, nie ustalono gdzie jest ponownie zameldowany. Żona dr Drzewieckiego z dziećmi przebywała za granicą. Odraczano więc rozprawy, mijały miesiące.
Wyrok, który ucieszył skazanych
W końcu padł wyrok, wina Sieczki i Greli była oczywista według sądu. Sieczka został skazany na 13 lat i 4 miesiące ciężkich robót, Grela na 6 lat i 8 miesięcy. W czasie odsiadywania kary, skazani zostali pozbawieni praw publicznych. Obaj zjawili się w sądzie w bardzo eleganckich ubraniach, weseli. Wyrok ich bardzo ucieszył, bezczelnie pogratulowali sobie ściskając dłonie. Najwidoczniej wiedzieli, że w więzieniu długo nie pozostaną.
Ostatnie słowa doktora
Najdziwniejsze w tej sprawie było to, że dr Józef Drzewiecki po strzałach w bramie kamienicy i potem w szpitalu był przez jakiś czas przytomny i powiedział, że zabójstwo zleciła jego żona. Zeznał też do policjanta, że od dawna miał pogróżki w listach. Czy się mylił, nie wiem. Z Jadwigą był w separacji od dawna. Trwała sprawa rozwodowa. W niedługim też czasie po wyroku sprzedano majątek w Regułach.



Napisz komentarz
Komentarze