Dziecko w wieku 2 lat samo opuściło żłobek. Mogło dojść do tragedii
Przypomnijmy. W środę, 3 czerwca w żłobku w Piastowie podczas powrotu grupy dzieci z placu zabaw do sali, jeden z chłopców uciekł swoim opiekunkom. 2-letni Dawid zapłakany i przestraszony został znaleziony przez jedną z pań na sąsiadującym z placówką targowisku. Dziecko wskazało miejsce, z którego "uciekło". Jedna z pań pracujących w pobliskiej kwiaciarni zabrała chłopca do żłobka, by upewnić się, że to właśnie tam powinien przebywać w tym czasie. Z relacji matki chłopca wynika, że na początku opiekunki twierdziły, że nikogo im nie brakuje. Dopiero po chwili zorientowały się, że wraz z kobietą stoi podopieczny żłobka.
O bulwersującej sytuacji rodzice 2-latka dowiedzieli się przypadkiem, od plotkujących między sobą mieszkańców Piastowa. Wcześniej, przez prawie tydzień żadna z osób pracujących w placówce nie skontaktowała się z rodzicami chłopca w tej sprawie. Tego dnia, gdy chłopiec się zgubił, odebrała go babcia i jej także nie przekazano, co wydarzyło się kilka godzin wcześniej.
Więcej na temat skandalicznego zdarzenia pisaliśmy tutaj:
Dyrektorka żłobka w Piastowie komentuje zdarzenie
Udało nam się skontaktować z dyrektorką żłobka, w którym doszło do incydentu. Jak podkreśla, doszło do zaniedbań, które nie powinny mieć miejsca.
– Pracownik zaniedbał procedury podczas powrotu z placu zabaw do żłobka mimo zabezpieczeń, standardów i wszelkich procedur, które powinny być przestrzegane przez pracowników i o których nieustannie przypominamy. Pani, która nie dopilnowała dziecka, została przyjęta do pracy w ciągu ostatnich 8 miesięcy. Będziemy wyjaśniać sprawę z rodzicami i odpowiednimi władzami nadzorującymi. Dzisiaj (10 czerwca) wysłaliśmy wiadomość wyjaśniającą do rodziców. Nie wiemy, co będzie dalej, być może zamkniemy ten żłobek, bo wiele osób tego pragnie - komentuje dyrektorka.
Z przekazanych przez dyrektorkę informacji wynika, że od pracowników dostała na początku jedynie informację, że dziecko uciekło im z placu zabaw i w 5 minut zostało przyprowadzone do żłobka.
– Dziś spotykamy się z rodzicami chłopca, by pokazać im materiały z kamer. Chcemy, żeby zobaczyli, co się działo i ile czasu nie było dziecka w placówce.
Czy jednak to, że nie doszło do tragedii i że całe to zdarzenie trwało zaledwie 5 minut, może usprawiedliwiać to, że nikt nie powiadomił o sytuacji rodziców 2-latka?
Dyrektorka podkreśliła, że konsekwencje wobec pracownic zostaną wyciągnięte, ale nie padły żadne konkretne deklaracje.
– Panie zorientowały się po zbyt długim czasie. Zawsze, gdy wracają z dziećmi z podwórka, są liczone przez panie z listą, a mimo to nie wychwyciły one, że nie ma z nimi chłopca. Na nagraniu widać, jak czytają listę, ale i tak nie zorientowały się, że kogoś brakuje - mówi rozżalona dyrektorka. – Nie mam rentgena, by tych ludzi prześwietlać, gdy ich zatrudniam. Też pracowali w innych żłobkach, mają doświadczenie, a mimo to dochodzi do takich sytuacji. Nie wiem, co moglibyśmy dodatkowo zrobić, by nie miały miejsca takie zdarzenia.
Żłobek znajduje się na niezabezpieczonym terenie. Gdy po zabawie wychodzą z placu zabaw, by wrócić do sali, znajdują się na otwartej przestrzeni.
– Prosiliśmy już właściciela o zgodę, by zamknąć ten teren, bo wszystkie inne nasze placówki mają bramy, zabezpieczenia i przez 15 lat działalności nigdy nic się takiego nie wydarzyło. Wszystko jednak zależy od ludzi i na razie nie mamy żadnych deklaracji, że takie rozwiązanie byłoby możliwe - wyjaśnia właścicielka placówki w Piastowie.
Burmistrz Piastowa wszczyna kontrolę
W środę, 10 czerwca w mediach społecznościowych Urząd Miasta w Piastowie opublikował krótki komunikat, w którym zapowiedział kontrolę w piastowskim żłobku.
– W związku z zaistniałym zdarzeniem, które miało miejsce w niepublicznym żłobku Myszka Miki na ul. Lwowskiej 12, informujemy, że zostały podjęte działania kontrolne w celu wyjaśnienia zaistniałej sytuacji - czytamy na Facebooku.
Pod komunikatem pojawia się wiele komentarzy zaniepokojonych mieszkańców miasta. Wielu przypomina, że w 2025 roku doszło tu do takiej samej sytuacji. Wówczas 1,5 roczny chłopczyk także zgubił się opiekunkom i został odnaleziony na targowisku. Uratowała go przypadkowa kobieta, która w ostatniej chwili złapała go przed wtargnięciem na jezdnię, po której akurat przejeżdżał samochód.
Więcej na ten temat przeczytasz tutaj:
– Skoro to nie pierwsza taka sytuacja w tym miejscu , to nie ma co czekać, aż dojdzie do tragedii jak w ostatnim czasie w Ząbkach i zamknąć to - pisze pani Monika.
– Dobrze, że sprawa jest wyjaśniana. Jako rodzic nie wyobrażam sobie większego stresu niż informacja, że dziecko mogło samodzielnie opuścić placówkę. Mam nadzieję, że sytuacja zostanie rzetelnie wyjaśniona, a wnioski pozwolą zwiększyć bezpieczeństwo wszystkich dzieci - komentuje pani Marlena.
– Mam nadzieję że skutecznie... - pisze pani Katarzyna.
O postępach w sprawie i zapowiedzianej kontroli będziemy informować na bieżąco.
Czytaj też:



Napisz komentarz
Komentarze