Nad Pisią Gągoliną

288

Jadąc na zachód od Tarczyna, szosą o wyjątkowo równej nawierzchni, mijamy sady owocowe, w których uroda niskopiennych jabłoni zachwyca podróżnika. Drzewa, na których czerwienieją dorodne jabłka, jakby pozawieszane na gałęziach ręką czarodzieja, zachęcają do sięgnięcia choćby po jedno. Na rubieży powiatu grodziskiego i gminy Żabia Wola skręcamy w las i znajdujemy się w zaskakująco pięknym miejscu. To wieś Grzegorzewice. W przewodnikach informacja, że jesteśmy nad rzeką Pisią Gągoliną, mającą 44,8 km długości, która wraz z 35,3 kilometrową Pisią Tuczną łączy się w jedno koryto rzeki Pisi i wpada do Bzury. W Grzegorzewicach liczne zbiorniki retencyjne tworzą niezwykły krajobraz. Wieś z licznymi stawami, łąkami i lasem jest królestwem wielu gatunków ptaków i królestwem dla wędkarzy. Wjeżdżamy w ulicę Pałacową, która prowadzi do ciekawego obiektu, jakim jest pałac.

Kim byli dawni właściciele wsi Grzegorzewice, której historia rozpoczyna się w XVI w. jako wsi rycerskiej? W połowie XIX wieku postawiono tu dwór, który został w późniejszych latach przebudowany na pałac. Józef Krasiński w swoich pamiętnikach przywołuje 1809 r. i wspomina o Grzegorzewicach:

„Wojna Napoleona z Austryą, która swe siły w Galicyi skupia. Nowe zaciągi powtarzają się w Polsce. Niespokojne to były czasy, w których aresztowania i śledztwa odbywały się w Warszawie często. Sonier, faworyt marszałka Davousta gubernatorem miasta nominowany został. Aresztowano niejakiego Rudzkiego, szpiega austryackiego w domu Nesty przy Miodowej ulicy, u którego podczas rewizyi znaleziono raporta o stanie garnizonu i miasta. Winowajcę wsadzono do prochowni nad Wisłą; lecz gdy Austryacy do Warszawy weszli; wypuszczono łotra (ukradł 1000 dukatów swemu przyjacielowi ze szkatuły), który w lat kilka potem od p. Krasińskiego chciał nabyć dobra Wolę Pękoszewską w Rawskiem. Sprzedano je pułkownikowi Górskiemu Franciszkowi, którego żona gospodarując, dorobiła się krociowego majątku. Rudzki jednak kupił Zbierożę i Gnojną w okolicy Mszczonowa, dwie wioski, które odprzedawszy Briinkenowi, nabył Grzegorzewice, dziś do Jasińskiego, Wołłowskich zięcia, należące. Dobra te ze Słubicą, Skałami i Radziejowicami, granicząc, przez córkę Rudzkiego dostały się Sztekertom w ręce, lecz odprzedano je Wołłowskiemu, dziedzicowi Osuchowa, Wygnanki i Popiel”.

W Gońcu Krakowskim, dzienniku politycznym i literackim, w tekście z 1830 r. dostajemy ciekawą informację: „We wsi Grzegorzewice w Błońskiem, niedawno pies domowy porwał dziecko swego Pana, Strycharza, bawiące się na dworze i skoczył z nim w sadzawkę; na ten widok obecni przerażeni mniemając że ten pies wciekł się, chcieli go zastrzelić, lecz w tejże chwili postrzegli innego psa wściekłego. Ów więc wierny psina chcąc ratować dziecko swego Pana, widząc niebezpieczeństwo, skoczył z nim w sadzawkę. Tę wiadomość przesłali naoczni świadkowie”. Tyle informacji o Grzegorzewicach w XIX wieku. Kolejne stulecie i kolejna anegdota: opis wypadków w Dzienniku Poznańskim z 1925 r.: „W sobotę 25 lipca o godzinie 8. wieczorem majątek ziemski Grzegorzewice pod Żyrardowem, był widownią morderstwa dokonanego na osobie

pana St. Majewskiego. W dniu tym 33-letni Stanisław Majewski, właściciel majątku Słubice graniczącego z Grzegorzewicami, po skończonej pracy w towarzystwie brata swego Tadeusza Majewskiego i Mieczysława Szymaniaka, oraz Haliny Szymaniak i Olgi Bojakowskiej udali się do kąpieli do stawu w majątku Grzegorzewice. Majewski miał pozwolenie od Zofii Kuszell, właścicielki majątku na polowanie i łowienie ryb w tym stawie. Gdy cale towarzystwo zażywało kąpieli, zjawił się 21-letni Stanisław Śniegocki, pomocnik rybaka, który w brutalny sposób zaczął wymyślać krzycząc: »Wyłazić z wody. Kto pozwolił się kąpać!«. A gdy p. Majewski oznajmił iż ma pozwolenie od właścicielki majątku, rybak krzycząc, »wyłazić!«, dał strzał z rewolweru do kąpiących się. Kula nikogo nie trafiła. Gdy Majewski wyskoczył z wody, aby powstrzymać napastnika, ten po raz drugi strzelił, trafiając Majewskiego w serce. Zawiadomiony o zbrodni komendant posterunku policji w Mszczonowie Jan Pływaczewski, wziąwszy sobie do pomocy starszego posterunkowego Stefana Ranickiego, ujęli Śniegockiego i osadzili w areszcie w Mszczonowie”. Dwie anegdoty o dramatycznej treści, ale pełne informacji o właścicielach majątków i panujących obyczajach. Ciekawa okolica; w każdej chałupie były krosna i aparatura do pędzenia bimbru, jak mnie poinformował pewien mieszkaniec Grzegorzewic. Legenda mówi, że 100 m płótna lnianego mieszkańcy podarowali Napoleonowi na mundury.

Przed II wojną światową i w czasie jej trwania pałac zamieszkiwała liczna rodzina Meissnerów. Alfred Franciszek Seweryn Meissner (1883-1952), profesor chirurgii stomatologicznej, rektor Akademii Stomatologicznej w Warszawie, był z rodziny wielce patriotycznej. Przodkowie walczyli w powstaniach, brali udział w wielu zrywach narodowych. W 1930 r. ożenił się z dentystką Marią Alchimowicz (1906-1968) i według genealogii urodziło się im siedmioro dzieci. W czasie wojny Meissner należał do AK, w majątku ukrywał tych, co musieli się ukrywać w tych czasach. Jest nawet wzmianka w życiorysie doktora, że przez jakiś czas ukrywali się w Grzegorzewicach spadochroniarze radzieccy. Meissner był wielokrotnie namawiany przez Gestapo, żeby ubiegał się o wpisanie na Reichslistę, lecz odmawiał, co sprawiło, że został umieszczony na liście zakładników zagrożonych rozstrzelaniem. Był zmuszony często zmieniać miejsce zamieszkania. W czasie powstania warszawskiego założył szpital polowy na 200 łóżek przy ulicy Hożej. Wyszedł z miasta z rannymi i ludnością cywilną. Po wojnie odebrano mu majątek w Grzegorzewicach i rozparcelowano, doktora przydzielono do Łodzi, gdzie w 1945 r. polecono mu zorganizowanie Wydziału Stomatologicznego przy Uniwersytecie Łódzkim i utworzenie katedry chirurgii stomatologicznej. W 1946 r. został profesorem zwyczajnym i zorganizował klinikę dla chorych leżących. Przez 2 lata był dziekanem Wydziału Stomatologicznego Uniwersytetu Łódzkiego. Jest uważany za pioniera operacji nowotworów szczęki. Zmarł w Warszawie. W 1973 r. teren w Grzegorzewicach przekazano Naczelnej Radzie Adwokackiej, która urządziła w pałacu Dom Pracy Twórczej Adwokatury. Dziś pałac stoi pusty.