Okolice lasów Młochowskich od dziesięcioleci przyciągały mieszkańców Warszawy. Przyjeżdżali tu Warszawiacy, aby podleczyć nadwątlone w miejskim powietrzu zdrowie. Ogłoszenia o wolnych dla letników domach, mieszkaniach i dworach ukazywały się już z nadejściem wiosny. Patrząc na mapę wybrałam miejscowość Żółwin, aby przeanalizować jego dzieje i wspomnieć dawnych właścicieli. W pierwszej części opowieści o Żółwinie przypomniałam dawnych właścicieli Żółwina, czas na zdarzenia ciekawe, czasem smutne a czasem zaskakujące. Zacznę od kolejnego właściciela Żółwina Michała Natansona.
Michał Natanson usunięty z uczelni w Puławach
Samuel Natanson posiadający w Krakowie przedsiębiorstwo zajmujące się produkcją mydła i pachnidła, zakupił Sanniki, które uważa się za preludium do zainteresowania się jego wnuka Michała Natansona Żółwinem. Sanniki z pałacem i cukrownią, położone w bajecznie pięknej okolicy, ukształtowały zainteresowania niezwykle zdolnego młodego Natansona. W rodzinie Michała Natansona byli bankowcy, lekarze, wydawcy książek, udziałowcy w Fabryce Papieru w Mirkowie, wszystkiego czego się dotknęli w biznesie, kwitło i dawało zyski. Tak też było z Sannikami, przynosiły zyski i też dawały doświadczenie i wiedzę empiryczną w produkcji rolnej. Rozkwitły w czasie, gdy pieczę nad Sannikami miał Michał Natanson. Ale zanim Michał stał się tam nieprzeciętnym rolnikiem, wstąpił po ukończeniu szkoły średniej do Instytutu Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa w Puławach. Studiował na Wydziale Rolnictwa. Jego temperament i chęć brania udziału we wszystkich antyrządowych demonstracjach studenckich, a przede wszystkim zdecydowany protest przeciwko kuratorowi okręgu naukowego Apuchtinowi, skutkował tym, że usunięto kilku studentów z uczelni. Natanson zmuszony był do kontynuowania studiów za granicą. Kończy studia w Halle, tu też robi doktorat.

Praca u podstaw, czyli wykłady, organizowanie wystaw i spotkania z rolnikami
Wraca do Królestwa Polskiego i rozpoczyna swoją niebywale aktywną działalność. Jest często proszony o wygłaszanie prelekcji na zjazdach rolników. Tematyka dość szeroka, bo od używania nawozów naturalnych i sztucznych po uprawę buraków cukrowych. Tłumaczy w referatach jak uprawiać ziemię, jak ją użyźniać, przygotować do ponownego siewu. Żeni się w 1895 r. Julią Kęcką, urodzi im się syn, któremu dadzą imię Henryk po dziadku. Decyzja o ślubie z katoliczką poprzedza chrzest Michała.
Nie zapomina też o kolegach ze studiów w Puławach, tych co zostali wydaleni razem z nim z uczelni i tych co studiowali nadal (uczelnia została zlikwidowana w 1914 r.). Ważną działalnością Natansona jest organizowanie wsparcia finansowego dla nich. Puławiaków, jak ich nazwą, będzie wspominał nawet na łożu śmierci. Ten czas studiów i udział w protestach może być powodem rewizji w mieszkaniu Natansona. Wprawdzie ta rewizja, o której (nawet) pisała prasa warszawska, wydarzyła się w 1910 r., ale mogła być dowodem na to, że władza caratu bacznie przyglądała się temu, czym się zajmuje najlepiej wykształcony rolnik w Królestwie Polskim. Dziennik Kurier Polski z 14 kwietnia 1910 r. informuje, że w mieszkaniu dr Michała Natansona przy ul. Brackiej 11, została przeprowadzona nocą rewizja i że nikogo nie aresztowano.
Natanson kupuje Żółwin
Legenda o pierwszym spotkaniu Natansona z Żółwinem głosi, że podczas wystawy rolnej zorganizowanej w Milanówku, której uczestnikiem był Natanson i Puławiacy, a był rok 1913, zorganizowano wycieczkę po okolicy. Piękno przyrody, urodzajna ziemia i urok wsi spowodowały, że doktor nauk rolniczych postanowił kupić Żółwin. I tak się stało.

Żałoba i wypadek
Rok 1928 rozpoczyna serię smutnych wydarzeń. W tym roku umiera Julia Natanson, kończy swoje życie mając zaledwie 55 lat. W trzy lata później dr Michał Natanson wpada pod rozpędzoną dorożkę jadącą przez plac Trzech Krzyży. Dyszel dorożki uderzył Natansona i przewrócił go, upadek spowodował złamanie prawej nogi i wstrząs mózgu. Odwieziono go na kurację do domu. Dla człowieka niezwykle aktywnego unieruchomienie to był duży problem. Tym większy, że siedemdziesięcioletni naukowiec nie wyobrażał sobie braku podróżowania. Gospodarstwem zajmował się syn Henryk.
Dr Michał Natanson zmarł w Warszawie 6 sierpnia 1938 r.. Żółwin został sprzedany w 1940 r.

Pożar wsi Żółwin
Gazeta Świąteczna z 1929 r. opisuje tragiczne wydarzenie związane z Żółwinem. Otóż 3 września zapłonęły domy w Żółwinie. Ogień podsycany był przez silny wiatr, pochłonął w ciągu 4 godzin 6 domów mieszkalnych, 6 obór i dwie stodoły. W stodołach były zbiory. Straty były ogromne. Pierwsza przyjechała straż ogniowa z Pszczelina ze szkoły rolniczej. Pszczelińscy strażacy gasili płonący dom, który zagrażał sąsiednim domom, bo te były kryte słomą. Potem przyjechały straże z Nadarzyna, Milanówka i Brwinowa. To co zdumiewa w relacji strażaka pana B. Raka to - i tu zacytuję jego wypowiedź:
„Niestety nie wszyscy byli jednakowo gorliwi w ratowaniu. Widziano takich, co późno przybywszy, udali się do ogrodu i raczyli się jabłkami, albo będąc na stanowisku nie chcieli wozić wodę do sikawki i nie pozwalali brać swojej z beczkowozu”.
Zdumiewająca sytuacja, dziwne zachowanie strażaków, jeszcze nigdy nie spotkałam się z narzekaniem na ekipy strażackie, zawsze pisano o nich jak o bohaterach. Coś tu musiało być na rzeczy. Dodam jeszcze, że często zdarzały się podpalenia. Tragiczne, gdy płonęły zbiory z danego roku. Na tym kończę moją podróż w czasie po Żółwinie, udając się w czerwcową wycieczkę w równie ciekawe miejsca, wspominając tych co dawno odeszli.



Napisz komentarz
Komentarze