Reklama
HISTORIA

Powstanie Warszawskie oczami córki powstańca. Sierpień, którego nie da się zapomnieć

Powstanie Warszawskie to nie tylko daty, bitwy i decyzje dowódców. To także historie rodzin, które do dziś noszą w sobie pamięć o tamtych wydarzeniach. Córka powstańca warszawskiego wspomina losy swojego ojca – od Powstania, przez niewolę, po życie naznaczone wojenną traumą
Powstanie Warszawskie oczami córki powstańca. Sierpień, którego nie da się zapomnieć
Dwór w Ożarowie, w którym podpisano akt kapitulacji powstania warszawskiego

Źródło: zabytek.pl

Koniec lipca i początek sierpnia w mojej rodzinie zawsze miał szczególny klimat i nastrój. I zupełnie nie miało to nic wspólnego z mitologicznym nastrojem środka lata, tu patrz Iliada i Odyseja, gdy sierpień jest wspominany jako okres zbiorów, kultem bogini plonów Demeter, czy Dionizosa bóstwa winogron i wina. Sierpień powinien być czasem radości i wspólnego z bogami świętowania, czasem festynów i radosnych rytuałów.

Powstanie dziedziczymy w genach

 Polski sierpień stał się symbolem, początkiem zagłady miasta, które nazywano Paryżem Północy. Widz oglądający archiwalne filmy sprzed II wojny, zachwyci się warszawską secesją i modernizmem budynków, modnymi ubiorami eleganckich warszawianek i warszawiaków, pięknem i nadzwyczajnym urokiem tego miasta. W kilka lat później w kronikach filmowych zobaczymy gruzy, kolumny mieszkańców idących do obozów i młodych niemieckich chłopców z miotaczami ognia z dużą systematycznością podpalających zabytkowe kamienice. 

Po mieczu jestem Warszawianką i córką powstańca warszawskiego, na którą spłynęła na wieki ta atmosfera polskiego sierpnia i gdy tylko nadchodzi ten czas, włącza się we mnie odczucie tamtych lat trwogi. I tamtych lat nadziei. Na pewno marzeń pogrzebanych pod gruzami. Powstanie Warszawskie jest w genach potomków tych żołnierzy, którzy z młodzieńczą radością poszli w bój i stanęli bez broni przed regularną, znakomicie uzbrojoną armią niemiecką. Mój Tata przeszedł szlak powstańczy od Ochoty, przez Pola Mokotowskie do Śródmieścia, walczył o gmachy Politechniki Warszawskiej i poszedł do niewoli niemieckiej. Tak! Przeżył, ale gdyby dziś spojrzeć na jego życie po powstańcze, z wiedzą jaką mamy teraz, to zdecydowanie jego stan psychiczny określilibyśmy jako stan lęku pourazowego, który doprowadził go do samobójstwa, gdy miał zaledwie 40. lat, gdy nie poradził sobie ze śmiercią ukochanej żony. Napisał w liście pożegnalnym do siedemnastoletniej córki – przepraszam. On rocznik 1927 miał w czasie walki w powstaniu 17 lat i musiał grzebać na podwórkach znanych sobie domów warszawskich swoich kolegów, tych z którymi jeszcze niedawno bawił się w policjantów i złodziei, popularną przed wojną dziecięcą zabawę.

Powstańcy warszawscy po wyzwoleniu, mój Tata drugi od prawej, obóz we Francji fot: zbiory autorki

Kapitulacja powstania warszawskiego i obóz w Ożarowie

Kapitulacja powstania warszawskiego została podpisana 2 października 1944 r. w dworku Reicherów w Ożarowie. Jan Nowak Jeziorański zapytał w 1954 roku w audycji radiowej dla Radia Wolna Europa, gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego dowódcy Armii Krajowej, o to dlaczego nie poddał Warszawy wcześniej. Bo przecież już w sierpniu było wiadomo, że ten zryw powstańczy skończy się tragicznie. W najnowszych badaniach historyków, którzy mają coraz więcej wiedzy o tych sierpniowych dniach, mówi się o załamaniu psychicznym Bora-Komorowskiego, o jego chęci izolacji gdy przebywał w kwaterze dowódców i zamykaniu się samotnie w pokoju. Mówi się o sporach między Leopoldem Okulickim i Antonim Chruścielem „Monterem”, dowódcą okręgu warszawskiego. O Leopoldzie Okulickim Niedźwiadku, co przeważnie był w czasie narad pod wpływem alkoholu i robił się agresywny, walił pięścią w stół, warto napisać więcej. 

Niemieccy parlamentariusze przybywali już w sierpniu do dowódców powstania z propozycją, aby Polacy poddali się. Zbrodniarz wojenny Von dem Bach mianowany przez Heinricha Himmlera na dowódcę oddziałów SS skierowanych (zgodnie z dyrektywą Hitlera) do stłumienia powstania, groził zniszczeniem miasta, jeśli Polacy nie podpiszą/ uzgodnią kapitulacji.

Ożarów, pokój we dworze, podpisywanie aktu kapitulacji powstania warszawskiego / fot. Wikipedia

Wracając do wywiadu z gen. Tadeuszem Borem-Komorowskim, który w 1954 r. powiedział: 

Gen. Tadeusz Bór-Komorowski fot: Wikipedia

„5 września Niemcy po raz drugi przysłali nam warunki kapitulacji. Nie mogłem się nad nimi nie pochylić, bo sytuacja miasta była już tragicznie ciężka. Na jednego żołnierza przypadało po kilka sztuk amunicji. Czekaliśmy na wejście Rosjan od strony Pragi, gdyby nie ta nadzieja, to być może 11 września podpisalibyśmy porozumienie z Niemcami. Rosjanie stale utrzymywali nas w przekonaniu, że wkroczą do miasta lada dzień, lada godzina” - wyjaśnia gen. Bór-Komorowski.

 A ja zapytam: jak można było ufać Rosjanom i uważać ich za sojuszników?

Ważna sprawa – żołnierze AK nie mieli praw kombatanckich i nie obowiązywała ich Konwencja Genewska. Nie można było też ufać Niemcom. Mimo, że w akcie kapitulacji zapewniono te prawa, to sytuacja aresztowanego dowództwa powstania wraz z gen. Tadeuszem Borem-Komorowskim wskazuje na coś innego. Aresztowani w październiku byli wożeni w różne miejsca. W końcu osadzono ich w gmachu głównym Gestapo w Berlinie i tu przyszła depesza z rozkazem od Hitlera, żeby ich rozstrzelać. W ciągu kilku godzin zmieniono ten rozkaz, ale sam fakt daje do myślenia.

Ożarów dwór, w którym podpisano akt kapitulacji powstania warszawskiego fot: zabytek.pl

Droga do Ożarowa

Podpisano kapitulację. Żołnierze AK, w tym mój Ojciec, składali broń, mieli rozkaz iść do niewoli w szyku wojskowym. Z tą bronią, było tak: jeśli możesz gdzieś ją ukryć to zrób to. Szli do Ożarowa piechotą. Tak opisują to powstańcy: 

„.. No to już była kolumna. Na placu Narutowicza dochodziła warta. Przed placem Narutowicza składanie broni przed kościołem. Po prawej stronie było składanie broni, tam składali niektórzy. Zasadniczo był cichy rozkaz, żeby schować. Ja tej broni nie miałem, nie przydzielili mi i nie miałem broni, ale inni mieli, z innych oddziałów mieli i niektórzy złożyli to. Natomiast miotacza ognia nie widziałem. Nie, nie było. No i prosto Grójecką do Ożarowa. Tam ludzie stali w Ożarowie. Tak i tam na halę. I tam jakiś gotował zupę. A ja bez menażki, bez łyżki, bez niczego. Znalazłem jakąś butelkę i tak nią kręcę, chcę zarysować w koło coś, bo chcę stłuc tę szyjkę. Jakoś tak mi bokiem wyszła, ale trochę zupy dostałem, trochę zupy mi zostało” 

I inne wspomnienie: 

Cały nasz oddział został skierowany do Ożarowa i tam byliśmy rozlokowani w wielkiej hali – to była Fabryka Kabli [Ożarów]. Po kilku dniach wywieźli nas, krytymi wagonami towarowymi jechaliśmy do niewoli, z tym że chyba po dwóch dniach jazdy zatrzymaliśmy się w Kostrzynie. Tam nas popędzili do łaźni, żeby zdezynfekować nasze ubrania i była konieczna kąpiel, bardzo skąpa, bo było niewiele wody. Później jechaliśmy chyba jeszcze dwa dni do stacji Bremervörde. Tam poszliśmy pieszo, cały ten transport, do obozu w Sandbostel.”

W 1944 roku Niemcy zorganizowali w Ożarowie też dwa obozy przejściowe dla ludności cywilnej. W hucie szkła była filia Dulagu 121 Pruszków i w fabryce kabli. W fabryce kabli jednocześnie było 6 tys. osób.

 Korzystałam ze wspomnień Ryszarda Czeczucha „Ciapka” i Barbary Wojtowicz-Włodymirskiej

Reklama przedwojenna fabryki kabli fot: zbiory autorki

Przeczytaj również:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Przegląd Regionalny. MIKAWAS Sp. z o.o. z siedzibą w Piasecznie przy ul. Jana Pawła II 29A, jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Link do Polityki prywatności: LINK

Komentarze

Reklama
Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się w powiecie piaseczyńskim.
Najciekawsze wiadomości z przegladregionalny.pl znajdziesz w Google News!
 
Reklama
Obserwuj Przegląd Regionalny na Facebooku
Reklama