Cukierki Krówki wymyślono, jak twierdzą znawcy, w połowie XIX w. Ciekawe pytanie: dlaczego są wspomnieniem dzieciństwa? Dziś jeden z najlepszych produktów reklamujących dobrą jakość. Na targach wszelakich, przy stoiskach wystawców, można je spotkać w miseczkach. Zachęcają; podejdź do nas, poczęstuj się krówką i spójrz co wystawiamy. I to działa.
Powoli rozpakowujemy opakowanie z prostokątnego cukierka i nadgryzamy kawałek, by sprawdzić, czy dobrze trafiliśmy, czy to co za chwilę zjemy będzie ciągutką, czy kruchym cukierkiem. Najwyższą jakość od ponad stu lat mają te cukierki ciągutki, których środek jest cudownie ciągnący się. Najprawdopodobniej nadał im nazwę „krówka” pan Feliks Pomorski, bo to on w 1921 r. otworzył manufakturę ręcznie robionych cukierków, które błyskawicznie zdobyły sobie powodzenie u smakoszy słodyczy. Zakład powstał w Poznaniu, a wydarzenia historyczne zmusiły firmę do zmiany miejsca produkcji i od dawna firma Pomorskich produkuje krówki ciągutki w Milanówku, o tym za chwilę. Najciekawsze jest to, że wiele zakładów w Polsce produkuje cukierki krówki, ale tylko te od Pomorskich są prawdziwe, bo tu od dziesięcioleci nie zmieniła się receptura cukierka krówki, i co by nie mówić, jest w niej tajemnica przekazywana z pokolenia na pokolenie.

Podróż pana Grabowskiego po cukierki
W latach 60. XX wieku w Piasecznie przy ul. 17 Stycznia była sobie kolorowa budka, w której dzieci z pobliskiej szkoły kupowały cukierki na sztuki, ale nie krówki, bo cukierki krówki były sprzedawane na wagę. Kosztowały 45 zł za kilogram, tyle co schab, bo należały w budce Grabowskich do towaru luksusowego. Co jakiś czas pan Franciszek Grabowski zawieszał na swoim rowerze brezentowe torby i jechał nim do stacji kolejki do Warszawy, a potem przesiadał się do pociągu jadącego do Milanówka. Od Pomorskich w Milanówku kupował cukierki. To były prawdziwe krówki, nie jakaś podróba. Pakowane w tradycyjne od dziesięcioleci żółte papierki z obrazkiem krówki. Kupował też do swojego małego sklepiku/budki mleczaki, cukierki hula hop, takie w paski i trójkątne wafelki mikado. Nie jest pewne, czy wszystko to było w fabryczce u Pomorskich, krówki na pewno. Piszę o tym dlatego, bo wysiłek jaki wkładał w podróż po towar pan Franciszek, opłacał się, bo klienci do dziś pamiętają słodycze od Grabowskich.

Feliks Pomorski założyciel krówkowej firmy

Dużo opowieści napisano o panu Feliksie Pomorskim. O tym, że jako siedmioletni chłopiec musiał wyjechać ze swojego domu i opuścić rodzinę. W Żytomierzu u krewnego został zatrudniony w zakładzie cukierniczym. Przeszedł tu wszystkie etapy pracy, jakie są w tego typu zakładzie, a że był chłopcem pojętnym i zainteresowanym zawodem cukiernika, to gdy ucichły wydarzenia pierwszej wojny światowej od razu w Poznaniu założył firmę cukierniczą. Sądząc po reklamach ukazujących się w międzywojniu, fabryka z ul. Kanałowej (składy fabryczne ul. św. Marcina nr 43, i ul. Dąbrowskiego 47), dość szybko zdobyła klientów i produkowała: czekolady i cukierki, czekolady w tabliczkach, mieszankę pralinkową, mieszankę w papierkach. Dla cukierników i piekarzy kuwerturę po rewelacyjnych cenach.
W rejestrze handlowym z dnia 14 września 1934 r. pod liczbą 1101 figuruje spółka z Poznania: pan L. Pomorski syn Feliksa, fabryka czekolady i cukrów, kapitał zakładowy wynoszący 10 tys. złotych, podzielony na dwa równe udziały po 5 tys. złotych. Członkiem zarządu jest kupiec Feliks Pomorski z Poznania. Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością w myśl umowy notarialnej z dnia 2 maja 1934 r., wspólnikami są Marja Pomorska i Leszek Pomorski, którzy wnieśli do spółki cały udział jako wkład niepieniężny: towary oraz maszyny i urządzenia fabryczne do produkcji czekolady i cukrów według osobno sporządzonego spisu w wartości 10 tys.

Wojna i koniec zakładów spółki Pomorskich w Poznaniu
W 1939 r. Niemcy wkraczają do Poznania i rodzina Pomorskich dostaje decyzję o opuszczeniu miasta. Niemcy rekwirują wszystko. Pomorscy odchodzą z niewielką walizką. Zabudowania fabryczne przetrwają wojnę, ale spłoną po niej. Nie było do czego wracać. Tym bardziej, że Pomorscy po długiej tułaczce odnajdują swoje miejsce na ziemi i zakładają firmę cukierniczą w Milanówku pod Warszawą. Zatrudniają tu niewielu pracowników, ale ci którzy tu znaleźli pracę, to szczęściarze, w czasach wojny trudno o solidne zatrudnienie i godne przeżycie.
Według rejestru z 15 lipca 1947 roku Fabryka Cukrów Feliks Pomorski i Ska w Milanówku produkuje cukierki, irysy wszelkiego rodzaju, a specjalnie, jak informuje rejestr „krówki śmietankowe”. Krówki wyrabiane ręcznie z naturalnych składników, z pełnego mleka, doskonałego masła itd., ręcznie formowane i zawijane, są delicją i powoli wkraczają na rynki Europy. I wtedy wkracza Historia i rok 1952. Zakład zostaje upaństwowiony. Chciwa władza przejmuje zakład wbrew ustawie, bo według reguł, ze względu na ilość zatrudnionych w fabryce osób (mniej niż 50.), jest to bezprawne. Ale kto by tam wtedy mógł walczyć o sprawiedliwość? Jakość produktów spada, zakłady przejmuje firma Wedel, która też przyjmie nazwę 22 Lipca.
Firma Pomorskich odradza się w Milanówku przy ul. Piasta. Wyremontowane zostają odpowiednie pomieszczenia i zatrudnionych kilka osób. Pomorscy wiedzą gdzie warto kupować mleko i masło o takiej wartości spożywczej, żeby ich Krówka była taka jak przed laty. Pyszna ciągutka. Senior rodu pan Feliks Pomorski zmarł w 1963 r. Jeśli ktoś mówi o Feniksie, legendarnym ptaku rodzącym się z popiołów, to powinien znać historie Krówki z Milanówka. Zakład dalej prowadzi rodzina Pomorskich, szykuje się już 4 pokolenie.




Napisz komentarz
Komentarze