Reklama
HISTORIA

Podkowa Leśna tuż po wojnie

Po wojnie Podkowa Leśna musiała zmierzyć się z problemami, których nie przewidzieli twórcy eleganckiego miasta-ogrodu. Przepełniona EKD, przymusowy kwaterunek, braki mieszkaniowe, kosztowna bursa i węgiel na przydział pokazują, jak szybko dawna letniskowa rzeczywistość zderzyła się z powojenną codziennością.
Podkowa Leśna tuż po wojnie
Budynek Kasyna w Podkowie Leśnej z około 1925 r.

Źródło: zabytek.pl

Opisy trudności jakie dotknęły Podkowę Leśną po zakończeniu II wojny światowej publikowanych w gazetach, dają informację przed jakimi problemami stanęli włodarze tej niezwykle ciekawej miejscowości, zaprojektowanej niegdyś dla warszawskich elit międzywojnia. Trudności przede wszystkim dotyczyły dojazdu do miasta-ogrodu.

EKD w nowej rzeczywistości

Dyrekcję EKD przeniesiono ze zburzonego warszawskiego budynku do luksusowej willi jednego z magnatów, jak go nazywa prasa, koncernu „Siła i Światło”. Tu mieściła się dyrekcja główna EKD, budynek dawnej dyrekcji przy ul. Marszałkowskiej był zniszczony. W wywiadzie dla Expresu Wieczornego z czerwca 1946 r. dyrektor inż. Baniewicz przedstawiał sytuację kolejki: 

„Tabor częściowo wywieziony przez Niemców, uległ poważnemu zniszczeniu. Wracające wagony są odnawiane i uruchamiane. Ilość wagonów nie doszła do przedwojennego poziomu, natomiast frekwencja pasażerów wzrosła od 4500 do 25000 dziennie (!). Czyli na jeden wagon przypada w ruchu 800 pasażerów.” 

Jest to dla organizatorów przejazdu pasażerów ogromnym logistycznym obciążeniem. Brakuje pieniędzy, gdyż tylko 25% pasażerów płaci normalnie za bilet, natomiast reszta pasażerów posiada bilety ulgowe nawet 90 do 80 procent. To zdaniem inż. Baniewicza wymaga przemyślanej reformy finansowej. Na szczęście kolejarze, jak pisze prasa, to ludzie zdyscyplinowani i znający swoją pracę, świetnie działają też zakłady naprawcze taboru kolejowego. Jeden z nich jest w Grójcu. Dziennikarz opisuje wygląd warsztatów: 

„ Z tego stosu żelaza i drzewa powstaje wagon nieomal jak nowy, wykonywane są tu prace w takim zakresie, w jakich zwykle dokonywane są prace w fabrykach wagonów.”

Czy to nie za drogo?

Następny problem to miejsca w internacie dla uczącej się młodzieży, dojeżdżającej do szkół z całego kraju. W Podkowie Leśnej jest bursa międzyszkolna „im. Stefana Żeromskiego”, w której zorganizowano miejsca dla 50. niezamożnych uczniów warszawskich szkół zawodowych. Budynek bursy został podarowany młodzieży przez Zarząd Gminy. Uczniowie płacą 2500 zł za miesiąc. Jeśli  posiadają też kartki aprowizacyjne i inne przydziały pozostają do dyspozycji kierownictwa bursy. Niestety też odbierane są stypendia (niezależnie od normalnej opłaty). Zdumiewające postępowanie z uczniami, o których powinno się dbać i dobrymi warunkami nauki zachęcać do pracy - jak grzmi na łamach prasy dziennikarz.

Kwaterunek, czyli masz dom musisz podzielić się nim z innymi

O powojennym kwaterunku można napisać książkę, a jej bohaterami byliby wszyscy posiadacze większych i mniejszych domów. Bardziej lub mniej eleganckich willi w Podkowie Leśnej. W czerwcu 1948 r. ukazuje się w dzienniku Robotnik notatka, która informuje: 

„Stanowisko, jakie zajęły zarządy gminne miejscowości podwarszawskich, wobec propozycji przyjęcia z Warszawy rodzin z zagrożonych domów zakrawa na kpiny.” 

Ciekawe jest to, że najbardziej opornymi do zgłaszania wolnych miejsc w domach, są właściciele miejscowości po zachodniej stronie Warszawy, a szczególnie z Podkowy Leśnej i Konstancina. Oskarża się mieszkańców Podkowy Leśnej i Konstancina o nieuczciwość, bo wolnych miejsc nie zgłaszają, natomiast zgłaszają się do funduszy remontowych. Resort Mieszkaniowy otrzymał wykaz około 100 domów do remontu z tych miejscowości. Zawsze można w tych czasach podzielić mieszkańców na tych złych posiadaczy i tych biednych i uczciwych, co nic nie mają i czekają tylko na przydział lokalu. Gazety informują, że wielu urzędników warszawskich po pracy nie ma gdzie się podziać, śpią na biurkach. Mieszkania są potrzebne, ale też media nie informują, że powracający z różnych stron świata do swoich domów właściciele nie są wpuszczani do swoich domów. Taka sytuacja spotkała np. pisarkę Irenę Krzywicką i dopiero interwencje w jej sprawie wielu kolegów po piórze spowodowały, że mogła wejść do własnego domu.

Dekret o gospodarce lokalami pod Warszawą

W marcu 1948 r., dokładnie 20. marca podano do wiadomości informację o zasadach przekwaterowywania. Projekt o publicznej gospodarce mieszkaniami został ostatecznie uzgodniony na konferencji Prezydium Rady Ministrów. Procedura przekwaterowywania osób z Warszawy do miejscowości objętych dekretem została, jak się twierdzi, uproszczona. Zarząd Miejski Warszawy będzie zgłaszał do Wojewódzkiej Rady Narodowej i ta za pośrednictwo władz kwaterunkowych województwa przydzielać będzie kandydatom lokale. Spory rozstrzygać mają komisje gminne i miejskie. O przesiedleniach ma informować odpowiednia kartoteka przesiedlonych. Właściciel domu wskazanego przez urzędnika nie miał nic do gadania, pewnego dnia przychodziła do niego osoba i informowała, że dostała przydział do jego domu i za chwilę zamieszka tu np. z żoną i pięciorgiem dzieci. Właściciel nie miał prawa odmówić. Czynsz, zawsze mały, ustalali urzędnicy, nie właściciel. Prasa pisała o właścicielach willi nieprzychylnie: 

„letniska takie jak Konstancin, Podkowa Leśna, Milanówek, mają całkiem inne oblicze i były dotychczas nastawione na przyjmowanie wyłącznie zamożnych letników.” 

Klasa pracująca przed wojną nie miała szansy wynająć lokalu w w/w willach, dekret o kwaterunku dał im szansę na mieszkanie, ale nie dał szansy właścicielom na remonty coraz bardziej zaniedbanych domów. Dawne luksusowe pensjonaty stały się mieszkaniami, dla tych co mieli tak zwane układy we władzach, bo nikt tu chyba nie oczekiwał sprawiedliwych działań.

Przydziały węgla

Z węglem jeszcze w latach 60. i 70. był problem, węgiel był produktem deficytowym. Mieszkańcy miejscowości podwarszawskich rejestrowali się w Resorcie Zaopatrzenia, dostawali kupon na przykład na 100 kg. węgla na osobę. Wolny rynek nie istniał, chyba że ktoś umiał kombinować, to miał opał na zimę w dostatecznej ilości. Kwit, czyli kupon na węgiel, dawano wozakowi, co posiadał konia i furmankę z odpowiednimi burtami. Ten umyślmy jechał do składu węgla i pobierał przydział. Czy węgiel był ważony uczciwie? Nie wiem. Pamiętam jak ulicami przejeżdżały furmanki z węglem, jak tylko poszła po miasteczku wiadomość, że gdzieś na bocznicy czeka wagon z opałem tak cennych jak złoto. 

Pensjonat Jókawa po wojnie zasiedlony przez lokatorów komunalnych fot: zabytek.pl

Przeczytaj również:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Przegląd Regionalny. MIKAWAS Sp. z o.o. z siedzibą w Piasecznie przy ul. Jana Pawła II 29A, jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Link do Polityki prywatności: LINK

Komentarze

Reklama
Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się w powiecie piaseczyńskim.
Najciekawsze wiadomości z przegladregionalny.pl znajdziesz w Google News!
 
Reklama
Reklama
Reklama