Mszczonów, to miasto z ambicjami. Tu warto przyjechać, zwiedzić ciekawe zabytki, które uratowano czasami cudem, bo miasto nawiedzały nie tylko wojny, ale też pożary, w czasach gdy wojny nie trwały.
Przykładem straszliwego zniszczenia aż 40. budynków w Mszczonowie był pożar w maju 1890 r. Pożar powstał w domu Ciszewskiego i błyskawicznie przeniósł się na okoliczne zabudowania i dalej. Siła i szybkość rozprzestrzeniania się ognia była tak duża, że gdyby nie błyskawiczna akcja gaszenia, którą podjęły ochotnicze straże pożarne z Mszczonowa, Żyrardowa oraz posiłki od pana Jana Górskiego z Woli Pękoszewskiej, który użyczył dwóch sikawek, straty byłyby dużo większe. W kilka lat później prasa donosiła, że do składu rady nadzorczej ochotniczej straży pożarnej weszli dr Ludwik Scheller, dr Józef Stypiński, Jan Brylski, Stanisław Biernacki, Binem Ejsenberg. Rada wybrała na stanowisko przewodniczącego Ludwika Schellera. Naczelnikiem straży zatwierdzono Konstantego Borowskiego, a na jego pomocnika Stanisława Kalinowskiego. W tym środowisku działał właściciel niewielkiej fabryki pieców. Warto przypominać nazwiska zasłużonych obywateli dla miasta, bo być może znajdą się ich praprawnukowie i będą mogli dopisać do swojej genealogii rodzinnej zasłużonych przodków. I tu pozwolę sobie na dojście do sedna opowieści, czyli... pieca. W czasach gdy miasto starało się o bezpieczeństwo swoich mieszkańców, bo jak wiadomo strażacy to nie tylko gaszenie pożarów, rozpoczęła swoją działalność fabryka pieców wybudowana przez Leopolda Braneckiego.
Piec kaflowy jako źródło ciepła, ale i ozdoba mieszkania
W czasach gdy piec kaflowy stał się po kominkach ważnym źródłem ciepła w domach, wytwórcy zaczęli prześcigać się w jego projektowaniu. Piec kaflowy stał się najważniejszym użytecznym „meblem” w pomieszczeniach. W pałacach fabrykantów i też w domach bogatych mieszczan piece były tak zaskakująco piękne, że na ich widok do dziś zwiedzający zabytkowe wnętrza, wpadają w zachwyt. Pamiętam moje pierwsze wejście do mieszkania w oficynie, stojącej przy obszernej kamienicy w Łodzi. W rogu pokoju stał piec z zielonych, glazurowanych, z wypukłym ornamentem kafli. Był zaskakująco piękny, posiadał potrzebne ozdobne drzwiczki do wnętrza, ale też maleńki schowek do pieczenia jabłek, z równie pięknymi drzwiczkami. Kiedyś oficyna należała do właściciela kamienicy i stać go było na postawienie w swoim mieszkaniu zapewne drogiego pieca. Oficyna i kamienica jest z końca XIX w. i być może cały piec był sprowadzony z Mszczonowa z wytwórni pana Braneckiego albo z Nieborowa z wytwórni Radziwiłłów. W obu miejscowościach powstały zakłady produkujące majolikowe kafle. I zarówno wytwórcy z Nieborowa tak i Mszczonowa czerpali glinę do produkcji kafli ze złoża nieborowskiego. Piec w łódzkiej kamienicy działa perfekcyjny dziesiątki lat, to zduńska solidna robota. Co jakiś czas proszono zduna aby sprawdził, czy kafle nie są rozszczelnione. Przytulenie się do ciepłego pieca, gdy na dworze siarczysty mróz, to jest piękne uczucie.

Fabryka kafli Leopolda Braneckiego
Opinie o wyrobach z mszczonowskiej fabryki można odszukać w folderach i notatkach prasowych z licznych wystaw przemysłowych organizowanych w Warszawie. I tak np. jedna z nich: „Leopold Branecki właściciel fabryki wyrobów glinianych przedstawił piece z kafli gładkich i kwadrateli, kominek ozdobny, oraz rozmaite przedmioty z gliny palonej.” Wyroby Braneckiego odznaczały się starannością wykonania i niską ceną produktów. Prezentowane piece były zbudowane z kafli glazurowanych w jednym kolorze i za nie fabryka z Mszczonowa dostała brązowy medal. Potem były srebrne i złote medale. Wieści z innej wystawy: „Fabryka pieców z Mszczonowa wystawiła piece majolikowe w stylu starożytnym i piec z kafli zwyczajnych, wyrabianych na sposób berliński.” Takie piece dotychczas były sprowadzane z Berlina. Do ciekawostek produkowanych u Braneckiego należały niewątpliwie ceramiczne liście, które używano do dekoracji klombów kwiatowych. Bardzo modny element dekoracyjny za granicą. Tylko w pawilonie Braneckiego takie cuda można było kupić. Pawilon wystawowy fabryki mszczonowskiej wybudowany był pod samym szpitalem ujazdowskim w Warszawie, był nieco na uboczu i wydawało się, że mało tu dotrze zwiedzających i kontrahentów, a jednak właśnie o nim napisał dziennikarz, w tekście prasowym omawiającym wystawę. Ważne też w relacjach było to, że wyroby są z gliny wysokiej klasy, a ta, jak już pisałam była ze złoża w Nieborowie. Czy fabryka majoliki u Radziwiłłów była konkurencją dla fabryki mszczonowskiej? Chyba nie. Zapotrzebowanie na wyroby obu zakładów było ogromne. W Nieborowie produkowano kafle majolikowe do budowy pieców udających zabytki, czyli na przykład pokazano na wystawie piec w kształcie i z ozdobami z XVII w. Nieborowska manufaktura zatrudniała 100. robotników, w tym czasie w fabryce w Mszczonowie pracowało 30. osób i wyrabiano około 500 pieców rocznie. Fabryka mszczonowska powstała pod koniec lat 80 XIX w.

Leopold Branecki i jego rodzina
Leopold Branecki urodził się 25 października 1853 r. w Mszczonowie, jak napisano w jego akcie urodzenia. Ojcem Leopolda był malarz z Mszczonowa o imieniu Józef, w 1853 r. miał 38. lat, matką była 29 letnia Ludwika ze Świerczyńskich rodziny z Mszczonowa. Leopold ożenił się w 1879 r. z Agatą z domy Brylską i na świat zaczęły przychodzić dzieci. Myślę, że w tym czasie pobudował Leopold pałacyk o ciekawej architekturze, w stylu eklektycznym, który do dziś istnieje. I przez bardzo długi okres czasu był bardzo ciekawym zabytkiem Mszczonowa. Pałacyk nazywano Kaflarnią, może z tego powodu, że do tylnej elewacji budynku dostawiono niewielki magazyn, służący do magazynowania kafli.
Leopoldowi i Agacie urodziło się siedmioro dzieci. Najstarszym dzieckiem był syn Wacław urodzony w 1880 i tu smutna informacja, bo Leopold zmarł w wieku 38 lat, gdy syn miał 11. lat a najmłodsze dziecko Maria tylko rok. Maria żyła 17. lat. Warto prześledzić losy tej niezwykle interesującej dla historii Mszczonowa rodziny, tym bardziej, że ciekawa jestem jak potoczyły się losy Agaty, żony Leopolda, gdy została sama z maleńkimi dziećmi. W tym samym roku 1891, kilka miesięcy wcześniej niż Leopold, zmarł jego ośmioletni syn, co mogła być przyczyną następnej tragedii rodzinnej, ale to już tylko moje przypuszczenia. Na akcie zgonu w księdze wieczystej widnieje zamaszysty, piękny podpis Leopolda.
Warto też dodać, że fabryka Braneckiego miała biura w Warszawie przy ul. Złotej pod nr 3. Pałacyk w Mszczonowie przetrwał wojny i pożary, jest wpisany do rejestru zabytków.





















![Remont torów WKD w Komorowie. Zamknięty przejazd kolejowy [GALERIA ZDJĘĆ]](https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/sm-16x9-remont-torow-wkd-w-komorowie-zamkniety-przejazd-kolejowy-galeria-zdjec-1761493434.jpg)


Napisz komentarz
Komentarze