Reklama
HISTORIA

Postrzelona pod Pęcicami, cudem ocalała z egzekucji. Opowieść o lekarce i powstańczej miłości

Pęcice, czyli opowieść o dr Marii Szymańskiej-Mrówczyńskiej. Historia, o której chcę napisać ma swoje wielowątkowe aspekty, w tym tekście dotyczy kilku płaszczyzn czasowych. Jeszcze niedawno w czasie, gdy mało mogliśmy wychodzić z domu bo dotknęła nas pandemia, dużo rozmawialiśmy przez telefon z Jackiem Mrówczyńskim, niegdyś moim kolegą z liceum
Postrzelona pod Pęcicami, cudem ocalała z egzekucji. Opowieść o lekarce i powstańczej miłości
Ekshumacje w Pęcicach w 1946 r.

Źródło: zbiory Jacka Mrówczyńskiego

Historia, o której chcę napisać ma swoje wielowątkowe aspekty, w tym tekście dotyczy kilku płaszczyzn czasowych. Jeszcze niedawno w czasie, gdy mało mogliśmy wychodzić z domu bo dotknęła nas pandemia, dużo rozmawialiśmy przez telefon z Jackiem Mrówczyńskim, niegdyś moim kolegą z liceum w Piasecznie. Jacek wspominał swoją już nieżyjąca matkę, lekarkę pediatrę i pulmonologa Marię Szymańską-Mrówczyńską, której kariera zawodowa połączyła ją z Piasecznem i Zalesiem.

Pediatra, co kochała swoją pracę

W Piasecznie i okolicy odwiedzała dzieci, była na każde wezwanie rodziców i o każdej porze. Przyjeżdżała do małego pacjenta swoim szarym trabantem, parkowała pod domem pacjenta i wchodziła do mieszkania ze swoją wielką torbą lekarską. Była lekarzem znakomitym, bo uważnym i posiadającym wielką wiedzę. Znała swoich pacjentów od ich wczesnego dzieciństwa. Pamiętam ją doskonale, poważną panią w okularach, z zawsze starannie ułożonymi kasztanowymi włosami, wysoką. Była moim lekarzem.

W Zalesiu pracowała w ośrodku przeciwgruźliczym przy ul. Dębowej. W latach 60. gruźlica jeszcze ciągle była chorobą zagrażającą życiu i wielu pacjentów na nią umierało. Wykrywano ją poprzez częste badania przesiewowe, robiono „mały obrazek” rentgenowski i gdy coś w płucach było nie tak pogłębiano diagnozę. Matka dla Jacka Mrówczyńskiego była legendą, lubił o niej opowiadać, lubił i znał szczegóły z jej życia.

Dom przy skrzyżowaniu dróg

Mrówczyńscy w latach 60. mieszkali w drewnianym, obszernym domu na rogu ulic Sienkiewicza i ul. Kościuszki w Piasecznie. Dziś w tym miejscu stoi supermarket Biedronka, kiedyś był tu sklep wielobranżowy Rolnik, a wcześniej od połowy wieku XIX parterowa traktiernia, do której przez dziesięciolecia zajeżdżali warszawscy cykliści. Na początku wieku XX rozegrała się tu tragedia, młoda dziewczyna została zastrzelona przez narzeczonego, a ten popełnił w chwilę potem samobójstwo. Dziewczyna była w prostej linii krewną doktor Mrówczyńskiej, licząc pokoleniami siostrą praprababki o nazwisku Hass. Potem zajazd/restaurację przejęli Szymańscy, czyli dalej była w rękach rodziny. Gdy przypominam sobie gabinet lekarski dr Mrówczyńskiej w tym drewnianym domu, czyli w latach 60. XX w., nie było tu już restauracji, a w jej miejsce w lokalu po traktierni, w obszernym salonie miał swój zakład szklarz. Do gabinetu lekarskiego wchodziło się od ul. Kościuszki. Gabinet był niewielki, ot pokój przedzielony kotarą, za którą Jacek odrabiał lekcję i często był świadkiem przyjmowania pacjentów. Wychowany w duchu dbałości o pacjenta, siedział za tą kotarą jak mysz pod miotłą, aby tylko nikogo nie urazić hałasem.

Dom w Piasecznie stojący na skrzyżowaniu głównych dróg  fot: zbiory autorki

Spotkania w rocznicę tragedii

Wojciech Hass „Bocian” fot: z albumu rodzinnego Mrówczyńskich

W latach 60. Corocznie, w okolicach 2 sierpnia, w rocznicę wybuchu powstania warszawskiego zbierała się u Mrówczyńskich niewielka grupa ludzi, którą połączyły dwa tragiczne dni powstańcze. Przyjeżdżał z Gdańska Bohdan Szermer, znany architekt gdański, przychodził dr Janusz Urbański z Zalesia, Alina Deręgowska - Riedel. Długo dyskutowali o tym jak bardzo powstanie wpłynęło na ich losy i ich rodzin. Marysia Szymańska była zakochana w Wojtku Hassie ich koledze, przyjacielu. Wojtek wymienił przed powstaniem z Marysią medaliki i przysięgli sobie miłość. Mimo, że bliscy kuzyni, mieli nadzieję, że los złączy ich związkiem małżeńskim, że dostaną pozwolenie na ślub kościelny. 

Mimo, że wszyscy razem poszli do powstania, razem zgłosili się do walki 1 sierpnia 1944 r. zgodnie z rozkazem, ich losy potoczyły się zupełnie inaczej. Każdy miał potem swoją opowieść powstańczą. Dyskusje w piaseczyńskim domu kończyły się wspólną wyprawą do Pęcic, gdzie corocznie odbywał się rajd pamięci „Po Kamienistej Drodze”. Ci co przeżyli i zdrowie pozwoliło, szli co roku w tym marszu ku chwale zwyciężonym. Tylko Wojtka już nie było i kilku kolegów, zginęli w Pęcicach 2 sierpnia.

1 i 2 sierpnia 1944

 Miejsce zbiórki dla piaseczyńskich powstańców było na Ochocie, ale już 1 sierpnia okazało się, że jest tak źle, że mają oddać broń „Zośce” i wyjść z Warszawy. Wsiedli o świcie do EKD, wysiedli w Regułach i szli wyboistą drogą do Pęcic. Dlaczego tam? Bo wskutek złego rozpoznania dowódca był przekonany, że w pałacu jest niewielka ilość Niemców, szybko się z nimi rozprawią i zdobędą broń. Okazało się inaczej. Bezbronni powstańcy znaleźli się w ogniu walki.

Wokół pałacu w Pęcicach były łąki i pola uprawne pełne słoneczników, kapusty i zboża, a że było już po żniwach zboże ustawiono w snopy. Tu kryli się bezbronni harcerze przed ostrzałem, niestety była to fatalna kryjówka. Część osób przetrwało, aż do końca dnia pod mostkami i przepustami na rzeczce Utracie, ale i tu Niemcy po bitwie przeczesując teren wyłapywali powstańców. 

Dr Marianna Szymańska  Mrówczyńska fot: z albumu rodzinnego Mrówczyńskich

Gdy już było pewne, że bitwa jest przegrana, padł rozkaz wyrzucania opasek powstańczych, ci co tego rozkazu nie wykonali nie dostali szansy na życie, złapani przez Niemców byli traktowani jak bandyci. Marysia Szymańska dostała postrzał w obojczyk. Prawdopodobnie została postrzelona pociskiem typu Dum Dum, były to pociski zakazane przez Konwencję Haską i następnie Genewską w 1924 roku, ale jak wiadomo Niemcy nie przestrzegali obu konwencji nie tylko w temacie  używania typu broni, ludobójstwo też było zakazane. Rana wlotowa po kuli była mała, kula po wniknięciu w ciało rozrywała się, potęgując zniszczenia w organizmie.   

Niemcy przyprowadzili powstańców na teren parku w Pęcicach i kazali im się położyć na murawie twarzą do ziemi. W tej grupie była Marysia i Alicja. Zaprowadzono dziewczęta do pałacu, dano im środki opatrunkowe i kazano opatrywać rannych Niemców. O losie aresztowanych kobiet miał zadecydować oficer SS obecnie przebywający w Pruszkowie. Zaczęto brutalne przesłuchania, dziewczęta namówiły się jak mają zeznawać, aby ich opowieść była wiarygodna. Trudno dziś stwierdzić co zadecydowało o ich losie. Wśród żołnierzy niemieckich było kilku Ślązaków mówiących po polsku i to zapewne uratowało dziewczęta od rozstrzelania. Sanitariuszki tłumaczyły, że są cywilami idącymi z Warszawy, że przypadkowo zostały wplątane w walkę przed pałacem. Trudno było w to uwierzyć, gdyż ranna Marysia miała na sobie bluzę harcerską, ale widocznie żołnierz chciał je uratować. Najpierw umieścił je w zabudowaniach gospodarczych. Po jakimś czasie kazał uciekać w kierunku folwarku. Tak też zrobiły. Marysia nie miała już siły iść, była w szoku, straciła dużo krwi. Alina jakąś nadludzką siłą doniosła ją do pierwszych zabudowań wsi, opatrzyła. Gospodarz furą zawiózł ciężko ranna dziewczynę do szpitala w Pruszkowie. Rana wyglądała fatalnie, kość ramienia była strzaskana. Rękę chciano od razu amputować, na szczęście mądry chirurg kazał zaczekać z amputacją. Przez kilkanaście miesięcy z okolic rany „wychodziły” odłamki. Dziewczęta nie miały informacji o kolegach z oddziału, jeszcze na terenie parku widziały grupy powstańców prowadzonych w niewiadomym kierunku. Wojtek Hass narzeczony Marysi zginął w walce. 2 sierpnia około godziny 17.00 zostało rozstrzelanych 60 powstańców, w tym 5 kobiet, najmłodszy miał 14 lat.

Epilog 

Rozstrzelanych pochowano w zbiorowej mogile nieopodal pałacu. W 1946 roku odbyły się ekshumacje poległych. Na miejscu przy identyfikacji zwłok była matka Wojtka Hassa, Jadwiga i Marysia Szymańska. Zwłoki Wojtka obie rozpoznały po medaliku, taki sam charakterystyczny medalik nosiła Marysia. 19 osób z 89 nie zostało zidentyfikowanych. Na wspólnej mogile stanęło mauzoleum. W 1967 roku zorganizowano pierwszy rajd „Po Kamiennej Drodze”, tytuł rajdu nawiązuje do kamiennej drogi między Regułami i Pęcicami, po której szli powstańcy o świcie 2 sierpnia 1944 roku.

Jacek Mrówczyński uważał, że udział matki w powstaniu warszawskim i przynależność do Armii Krajowej była powodem braku awansów w pracy zawodowej, jej poświęcenie dla pacjentów było zupełnie ignorowane przez szefów Służby Zdrowia.

Ekshumacje w Pęcicach w 1946 r. fot: zbiory Jacka Mrówczyńskiego

Dostałam zaproszenie do udziału w wydarzeniu. W roku 2026 zaplanowany został 60. rajd i organizatorzy tak o nim piszą: „Rajd po kamienistej drodze odbywa się w rocznicę Powstania Warszawskiego oraz Bitwy i Egzekucji w Pęcicach, gdzie 82 lata temu rozegrała się niewyobrażalna tragedia. 2 sierpnia 1944 roku w tym miejscu polegli lub zostali rozstrzelani Powstańcy Warszawscy, bardzo młodzi ludzie. W większości dzieci i ich starsi koledzy. Żołnierze Armii Krajowej IV obwodu Ochota i batalionu Zośka oraz harcerze Szarych Szeregów.”

Prezent od przyjaciela Bohdana Szermera dla Wojtka Hassa w dniu imienin, marzenia harcerzy 1946 r.  fot: dziś w moim posiadaniu

Przeczytaj również: 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Przegląd Regionalny. MIKAWAS Sp. z o.o. z siedzibą w Piasecznie przy ul. Jana Pawła II 29A, jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Link do Polityki prywatności: LINK

Komentarze

Reklama
Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się w powiecie piaseczyńskim.
Najciekawsze wiadomości z przegladregionalny.pl znajdziesz w Google News!
 
Reklama
Obserwuj Przegląd Regionalny na Facebooku
Reklama