Zdalna edukacja

0
105

Pierwsze dni zdalnej edukacji ujawniły szereg problemów, jakie ona rodzi. Dla nauczycieli, uczniów, a przede wszystkim rodziców.

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Edukacji Dariusza Piontkowskiego od 25 marca istnieje obowiązek realizacji podstawy programowej w edukacji zdalnej. Stawia to określone wymagania wobec nauczycieli i daje im możliwość wystawiania ocen uczniom. Dyrektor szkoły ma koordynować pracę nauczycieli i kontrolować ich współpracę z uczniami i rodzicami. Z czego rozliczać go będzie z kolei kuratorium.

– Ja się nie czuję na siłach do prowadzenia lekcji online, więc do tej pory przygotowywałam uczniom szczegółowe materiały, sprawdzałam wysłane prace i dawałam informację zwrotną w postaci wskazówek, a wszystko to dodatkowo dokumentowałam dla dyrekcji – mówi nam nauczycielka, z którą porozmawialiśmy.

Minister i nauczyciele zlecają…

Przez dwa tygodnie zawieszenia zajęć w szkole strategie nauczycieli były różne. Niektórzy jeszcze w ogóle nie wysłali żadnych materiałów ani zaleceń dla uczniów, inni z kolei zasypywali dzieci i młodzież zadaniami.

– Niektórzy nauczyciele zadają nam znacznie więcej pracy niż dotychczas. Prawie codziennie dostajemy do wykonania zadania nawet z tych przedmiotów, które w normalnym planie mamy raz w tygodniu – mówi licealista Franek. Uczniowie szkół średnich są w dużej mierze samodzielni. Gorzej sytuacja wygląda z młodszymi dziećmi.

– Mam dwoje dzieci w podstawówce i jedno w liceum, pracuję zdalnie i muszę ugotować im obiad. Czy ktoś się zastanowił, jak mam jednocześnie pracować, drukować najmłodszej córce karty pracy, pilnować ich wypełniania i tłumaczyć starszemu dziecku fizykę? – pyta retorycznie jedna z mam. Rodzice mają więc pretensje głównie do nauczycieli, że zadają uczniom zbyt dużo pracy. Apelują o wyrozumiałość i uwzględnienie różnych możliwości zarówno samych uczniów jak i ich sytuacji rodzinnej. Jeden z ojców podzielił się mailem od nauczyciela, który zapowiedział prowadzenie lekcji online zgodnie z dotychczasowym planem. Dzieci miałyby usiąść przed ekranem o godz. 8.00 a rodzice zapewnić im odpowiednie warunki: uciszyć rodzeństwo, psa i odgłosy zza ściany.

… a rzeczywistość nie chce się dostosować

Oczywiście to warunki optymalne, ale trudne do zrealizowania w sytuacji, gdy wszyscy są w domu z powodu zaleceń epidemiologicznych. Nie każdy ma własny pokój z komputerem i szybkie łącze. Nie wszyscy rodzice chcą, mogą i potrafią pomóc dziecku. Sytuacja jest też trudna psychicznie, również dla dzieci i młodzieży. Zwłaszcza tych z domów przemocowych.

W dobie epidemii nie ma lepszego rozwiązania niż edukacja zdalna. Wszyscy jednak powinni pamiętać o ograniczeniach, jakie wiążą się z jej realizacją. Nauczyciele nie staną się z dnia na dzień specjalistami od edukacji cyfrowej, skoro dotąd oczekiwano od nich zupełnie czegoś innego. Uczniowie nie staną się samodzielnymi bystrzakami, a w każdym razie nie wszyscy. A rodzice nie staną się wielofunkcyjnymi cyborgami ani nie przejdą błyskawicznej replikacji. Zróbmy wszystko, by zrozumieć te trzy zmienne procesu edukacji zdalnej. I zatroszczmy się o to, by nie dokładać kolejnego stresu wszystkim uczestnikom procesu edukacji.