<rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/">
    <channel>
        <atom:link href="https://www.przegladregionalny.pl/rss/articles/pl/322/historia" rel="self" type="application/rss+xml" />
        <title><![CDATA[ Artykuły - Historia - Przegląd Regionalny - Portal informacyjny Grodziska i Pruszkowa ]]></title>
        <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykuly/322/historia</link>
        <description><![CDATA[Czytaj najnowsze artykuły w naszym portalu.]]></description>
        <language>pl</language>
        <copyright><![CDATA[Przegląd Regionalny - Portal informacyjny Grodziska i Pruszkowa]]></copyright>
        <lastBuildDate>Sun, 26 Jul 2026 07:00:00 +0200</lastBuildDate><item>
            <title><![CDATA[Powstanie Warszawskie oczami córki powstańca. Sierpień, którego nie da się zapomnieć]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10991,powstanie-warszawskie-oczami-corki-powstanca-sierpien-ktorego-nie-da-sie-zapomniec</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10991,powstanie-warszawskie-oczami-corki-powstanca-sierpien-ktorego-nie-da-sie-zapomniec</guid>
            <pubDate>Sun, 26 Jul 2026 07:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-powstanie-warszawskie-oczami-corki-powstanca-sierpien-ktorego-nie-da-sie-zapomniec-1784996918.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Powstanie Warszawskie to nie tylko daty, bitwy i decyzje dowódców. To także historie rodzin, które do dziś noszą w sobie pamięć o tamtych wydarzeniach. Córka powstańca warszawskiego wspomina losy swojego ojca – od Powstania, przez niewolę, po życie naznaczone wojenną traumą</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Koniec lipca i początek sierpnia w mojej rodzinie zawsze miał szczególny klimat i nastrój. I zupełnie nie miało to nic wspólnego z mitologicznym nastrojem środka lata, tu patrz Iliada i Odyseja, gdy sierpień jest wspominany jako okres zbiorów, kultem bogini plonów Demeter, czy Dionizosa bóstwa winogron i wina. Sierpień powinien być czasem radości i wspólnego z bogami świętowania, czasem festynów i radosnych rytuałów.</p><h2><strong>Powstanie dziedziczymy w genach</strong></h2><p>&nbsp;Polski sierpień stał się symbolem, początkiem zagłady miasta, które nazywano Paryżem Północy. Widz oglądający archiwalne filmy sprzed II wojny, zachwyci się warszawską secesją i modernizmem budynków, modnymi ubiorami eleganckich warszawianek i warszawiaków, pięknem i nadzwyczajnym urokiem tego miasta. W kilka lat później w kronikach filmowych zobaczymy gruzy, kolumny mieszkańców idących do obozów i młodych niemieckich chłopców z miotaczami ognia z dużą systematycznością podpalających zabytkowe kamienice.&nbsp;</p><p>Po mieczu jestem Warszawianką i córką powstańca warszawskiego, na którą spłynęła na wieki ta atmosfera polskiego sierpnia i gdy tylko nadchodzi ten czas, włącza się we mnie odczucie tamtych lat trwogi. I tamtych lat nadziei. Na pewno marzeń pogrzebanych pod gruzami. Powstanie Warszawskie jest w genach potomków tych żołnierzy, którzy z młodzieńczą radością poszli w bój i stanęli bez broni przed regularną, znakomicie uzbrojoną armią niemiecką. Mój Tata przeszedł szlak powstańczy od Ochoty, przez Pola Mokotowskie do Śródmieścia, walczył o gmachy Politechniki Warszawskiej i poszedł do niewoli niemieckiej. Tak! Przeżył, ale gdyby dziś spojrzeć na jego życie po powstańcze, z wiedzą jaką mamy teraz, to zdecydowanie jego stan psychiczny określilibyśmy jako stan lęku pourazowego, który doprowadził go do samobójstwa, gdy miał&nbsp;zaledwie 40. lat, gdy nie poradził sobie ze śmiercią ukochanej żony. Napisał w liście pożegnalnym do siedemnastoletniej córki – przepraszam. On rocznik 1927 miał w czasie walki w powstaniu 17 lat i musiał grzebać na podwórkach znanych sobie domów warszawskich swoich kolegów, tych z którymi jeszcze niedawno bawił się w policjantów i złodziei, popularną przed wojną dziecięcą zabawę.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:899/1202;" src="https://static2.przegladzachodni.pl/data/wysiwig/2026/07/25/5-powstancy-warszawscy-po-wyzwoleniu.png" width="899" height="1202"><figcaption>Powstańcy warszawscy po wyzwoleniu, mój Tata drugi od prawej, obóz we Francji fot: zbiory autorki</figcaption></figure><h2><strong>Kapitulacja powstania warszawskiego i obóz w Ożarowie</strong></h2><p>Kapitulacja powstania warszawskiego została podpisana 2 października 1944 r. w dworku Reicherów w Ożarowie. Jan Nowak Jeziorański zapytał w 1954 roku w audycji radiowej dla Radia Wolna Europa, gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego dowódcy Armii Krajowej, o to dlaczego nie poddał Warszawy wcześniej. Bo przecież już w sierpniu było wiadomo, że ten zryw powstańczy skończy się tragicznie. W najnowszych badaniach historyków, którzy mają coraz więcej wiedzy o tych sierpniowych dniach, mówi się o załamaniu psychicznym Bora-Komorowskiego, o jego chęci izolacji gdy przebywał w kwaterze dowódców i zamykaniu się samotnie w pokoju. Mówi się o sporach między Leopoldem Okulickim i Antonim Chruścielem „Monterem”, dowódcą okręgu warszawskiego. O Leopoldzie Okulickim Niedźwiadku, co przeważnie był w czasie narad pod wpływem alkoholu i robił się agresywny, walił pięścią w stół, warto napisać więcej.&nbsp;</p><p>Niemieccy parlamentariusze przybywali już w sierpniu do dowódców powstania z propozycją, aby Polacy poddali się. Zbrodniarz wojenny V<span style="color:#202122;">on dem Bach mianowany przez Heinricha Himmlera</span><span style="background-color:white;color:#202122;">&nbsp;</span><span style="color:#202122;">na dowódcę oddziałów SS skierowanych (zgodnie z dyrektywą Hitlera) do stłumienia powstania, groził zniszczeniem miasta, jeśli Polacy nie podpiszą/ uzgodnią kapitulacji.</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1246/760;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/07/25/4-noc-z-2-na-3-pazdziernika-w-ozarowie.png" width="1246" height="760"><figcaption>Ożarów, pokój we dworze, podpisywanie aktu kapitulacji powstania warszawskiego / fot. Wikipedia</figcaption></figure><p><span style="color:#202122;">Wracając do wywiadu z gen. Tadeuszem Borem-Komorowskim, który w 1954 r. powiedział:&nbsp;</span></p><figure class="image image-style-align-right image_resized" style="width:31.1%;"><img style="aspect-ratio:637/785;" src="https://static2.przegladzachodni.pl/data/wysiwig/2026/07/25/2-gen-bor-komorowski.png" width="637" height="785"><figcaption>Gen. Tadeusz Bór-Komorowski fot: Wikipedia</figcaption></figure><p><span style="color:#202122;"><i>„5 września Niemcy po raz drugi przysłali nam warunki kapitulacji. Nie mogłem się nad nimi nie pochylić, bo sytuacja miasta była już tragicznie ciężka. Na jednego żołnierza przypadało po kilka sztuk amunicji. Czekaliśmy na wejście Rosjan od strony Pragi, gdyby nie ta nadzieja, to być może 11 września podpisalibyśmy porozumienie z Niemcami. Rosjanie stale utrzymywali nas w przekonaniu, że wkroczą do miasta lada dzień, lada godzina” - </i>wyjaśnia gen. Bór-Komorowski.</span></p><p><span style="color:#202122;">&nbsp;A ja zapytam: jak można było ufać Rosjanom i uważać ich za sojuszników?</span></p><p><span style="color:#202122;">Ważna sprawa – żołnierze AK nie mieli praw kombatanckich i nie obowiązywała ich Konwencja Genewska. Nie można było też ufać Niemcom. Mimo, że w akcie kapitulacji zapewniono te prawa, to sytuacja aresztowanego dowództwa powstania wraz z gen. Tadeuszem Borem-Komorowskim wskazuje na coś innego. Aresztowani w październiku byli wożeni w różne miejsca. W końcu osadzono ich w gmachu głównym Gestapo w Berlinie i tu przyszła depesza z rozkazem od Hitlera, żeby ich rozstrzelać. W ciągu kilku godzin zmieniono ten rozkaz, ale sam fakt daje do myślenia.</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1262/763;" src="https://static2.przegladzachodni.pl/data/wysiwig/2026/07/25/3-dwor.png" width="1262" height="763"><figcaption>Ożarów dwór, w którym podpisano akt kapitulacji powstania warszawskiego fot: zabytek.pl</figcaption></figure><h2><span style="color:#202122;"><strong>Droga do Ożarowa</strong></span></h2><p><span style="color:#202122;">Podpisano kapitulację. Żołnierze AK, w tym mój Ojciec, składali broń, mieli rozkaz iść do niewoli w szyku wojskowym. Z tą bronią, było tak: jeśli możesz gdzieś ją ukryć to zrób to. Szli do Ożarowa piechotą. Tak opisują to powstańcy:&nbsp;</span></p><p><span style="color:#202122;"><i>„..&nbsp;</i></span><span style="color:#1E1C1C;"><i>No to już była kolumna. Na placu Narutowicza dochodziła warta. Przed placem Narutowicza składanie broni przed kościołem. Po prawej stronie było składanie broni, tam składali niektórzy. Zasadniczo był cichy rozkaz, żeby schować. Ja tej broni nie miałem, nie przydzielili mi i nie miałem broni, ale inni mieli, z innych oddziałów mieli i niektórzy złożyli to. Natomiast miotacza ognia nie widziałem. Nie, nie było. No i prosto Grójecką do Ożarowa. Tam ludzie stali w Ożarowie. Tak i tam na halę. I tam jakiś gotował zupę. A ja bez menażki, bez łyżki, bez niczego. Znalazłem jakąś butelkę i tak nią kręcę, chcę zarysować w koło coś, bo chcę stłuc tę szyjkę. Jakoś tak mi bokiem wyszła, ale trochę zupy dostałem, trochę zupy mi zostało”</i></span><span style="color:#202122;"><i>&nbsp;</i></span></p><p><span style="color:#202122;">I inne wspomnienie:&nbsp;</span></p><p><span style="color:#202122;"><i>”</i></span><span style="color:#1E1C1C;"><i>Cały nasz oddział został skierowany do Ożarowa i tam byliśmy rozlokowani w wielkiej hali – to była Fabryka Kabli [Ożarów]. Po kilku dniach wywieźli nas, krytymi wagonami towarowymi jechaliśmy do niewoli, z tym że chyba po dwóch dniach jazdy zatrzymaliśmy się w Kostrzynie. Tam nas popędzili do łaźni, żeby zdezynfekować nasze ubrania i była konieczna kąpiel, bardzo skąpa, bo było niewiele wody. Później jechaliśmy chyba jeszcze dwa dni do stacji Bremervörde. Tam poszliśmy pieszo, cały ten transport, do obozu w Sandbostel.”</i></span></p><p><span style="color:#1E1C1C;">W 1944 roku Niemcy zorganizowali w Ożarowie też dwa obozy przejściowe dla ludności cywilnej. W hucie szkła była filia Dulagu 121 Pruszków i w fabryce kabli. W fabryce kabli jednocześnie było 6 tys. osób.</span></p><p><span style="color:#202122;">&nbsp;Korzystałam ze wspomnień Ryszarda Czeczucha „Ciapka” i&nbsp;</span>Barbary Wojtowicz-Włodymirskiej</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1232/457;" src="https://static2.przegladzachodni.pl/data/wysiwig/2026/07/25/1-fabryka-kabli-w-ozarowie.png" width="1232" height="457"><figcaption>Reklama przedwojenna fabryki kabli fot: zbiory autorki</figcaption></figure><h4><i><strong>Przeczytaj również:</strong></i></h4><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10908,opowiesci-z-nadarzyna-i-walendowa-z-tragicznym-finalem-wyprawy-na-jagody"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10983,cztery-parkingi-podziemne-i-ukrycie-dla-ludnosci-powiat-przygotowuje-inwestycje-w-nadarzynie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10977,parking-parkuj-i-jedz-w-pruszkowie-bedzie-platny-znamy-stawki-i-nowe-zasady"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10967,przeglad-regionalny-wydanie-369"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10984,nowy-mural-festiwalu-kultur-swiata-w-grodzisku-mazowieckim-odsloniety"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10959,burmistrz-odpowiada-krytykom-remont-tunelu-byl-konieczny"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Z dziejów Walendowa, czyli opowieść o majątku, pożarze, bandycie i powstańcach]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10951,z-dziejow-walendowa-czyli-opowiesc-o-majatku-pozarze-bandycie-i-powstancach</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10951,z-dziejow-walendowa-czyli-opowiesc-o-majatku-pozarze-bandycie-i-powstancach</guid>
            <pubDate>Sun, 19 Jul 2026 07:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-z-dziejow-walendowa-czyli-opowiesc-o-majatku-pozarze-bandycie-i-powstancach-1784392504.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Walendów kojarzy się dziś ze spokojem, stawami i klasztorem. Tymczasem jego dzieje pełne są dramatycznych wydarzeń: wielkiego pożaru, licytacji majątku, działalności groźnego bandyty i wojennych losów powstańców, którzy w sierpniu 1944 roku znaleźli tu schronienie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Okolice Nadarzyna warte wakacyjnych opowieści. Od stuleci jest tu raj dla wędkarzy, bo stawów i stawików tu dużo, a w nich ryb do położenia na eleganckie półmiski pod dostatkiem i też tych co można je nadziać na patyk i wieczorową porą, gdy na leśnych polanach dużo tu w końcu czerwca i na początku lipca robaczków świętojańskich, usmażyć nad ogniem i do świtu posiedzieć. Kto tu kiedyś dbał o te stawy, o te lasy opowiem.</p><h2><strong>Powstańczy szlak przez Walendów</strong>&nbsp;</h2><p>Ilekroć przebywam w tych okolicach przypomina mi się opowieść Bohdana Szermera, który brał udział w bitwie pod Pęcicami w czasie powstania warszawskiego. Tragiczna bitwa, w której zginęło wielu powstańców, wielu też zostało w parku pęcickim rozstrzelanych przez Niemców rozegrała się 2 sierpnia 1944 r. Ci co przeżyli tę bitwę i mogli się spod Pęcic wycofać, doszli do Walendowa, to była duża grupa powstańców, około 200 osób. Tak o tym opowiadał&nbsp; Szermer, który jako jeden z niewielu miał broń, zdobyczny belgijski erkaem:&nbsp;</p><p><i>„</i><span style="color:#1E1C1C;"><i>Dołączyliśmy do oddziału, oddział się jako tako organizował. Skrajem lasów doszliśmy najpierw do miejscowości Derdy. To była chyba jakaś placówka zakonna. Tam króciutki postój. Poradzono nam, żeby przejść do Walendowa, bo on troszkę dalej od szosy był, tam bezpieczniej będzie. Przeszliśmy do Walendowa, wtedy cały czas się trzymałem blisko dowództwa, bo erkaem to już była pewna siła ognia. Jak podchodziliśmy do skraju lasu czy gdzieś, to stanowisko jakieś znajdowałem. „Szczapa” był wtedy moim amunicyjnym z jednym magazynkiem rezerwowym, bo drugi był w erkaemie. Tak żeśmy się dołączyli.</i></span><i><br></i><span style="color:#1E1C1C;"><i>W Walendowie jako tako to zorganizowano, dostaliśmy oczywiście obiad u sióstr, troszkę się niektórzy osuszyli. Kapitalnie było, bo nie mieliśmy żadnych nakryć głowy, a deszcz padał cały czas. Siostry się ulitowały, dały swoje furażerki czy inne nakrycia głowy. Okazało się, że były niestety farbowane i fioletowe. Wszyscy potem byli w paski. Byłem przemoczony kompletnie. Miałem cebulę, zegarek w kieszonce, to woda była pod szkłem. Otworzyłem, zacząłem wodę wytrząsać. Wytrząsałem, wytrząsałem, ale chodzić nie chciał. Schowałem go. Nocą też deszcz padał, jak żeśmy szli przez Mroków, jeszcze Złotokłos chyba. Dookoła Lasów Chojnowskich. Wzięli jakąś podwodę, na tę podwodę załadowali niektóre rzeczy, trochę amunicji, dwie osoby ranne i tak nocą żeśmy się ciągnęli.”</i></span></p><h2><span style="color:#1E1C1C;"><strong>Zgromadzeniu Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia i pomoc potrzebującym</strong></span></h2><figure class="image image-style-align-right image_resized" style="width:39.56%;"><img style="aspect-ratio:897/1296;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/07/18/2-gustaw-hr-przezdziecki.jpg" width="897" height="1296"><figcaption><span style="color:#1E1C1C;">Gustaw hrabia Przeździecki prezes Towarzystwa Doraźnej Pomocy Lekarskiej fot: Wikipedia</span></figcaption></figure><p><span style="color:#1E1C1C;">Ten powstańczy epizod przypomniał mi jak wiele lat temu wybrałam się z Piaseczna, aby obejrzeć zakon i klasztor pod Walendowem. Jakoś wtedy źle wytyczyłam szlak wycieczki, długo szłam lasami i bardzo znużona dotarłam do klasztoru Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Byłam ciekawa jak wygląda to miejsce, którego mieszkanki wykazały się odwagą w czasie wojny i chęcią niesienia pomocy powstańcom i ludności cywilnej wypędzonej z Warszawy i przebywającej w koszmarnym obozie w przejściowym w Pruszkowie. Widocznie od zawsze siostry miały zwyczaj karmienia podróżnych, bo zaraz, jak tylko usiadłam na ławce, przyszła zakonnica i zaprosiła mnie na herbatę. Historia zakonu i klasztoru w tych okolicach, początek ma w Derdach i Walendowie, tak można o tym przeczytać na ich stronie:&nbsp;</span></p><p><span style="color:#1E1C1C;"><i>”H</i></span><span style="color:black;"><i>rabia Gustaw Przeździecki, widząc dobrze rozwijający się dom w Derdach (ok. 2 km od Walendowa), podarował również Zgromadzeniu w 1896 roku folwark Walendów (dom mieszkalny, zabudowania gospodarcze, młyn, stawy i 575 morgów ziemi). Zamieszkały w nim dwie lub trzy siostry, które doglądały gospodarstwa, ale podlegały przełożonej w Derdach (dzisiaj część miejscowości Łazy). Aktem notarialnym majątek ten został przepisany na Zgromadzenie dopiero w styczniu 1908 roku, jednak pod warunkiem opuszczenia Derd w ciągu trzech lat. Dlatego w tym samym roku siostry w Walendowie rozpoczęły budowę zakładu, do którego w roku 1913 przeniosły się z Derd wraz z wychowankami. Budowa klasztoru trwała jeszcze kilka lat ze względu na brak funduszy, a potem pierwszą wojnę światową. Siostry wprowadziły się do niego dopiero po pierwszej wojnie światowej”</i></span><span style="color:#1E1C1C;"><i>&nbsp;</i></span></p><p><span style="color:#1E1C1C;">Z mojej wycieczki z lat 70. XX w. pamiętam niezwykły spokój jaki panował w tym miejscu, wręcz magiczną atmosferę. I jakąś niezwykłą regenerację sił po ciężkiej wędrówce.</span></p><h2><span style="color:#1E1C1C;"><strong>Walendów i jego właściciele</strong></span></h2><h4><span style="color:#1E1C1C;">Cofnijmy się o kilka dziesięcioleci i sprawdźmy do kogo należał Walendów oraz co wchodziło w skład majątku</span></h4><p><span style="color:#1E1C1C;">Miasto Nadarzyn w 1867 r. z wsiami Walendów, Paszków, Wolice, Kajetanów, do których to dóbr należały jako przyległości: folwark nowo erygowany Cesin oraz Lipnik, młyn wodny Konopka i wiatrak Marynin. Wszystko to w okręgu błońskim powiecie Warszawskim było poddane licytacji. W 1874 r., pewnej soboty w Nadarzynie ksiądz Krupiński dał ślub młodej parze, panu Albertowi Krasnodębskiemu i pannie Cecylii Krasnodębskiej. I tu praca dla genealogów, którzy chcieliby się zająć koligacją rodzinną tej pary z Jakubem Krasnodębskim. Takie wakacyjne zadanie domowe.</span></p><p><span style="color:#1E1C1C;">&nbsp;31 stycznia 1895 r. pojawiła się informacja, że po kilku latach stabilizacji w/w majątek znów poddany jest licytacji jako mienie spadkowe po Jakubie Władysławie Krasnodębskim, informacji w tej sprawie udzielał Albert Krasnodębski. Dobra Walendów, bo każdy folwark był licytowany oddzielnie, nabył hr. Gustaw Przeździecki. To było wówczas 892 morgi z tego 38 zarybionych stawów i budynki, poza tym 135 morgów lasu, rzeka, podkład torfowy, młyn wodny amerykański, pacht, czyli dzierżawa, letnie mieszkania, pasieka szparagarnia, dwór piętrowy murowany, 8 dużych budynków murowanych, 5 drewnianych, 93 sztuki inwentarza żywego. Licytacja zaczynała się od 60 tys. rubli.&nbsp; &nbsp;</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1412/1028;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/07/18/3-notatka-z-1874-r.png" width="1412" height="1028"><figcaption><span style="color:#1E1C1C;">Notatka prasowa z 1874 R. z Kurjera Codziennego r. fot: zbiory autorki</span></figcaption></figure><h2><span style="color:#1E1C1C;"><strong>Pożar i problemy majątku Krasnodębskich przed licytacją</strong></span></h2><p><span style="color:#1E1C1C;">&nbsp;W roku 1881 z niewiadomych przyczyn pożar obrócił w perzynę wszystkie zabudowania w Walendowie. Przyczyna pożaru była niewiadoma. Najprawdopodobniej ktoś podpalił budynki. Krasnodębscy, ówcześni właściciele majątku, energiczni i dbający o swoje dobra gospodarze, słynęli z tego, że gdy w okolicy szalał pożar chętnie udzielali pomocy w gaszeniu płonących zabudowań, pomagali pogorzelcom. Tym razem było małe zaangażowanie pomocników, bo warunki były złe, bo jeśli ktoś podpala we wrześniu folwark, to tylko znaczy tyle, że chce aby straty były dotkliwe. Czy ten pożar był krokiem do sprzedaży majątku?</span></p><h2><span style="color:#1E1C1C;"><strong>Pytanie: Czy bandyta przyspieszył sprzedaż majątku w Walendowie?</strong></span></h2><p><span style="color:#1E1C1C;">&nbsp;Albert Krasnodębski informował w 1894 r., że w okolicy działał niebezpieczny opryszek. Herszt bandy Białołeb. W maju w/w roku skradziono ogrodnikowi Rudolfowi Handke wóz wartości 50 rs. Po jakimś czasie skontaktował się z nim niejaki Zwieszkowski i oznajmił, że wie gdzie jest ten wóz, ale wskaże miejsce gdy ogrodnik zapłaci 10 rs. i przysięgnie, że nikomu nie powie w jaki sposób znalazł wóz. Wóz się znalazł, ale gospodarzom dalej ginęły cielęta, konie i krowy. W końcu zrobiono obławę na złodziei, w trakcie której mocno pobito niejakiego Flisa. Wtedy ogrodnik zdradził kto mu powiedział, gdzie jest wóz. Okazało się, że ten Zwieszkowski to Białołeb. Bandyta groził rodzinie ogrodnika, że pozabija mu dzieci. Okaleczył karbowego, obciął mu nos, tylko dlatego, że ten służył w Walendowie. Handke uciekł z całą rodziną, a służba folwarczna odmawiała pracy. W końcu aresztowano Białołba w Tarczynie. W rok później Krasnodębscy sprzedali cały majątek, nie tylko Walendów. Walendów przeszedł w ręce hr. Przeździeckiego (1850 - 1909).</span></p><h4><span style="color:#1E1C1C;"><i><strong>Przeczytaj również:</strong></i></span></h4><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10908,opowiesci-z-nadarzyna-i-walendowa-z-tragicznym-finalem-wyprawy-na-jagody"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10912,gmina-nadarzyn-przygotowuje-12-inwestycji-drogowych-czesc-z-nich-ma-juz-gotowe-projekty"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10910,zmiany-w-parku-w-mlochowie-beda-nowe-alejki-i-fontanna"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10918,polaczenia-autobusowe-gpa-na-nowych-schematach-zasady-honorowania-biletow-ztm"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10928,rozpoczal-sie-remont-palacyku-kasyno-w-podkowie-lesnej"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10923,nocna-prohibicja-takze-w-piastowie-czy-i-u-nas-wprowadza-zakaz"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10939,101-urodziny-mieszkanki-otrebus-z-zyczeniami-odwiedzil-ja-burmistrz"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10934,zamykaja-tunel-w-brwinowie-burmistrz-pierwsze-dni-to-bedzie-armagedon-wyznaczono-objazdy"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Opowieści z Nadarzyna i Walendowa z tragicznym finałem wyprawy na jagody]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10908,opowiesci-z-nadarzyna-i-walendowa-z-tragicznym-finalem-wyprawy-na-jagody</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10908,opowiesci-z-nadarzyna-i-walendowa-z-tragicznym-finalem-wyprawy-na-jagody</guid>
            <pubDate>Sun, 12 Jul 2026 07:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-opowiesci-z-nadarzyna-i-walendowa-z-tragicznym-finalem-wyprawy-na-jagody-1783682717.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Nadarzyn, Walendów i okoliczne wsie kryją wiele opowieści o dawnych podróżach, rybackich stawach, wojennych zniszczeniach i wyprawie na jagody, która zakończyła się tragedią.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Będą to wakacyjne opowieści o Nadarzynie, łowisku w Walendowie, karpiu z Karpika, wyprawie pana Niemcewicza, którą opisał w swoich pamiętnikach, a na koniec o tragicznej wyprawie na jagody. Nie zadbam o chronologię zdarzeń, bo w wakacje zapominamy o chronologii w Historii.</p><h2><strong>Karp w Karpiu i Karpiku</strong></h2><p>Nadarzyn, miasto warte odwiedzenia w wakacje, popatrzcie na mapę i wyznaczcie trasę wycieczki. Bo nie tylko warto zobaczyć Nadarzyn, ale też okoliczne miejscowości. A w porze obiadowej koniecznie zatrzymać się w Walendowie na smażoną rybę - karpia, pstrąga i suma, i co tam jeszcze kuchnia proponuje. Ja zawsze zamawiam jeszcze na przystawkę karpia w galarecie, a galareta w kolorze limonki. Tak przyrządzonych ryb nigdzie nie zjecie. Obok baru Karp i Karpik stawy hodowlane. Firma istnieje od ponad 40 lat i od początku miała ogromne powodzenie wśród smakoszy ryb.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1102/485;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/07/10/3-karp.jpg" width="1102" height="485"><figcaption>Karp fot: Wikipedia</figcaption></figure><h2><strong>Historia okolic też warta poznania, czyli jak zniknęły ryby z mazowieckich stawów</strong></h2><p>Jak już jesteśmy w temacie ryb i łowisk, których w tej części Mazowsza sporo, to opowiem o roku 1916., był to czas, w którym trudno było o ryby. W Warszawie kupienie żywej ryby na bazarach graniczyło z cudem. Za mięso trzeba było zapłacić rubla za funt i tanie ryby rozwiązałyby problem, ale ryb, mimo licznych łowisk było mało. W prasie czytamy: <i>ryby mogą skutecznie konkurować z mięsem, bo smacznie przyrządzona ryba zastąpi krowinę i wołowinę z korzyścią dla organizmu</i>.&nbsp; &nbsp;Powodem tego rybnego kryzysu była oczywiście wojna i wycofujące się z terenów np. Nadarzyna wojska rosyjskie. W wielu stawach spuszczono wodę i wybrano ryby, strzelano też do ryb jak na polowaniu. Ogłuszano ryby petardami i wybierano je sieciami z wody. A jak się nie udało wybrać ryby ze stawów, to truto te co tam pozostały. Rosjanie zniszczyli też różne urządzenia techniczne, w które były wyposażone gospodarstwa rybackie. Przed wojną dostarczano do Warszawy bardzo dużo ryb, ale przed 1916 r. większość gospodarstw rybnych uległo zniszczeniu. Bardzo ucierpiały doskonale zorganizowane gospodarstwa rybne w Pęcicach pana Antoniego Marylskiego – Łuszczewskiego, Falenty Seweryna ks. Czetwertyńskiego.&nbsp; Wymieniano też w temacie zniszczeń Mosznę pana Nasierowskiego, Brwinów p. Kowalskiego, Walendów sióstr Magdalenek tych koło Nadarzyna i Grzegorzewice Stefana Kuszla. Wojna jeszcze trwała i trudno było się spodziewać odbudowy łowisk i też uruchomienie sprawnego dowozu ryb do Warszawy, bo odbywał się jedynie końmi. Łowiska zamierały, bo też trudno było kupić narybek. Prusacy pozwolili w końcu jechać po narybek do Austriaków, którzy mniej ucierpieli w czasie wojny. Czy po wojnie wszystko wróciło do stanu sprzed, pewnie tak. Ryby, szczególnie karp, który był&nbsp; przeważnie w wymienionych tu łowiskach hodowany jest do dziś poszukiwany.</p><h2><strong>Cofnijmy się do roku 1811: nocleg pod gruszą</strong></h2><p>Wybrał się na początku wieku XIX do Krakowa pan Julian Ursyn Niemcewicz, sławny polityk, pisarz, poeta i dramaturg. Wyruszył w swoją podróż z Warszawy i nieco pobłądził. Chyba na szczęście dla nas, ciekawych tego co zobaczył i potem umieścił w licznych swoich dziełach. Znużony zatrzymał się w Nadarzynie. Tak to opisał:&nbsp;</p><figure class="image image-style-align-right image_resized" style="width:38.22%;"><img style="aspect-ratio:920/1082;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/07/10/2-j-u-niemcewicz.jpg" width="920" height="1082"><figcaption>Julian Ursyn Niemcewicz (1758 – 1841) fot: Wikipedia</figcaption></figure><p><i>„..w wieczór zatrzymałem się w Nadarzynie. Tam pytając o drogę do Warki lub Białobrzegów, odpowiedziano mi, że nie na Nadarzyn, lecz na Tarczyn i Piaseczno należałoby mi było jechać, i żem więcej mili zbłądził z drogi.”&nbsp;</i></p><p>I dalej:&nbsp;</p><p><i>„Długo przejeżdżamy przez obszar pól, wioski murowanej porządnie, należące do wojewody Sobolewskiego, kiedy około jedenastej w nocy przybyliśmy do Parola, wsi porządnej, lecz na żadnej nie będącej trasie</i> (dziś wieś w gminie Nadarzyn, powiat pruszkowski)<i>. Karczma była napełniona parobkami. Co po pracy całodziennej koło kośby, pocieszali się genstemi gorzałki kieliszkami; piosenka zapewne jeszcze za czasów księstwa mazowieckiego śpiewana, brzmiała we wszystkich ustach. Nie chciałem tej wesołości przerywać.”</i></p><p>Postanowiono udać się do młyna, tu okazało się, że to zbłądzenie było celowe, ukartowane, wymyślone przez Macieja, pierwszego ministra pana Niemcewicza, bo młynarz był Macieja rodzonym szwagrem i przyjacielem. Spanie w ładnej izbie było niemożliwe, bo była pełna much, pościelono mu na powietrzu pod gruszą a tu:&nbsp;</p><p><i>„ ...w sąsiedztwie rozmaitych bydląt domowych, nieproszone wizyty świń i krów, wymykających siano spode mnie. Nie dały mi oka zmrużyć”&nbsp;</i></p><p>Ruszyli w drogę porankiem i patrzyli na zrujnowane wojnami wsie i miasteczka. Był to rok 1811, te ruiny to były pozostałości po wojnach, które tu się toczyły.</p><p>A ja sobie wyobraziłam tę karczmę pełną śpiewu w gorący lipcowy wieczór i tych ludzi, co ciężko pracowali, aby chleba nie zabrakło.</p><h2><strong>Życie za jagody, czyli tragiczny finał leśnej wyprawy</strong></h2><p>Pod Nadarzynem mnóstwo miejsc dla letników z Warszawy. Kto lubi las, jagody i grzyby to chętnie tu przyjeżdża. Wybrała się też pani Dobrzańska, a że lubiła zbierać jagody, to wzięła do lasu garnuszek i pełen jagód nazbierała. Spotkała po drodze pana gajowego Paluszkiewicza, który zabrał jej garnuszek z jagodami. Niewzruszony płaczem pani Dobrzańskiej odszedł w siną dal. Pani Dobrzańska wróciła do domu, wszystko opowiedziała mężowi. A ten mąż był człowiekiem mściwym. Podkradł się pod chatę gajowego Paluszkiewicza, stanął w oknie i strzelił. Paluszkiewicz padł trupem. Nie od razu złapano zabójcę. Ujęto go koło granicy sowieckiej. Uciekał, bo chciał uniknąć odpowiedzialności. Skazano go w sądzie okręgowym na ...3 lata więzienia. Jaki morał z tego? Może taki, że wyprawa na jagody do lasu pod Nadarzynem może się źle skończyć, a kara za zabicie gajowego dziwnie niewielka, ciekawe dlaczego. Takie czasy. Historia ta wydarzyła się naprawdę i została umieszczona w notatce w dzienniku Robotnik z września 1926 r.&nbsp;</p><p><strong>W drugiej części wakacyjnych opowieści o Walendowie i Nadarzynie opowiem o właścicielach tych okolic, pożarach, o bandycie Białołebie i Ludwiku Hirszfeldzie co się urodził w Nadarzynie</strong></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1203/821;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/07/10/4-okolice-walendowa.jpg" width="1203" height="821"><figcaption>Okolice Walendowa fot: Małgorzata Szturomska</figcaption></figure><h4><i><strong>Przeczytaj również:</strong></i></h4><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10845,przedwojenne-sklepy-milanowka-jak-sklep-inkielmana-stal-sie-drogowskazem"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10910,zmiany-w-parku-w-mlochowie-beda-nowe-alejki-i-fontanna"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10901,wkd-wymieni-automaty-biletowe-na-czesci-stacji-beda-chwilowe-utrudnienia"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10881,13-godzin-walki-z-elbrusem-mieszkaniec-pruszkowa-zdobyl-najwyzszy-szczyt-europy"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10888,brwinow-z-dotacja-na-rozwoj-mlodziezowej-rady-miejskiej"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10891,przeglad-regionalny-wydanie-368"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10886,350-tys-zl-na-rozbudowe-ul-gwiazdzistej-i-nadrzecznej-prace-rusza-jeszcze-w-tym-roku"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10884,dawne-kasyno-w-podkowie-lesnej-przejdzie-renowacje-wkrotce-rusza-prace"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Skrzydlate wiaty Brwinowa. Kolejowa rewolucja lat 30.]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10875,skrzydlate-wiaty-brwinowa-kolejowa-rewolucja-lat-30</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10875,skrzydlate-wiaty-brwinowa-kolejowa-rewolucja-lat-30</guid>
            <pubDate>Sun, 05 Jul 2026 07:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-skrzydlate-wiaty-brwinowa-kolejowa-rewolucja-lat-30-1783192822.png" type="image/png" medium="image" /><description>Elektryfikacja kolei podwarszawskiej w latach 30. XX wieku zmieniła nie tylko sposób podróżowania, ale też wygląd stacji i przystanków. Skrzydlate wiaty, wysokie perony i nowoczesne rozwiązania dla pasażerów stały się symbolem kolejowej rewolucji, której ślady do dziś można odnaleźć na linii grodziskiej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Moja podróż do Brwinowa spowodowana była pewnym zaskoczeniem. Otóż w latach 60. i 70. XX w. byłam bardzo żywo zainteresowana pracami prof. Kazimierza Michałowskiego bardzo cenionego historyka sztuki, archeologa i egiptologa, członka Polskiej Akademii Nauk. Dla polskiej egiptologii był to czas wielkich osiągnięć. Prasa nie przestawała pisać np. o freskach z Faras i o Abu Simbel, gdzie prof. Michałowski wraz z zespołem polskich archeologów brał udział w akcji ochrony świątyń skalnych Ramzesa II, którym groziło zalanie przez wody Jeziora Nasera. Profesor zmarł w 1981 r., dla mnie to był rok przełomowy, nie miałam czasu śledzić informacji o nim. I gdy wróciłam do tematu okazało się ku mojemu zaskoczeniu, że grób profesora jest w Brwinowie. Udałam się w podróż niezwykłą, bo jadąc koleją z Warszawy napotkałam Skrzydlate Wiaty, pięknie modernistycznie i postanowiłam wgłębić się w ich historię.</p><h2><strong>Jak rodziły się skrzydlate wiaty</strong></h2><p>Budowa nowego typu przystanków i wiat peronowych związana była z realizacją koncepcji prof. Aleksandra Wasiutyńskiego budowy linii średnicowej oraz elektryfikacją Warszawskiego Węzła Kolejowego, którego pomysłodawcą i inicjatorem był prof. Roman Podoski. I tu nadmienię, że Profesor Podoski w 1921 r. stworzył projekt elektryfikacji węzła warszawskiego. Ważnym też wydarzeniem w realizacji projektu było nawiązanie współpracy z firmami brytyjskimi i tak w 1933 r. zawarto umowę pomiędzy PKP a konsorcjum dwóch firm brytyjskich -English Electric Co. Ud oraz Metropolitan Vicers Electric Export Co. Ud w sprawie elektryfikacji odcinków podmiejskich Warszawskiego Węzła Kolejowego do Otwocka, Żyrardowa i Mińska Mazowieckiego. Następnym miejscem elektryfikacji była linia do Grodziska. Postanowiono o zakupie takiego taboru kolejowego na tej linii, który byłby przeznaczony do ruchu masowego. Co to znaczyło? Chodziło o gęsto wybudowane przystanki stacyjne, na których oczekuje na pociąg duża grupa pasażerów i duża grupa wysiadających. Pomysł, aby pozbawić wagony stopni, a perony dostosować do takiej wysokości, aby wsiadanie i wysiadanie było płynne, co znaczyło też szybkie, usprawnił podróżowanie. I to jest geneza budowy nowych wysokich peronów z wiatami i poczekalniami, dostosowanych do kursowania nowego taboru, na przystankach i stacjach podmiejskich, na wszystkich zelektryfikowanych do 1939 roku liniach kolejowych.</p><h2><strong>Kolejowa rewolucja pod Warszawą</strong></h2><p>Ta rewolucja kolejowa była tak ciekawa i tak nowa, że angażowała uwagę wielu inżynierów związanych z kolejnictwem w całej Polsce, nawiasem mówiąc przypominała bardziej budowę nadziemnego metra. Takim fragmentem metra nadziemnego jechałam np. w Paryżu. Położenie stacji paryskiego metra jest różne. Najczęściej określa się je jednak podając następujące 3 kategorie: podziemne (fr. souterraine), naziemne (fr. aérienne, w dokładnym tłumaczeniu powietrzne) oraz na poziomie gruntu (fr. fleur de sol). Niektóre stacje są łączone – część jest pod ziemią, a część nie.</p><h2><strong>Dworzec ustępuje miejsca peronom</strong></h2><p>W miesięczniku Inżynier Kolejowy z 1937 r. odszukałam artykuł uzasadniający modernizację dworców kolejowych i peronów. Autor Inż. Kazimierz Centnerszwer pisze, że przed elektryfikacją życie podróżnych koncentrowało się w budynkach stacji kolejowych. Tu można było kupić bilet w kasie stacji, tu podróżny przeczekiwał niesprzyjającą pogodę. Tak funkcjonowały od zawsze dworce na kolejach dalekobieżnych, gdzie ruch pociągów był niewielki. Dla wygody podróżnych na większych, ale też na mniejszych stacjach lokowano restauracje, bary, stanowiska dla oczekujących, a nawet małe sklepiki. W miarę rozwoju tej infrastruktury budynek dworca stawał się bardziej punktem rozrywkowo handlowym niż poczekalnią dla podróżnych. I tak na przykład stacja w Grodzisku i budynek zbudowany po I wojnie posiadał bufet, gdzie można było zjeść posiłek. Była tu poczekalnia II i III klasy. I tak powoli dworzec stawał się całkowicie nienowoczesny i pozbawiony swojej funkcji. Ale były też inne, małe dworce, o których pisze inż. Kazimierz Centnerszwer:</p><p><i>„Prócz starych przeważnie i ciasnych dworców o charakterze stacyjek ruchu dalekobieżnego (Rembertów, Miłosna, Wawer, Brwinów), na przystankach podmiejskich był cały szereg mniej lub więcej prymitywnych budynków i schronów drewnianych w miejscowościach letniskowych (Międzylesie, Świder, Wesoła), był nawet przystanek, na którym rolę dworca pełniło pudło wagonu towarowego (Skruda). Większość tych budynków od dawna już przestała odpowiadać swemu przeznaczeniu; z wyjątkiem kilku dużych dworców (Pruszków, Grodzisk, Falenica) można było nie liczyć się z nimi przy przebudowie stacji.”</i></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1797/1116;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/07/04/2-brwinow-wyjscie-z-tunelu.png" width="1797" height="1116"><figcaption>Brwinów wejście do tunelu fot: zabytek.pl</figcaption></figure><p>I tak na linii Warszawa Zachodnia - Pruszków wzniesiono też wysokie perony, poczekalnie i wiaty na stacjach: Ursus, Piastów, Pruszków, na przystankach tych pozostawiono wcześniejsze budynki stacyjne, które przeżywały reorganizację. 22 maja 1937 r. zelektryfikowano kolejny odcinek Pruszków-Grodzisk, zaś 6 września 1937 roku szlak Grodzisk-Żyrardów. Na stacjach Milanówek, Brwinów oraz Grodzisk zrealizowano kolejne wysokie perony, poczekalnie i wiaty dostosowane do nowoczesnego taboru kolejowego. Wygląd ich opiniowała Rada Techniczna przy Ministerstwie Komunikacji oraz architekci i historycy sztuki. Co w latach dużo po II wojnie nasunęło konserwatorom zabytków myśl, aby objąć te budowle ochroną konserwatorską ku radości kochających te skrzydlate wiaty. W budowie wiat zastosowano żelbet. Dlaczego ktoś zapyta, może powinny być konstrukcji metalowej, byłyby pewnie trwalsze. Chodziło o koszty budowy, żelbetonowe były znacznie tańsze. Do budownictwa kolejowego wszedł styl Modernistyczny i to spowodowało dyskusję, twierdzono, że pomieszanie stylów stwarza dysharmonię. I tak o tym w 1937 roku pisał inż. Kazimierz Centnerszwer. Modernistyczne przystanki w układzie wyspowym stanowiły doskonałe rozwiązanie architektoniczne, natomiast zrealizowana na peronach przydworcowych wiata w Grodzisku Mazowieckim i Pruszkowie zakłóciła widok elewacji budynków stacyjnych zbudowanych w polskim stylu narodowym według projektu inż. arch. Romualda Millera.</p><p>Pozostawiono też wcześniejsze budynki stacyjne, w tym zrealizowane w polskim stylu narodowym według projektu inż. arch. Romualda Millera, na stacjach Pruszków -1924 r. oraz Grodzisk Mazowiecki -1928 r., na większości stacji na linii Warszawa Zachodnia - Grodzisk zastosowano jednak odmienny układ komunikacyjny - dojścia na perony tunelami z wiatami nad drugim wyjściem z tunelu.</p><h2><strong>Brwinów jako przykład modernistycznej stacji</strong></h2><p>Opis z rejestru zabytków Zabytek.pl we fragmentach:&nbsp;</p><p><i>Na stacji Brwinów znajduje się peron wyspowy o konstrukcji żelbetowej. Pierwsza wiata wraz z budynkiem poczekalni od strony Warszawy zbudowana została w okresie międzywojennym, druga wiata zbudowana częściowo na pochylni od strony Grodziska wzniesiona została w okresie powojennym. Wewnątrz poczekalni oryginalne, ławki, podwójne okienko kasowe, wykładzina podłogi wtórna wyłożona gresem w kolorze jasnoróżowym. Powojenna wiata od strony Warszawy, wsparta na 4 filarach stanowiących element konstrukcyjny klatki schodowej tunelu oraz na 1 filarze ustawionym w osi peronu na pochylni zejściowej.</i></p><figure class="image image-style-align-right image_resized" style="width:31.76%;"><img style="aspect-ratio:1093/1544;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/07/04/4-lawka-w-poczekalni.png" width="1093" height="1544"><figcaption>Ławka w poczekalni w Brwinowie fot: zabytek.pl</figcaption></figure><p>Znając już historię modernizacji przystanków, można lepiej zrozumieć, jaka idea przyświecała architektom projektującym nowoczesne stacje pod koniec lat 30. XX wieku.</p><p>Inż. Kazimierz Centnerszwer pisze w 1937 r. w czasopiśmie Inżynier Kolejowy o elektryfikacji węzła warszawskiego i przebudowie przystanków:</p><p><i>„Zelektryfikowane linie podmiejskie nie mają jednakowego charakteru. Linia Żyrardowska przebiega na odcinku od Warszawy do Pruszkowa przez szybko rozrastające się w ostatnich latach osiedla Włochy, Ursus i Piastów, silnie związane z Warszawą, stanowiące jej odleglejsze przedmieścia. Za Pruszkowem, Brwinów i Milanówek, mają charakter bardziej letniskowy, jednak przeważa w nich ludność stała, dojeżdżająca przeważnie do pracy do Warszawy. Strefę linii Żyrardowskiej cechuje gęste zaludnienie, duża liczba zakładów przemysłowych (Ursus, Pruszków, Grodzisk, Żyrardów) i stosunkowo największa w okolicy Warszawy zamożność, znajdująca swój wyraz w ożywionym ruchu budowlanym. Długość odcinka podmiejskiego od Warszawy Zachodniej do Żyrardowa wynosi 40,08 km, średni odstęp między przystankami około 4 km.”</i></p><p>I na podstawie tej informacji możemy sobie wyobrazić, że gdyby pozostawić tabor kolejowy takim jakim był przed przebudową i nie zmodernizować peronów, podróż wydłużyłaby się o wiele minut a nawet godzinę, gdyż pociąg stałby na stacji do chwili gdy wchłonie tłumy pasażerów powoli wsiadających. Wykres zapożyczony z artykułu inż. Kazimierza Centnerszwera pokazuje natężenie ruchu pasażerskiego na poszczególnych stacjach węzła Warszawa – Żyrardów, czyli ilu podróżnych przypadało na każdą stację.</p><h2><strong>Bezpieczeństwo i wygoda pasażerów</strong></h2><p>Przy tej okazji zastanawiano się też nad bezpieczeństwem pasażera, chodziło tu o głównie o to, jak wygląda jego droga na peron, jak często musi przechodzić przez tory aby zakupić bilet i z nim wsiąść do pociągu. Oczywiście najbezpieczniejsze były tunele, kasy biletowe i poczekalnie na peronach. Niestety takie rozwiązania były najbardziej kosztowne i jak już pisałam eliminowały budynki dworców z ruchu pasażerskiego. Czyli najważniejszy jest łatwy i bezpieczny dostęp do pociągu, droga powinna być pozbawiona niepotrzebnych przeszkód jak nadmiar drzwi, słupów w przejściach, zakrętów i zwężeń. Droga ma być przelotowa, krótka i łatwa do zorientowania się, bez błądzenia i pomocy. Należy też zapewnić pasażerom wygodne warunki oczekiwanie na pociąg. I tak powyższymi założeniami kierowano się przy przebudowach stacji na liniach zelektryfikowanych. To są bardzo ważne zasady naszych inżynierów tworzących projekty stacji przed II wojną światową i jeśli potem w latach powojennych dobudowywano, zalesiano i realizowane inne pomysły pogarszające bezpieczeństwo podróżnych (chodzi tu o różne prowizorki) to tylko świadczy o tym, że nie trzymano się podstawowych zasad dotyczący bezpieczeństwa i wygody pasażera wypracowanych dawniej.</p><h2><strong>Dworce stają się niezbędne, a tunele kosztowne</strong></h2><p>Tak o tym traktuje czasopismo Inżynier Kolejowy z 1937 r.:</p><p>„Przy planowanym sztywnym lub zbliżonym do sztywnego rozkładzie jazdy 15-minutowym na odcinku Warszawa Pruszków i 30-minutowym na pozostałych odcinkach stają się zbyteczne dla podróżnego wielkie dworce, poczekalnie II i III, kasy i bufety. Podróżny powinien mieć przede wszystkim zapewniony łatwy i bezpośredni dostęp na peron, z kupnem po drodze biletu, oczekiwać może nadejścia pociągu, przy tak gęstym ruchu, na samym peronie odpowiednio urządzonym, oświetlonym i zabezpieczonym od opadów atmosferycznych. W ten sposób w przeciwieństwie do stanu tymczasowego punkt ciężkości urządzenia przystanków przeniesiono z dworców na perony.</p><p>Zaznaczono, że linie podwarszawskie biegną przeważnie w poziomie terenu. Taki układ pozwala na wykonanie wejść dla podróżnych na perony wyspowe zarówno przy pomocy mostków nad torami jak i tuneli i wymaga ściślejszych rozważań przy wyborze jednego lub drugiego rozwiązania.”</p><p>I tu znów zastanawiano się nad wygodą pasażera, bo mostki żelazne lub żelbetowe były tańsze niż tunele, budowa ich była znacznie łatwiejsza, ale mostki były w zimie niepraktyczne, chodzi tu o śliskie schody w czasie gołoledzi. Zastosowanie mostków krytych podrażało koszty i komplikowało ich projektowanie razem z wiatami. Zastanowiono się nad wiaduktami.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:2117/1272;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/07/04/2-poczekalnia-z-napisem-nazwy-stacji-na-elewacji.png" width="2117" height="1272"><figcaption>Poczekalnia z napisem stacji na elewacji fot: zabytki.pl</figcaption></figure><h2><strong>Wiaty, poczekalnie i kolejowa estetyka</strong></h2><p>Skrzydlate modernistyczne wiaty, jak ta na stacji w Brwinowie, też musiały być przez projektantów przemyślane. Bo gdyby takie nie były, straciły by sens. Chodziło o wyliczenie kąta padania deszczu i takie ich zaprojektowanie, aby pasażer przy np. ukośnym deszczu w czasie ulewy nie moknął. Co do poczekalni. Marzeniem projektantów było, aby podróżni w oczekiwaniu na pociąg na peronach, a nie na dworcu, mieli tuż obok siebie urządzenia dla publiczności, jak poczekalnie, ławki, kioski do sprzedaży gazet i słodyczy, tablice z rozkładami jazdy, zegary itp. prócz tego powinno na nich być przewidziane pomieszczenie do celów służbowych. Niestety nie wszystkie z wymienionych urządzeń zostały przewidziane do budowy od razu, ze względu na koszty budowy. W estetyce stacji projektanci zadbali też o zasugerowanie budowniczym obsadzenie trawą szerokich międzytorzy przy obu końcach peronów wyspowych i obsadzenie roślinami pnącymi ślepych ścian budynków kasowo-bagażowych. A nawet wskazanie miejsc, gdzie można by było posadzić niskie żywopłoty.</p><p>Tyle w temacie rozmyślań inżynierskich naszych przodków budujących nowe, zelektryfikowane linie kolejowe na trasach wokół Warszawy. Analiza stacji w Brwinowie na pewno dostarczyła mi ciekawych spostrzeżeń, a znając temat opisywany w 1937 r. mogłam zwracać uwagę na szczegóły i takich obserwacji życzę moim Czytelnikom.</p><h2><strong>Dopisek współczesny</strong></h2><p>Warto dodać, że historia brwinowskiego dworca ma dziś swój współczesny ciąg dalszy. Zabytkowy, modernistyczny dworzec wyspowy w Brwinowie został wyremontowany i ponownie oddany do użytku pasażerów. Odnowiono jego modernistyczną bryłę, wnętrza i charakterystyczne elementy architektury, przywracając blask jednej z kolejowych pereł linii grodziskiej.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:4032/3024;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/07/04/nowy-peron-w-brwinowie-1777645004-28.jpg" width="4032" height="3024"><figcaption>Wyremontowany dworzec i peron w Brwinowie rok 2026 / fot. Przegląd Regionalny</figcaption></figure><h4><i><strong>Przeczytaj również:</strong></i></h4><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10593,nowy-dworzec-w-brwinowie-juz-otwarty-zabytkowa-perla-modernizmu-odzyskala-blask-zdjecia"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10876,wakacyjne-potancowki-w-pruszkowie-pierwszy-taneczny-wieczor-juz-10-lipca"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10874,radni-odwolali-przewodniczaca-komisji-w-tle-wczesniejsza-skarga"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10868,powstanie-centrum-inicjatyw-kulturalnych"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10858,milanowek-z-tabliczkami-nfc-telefon-pokaze-historie-miasta"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10869,hamaki-zamiast-lawek-w-piastowie-powstala-nowa-strefa-relaksu"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Przedwojenne sklepy Milanówka. Jak sklep Inkielmana stał się drogowskazem]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10845,przedwojenne-sklepy-milanowka-jak-sklep-inkielmana-stal-sie-drogowskazem</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10845,przedwojenne-sklepy-milanowka-jak-sklep-inkielmana-stal-sie-drogowskazem</guid>
            <pubDate>Sun, 28 Jun 2026 08:23:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-przedwojenne-sklepy-milanowka-jak-sklep-inkielmana-stal-sie-drogowskazem-1782628992.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>W przedwojennym Milanówku sklep Jana Inkielmana musiał być miejscem doskonale znanym mieszkańcom, skoro w ogłoszeniach prasowych służył jako punkt orientacyjny. To właśnie niewielka reklama pracowni trykotaży, w której zamiast adresu podano informację „obok sklepu p. Inkielmana”, stała się początkiem poszukiwań historii milanowskich kupców, ich sklepów, klientów i przedwojennych zasad dobrego handlu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Początkiem tej historii stała się niewielka reklama pracowni, która zawierała coś, co bardzo zaciekawiło i zainspirowało mnie do tego, by zajrzeć do przedwojennych sklepów i sprawdzić, jak handlowcy radzili sobie w poszczególnych miejscowościach powiatu warszawskiego z organizacją sprzedaży swoich towarów, a także, co jest niezmiernie ważne, jakie wymagania stawiali właścicielom sklepów klienci.</p><h2><strong>„Obok sklepu p. Inkielmana”, czyli wskazówka z gazety</strong></h2><p>Przeglądając przedwojenne gazety, czytając ogłoszenia, które zawsze mnie ciekawiły i często były źródłem wiedzy o społeczeństwie w danej epoce, natrafiłam na banalną reklamę pracowni trykotaży maszynowych w willi Cyganka w Milanówku. Pracownia wykonywała swetry damskie i męskie, kostiumy i rękawiczki. Nic by pewnie nie było dziwnego w tej reklamie, gdyby nie jeden szczegół. Otóż informacja ta wydała mi się dość dziwna, chodziło o to, że nie podano adresu pracowni, w zamian adresu jest wskazówka: Cyganka znajduje się obok sklepu p. Inkielmana. Czyli sklep pana Inkielmana był w okolicy tak znany, że posłużył jako drogowskaz. W dzisiejszych czasach taka wskazówka raczej nie do pomyślenia w treści reklamy. W innym ogłoszeniu ktoś chce sprzedać domek w Milanówku i prosi ewentualnych nabywców aby pytali o szczegóły transakcji w cukierni Szarotka będącej w domu Inkielmana. Jest i następne ogłoszenie w gazecie z identyczną wskazówką. Otóż jest do sprzedania willa ze sklepem i lodownią. Wszystko wolne od zaraz, a o szczegóły pytać w ... sklepie Inkielmana. Wniosek z tego, że pan Inkielman i jego sklep były znane wszystkim mieszkańcom w Milanówku. Udałam się więc na poszukiwanie pana Inkielmana i jego sklepu, czy może sklepów. Oczywiście moje poszukiwania zaczęłam od analizy gazet i różnych źródeł archiwalnych.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1295/794;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2025/09/21/1-sklep-inkielmana.png" width="1295" height="794"><figcaption>Sklep pana Jana Inkielmana w Milanówku fot: pocztówka z lat 30 XX w.</figcaption></figure><h2><strong>Konkurs, który pokazał przedwojenne sklepy, czyli Milanówek na zdjęciach</strong></h2><figure class="image image-style-align-right image_resized" style="width:42.35%;"><img style="aspect-ratio:445/747;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2025/09/21/5-sklepy-i-inne-placowki-w-milanowku-w-1939-r.png" width="445" height="747"><figcaption>Sklepy w Milanówku w latach 3. XX w. fot:&nbsp;ABC z sierpnia 1939 r.</figcaption></figure><p>Dość szybko odnalazłam pocztówkę, którą można było kupić w latach 30. XX wieku, a na niej zdjęcie...zgadnijcie czego? Oczywiście sklepu Jana Inkielmana. Wolno stojąca willa o zgrabnych kształtach, ciekawych otworach okiennych co sugerowało, że jej twórcą był bardzo dobry architekt. W budynku 2 lub 3 firmy, w części środkowej sklep z artykułami gospodarstwa domowego, obok manufaktura. Dom stojący do dziś przy ul. Józefa Piłsudskiego.</p><p>Szukając znanego w Milanówku handlowca odnajduję ciekawą inicjatywę, która została zapoczątkowana przez warszawską&nbsp; Izbę Przemysłowo Handlową. W okresie od 1 do 30 sierpnia 1938 roku przeprowadzono konkurs w 24 miejscowościach województwa warszawskiego, który miał na celu wyróżnienie sklepów prowadzonych wzorowo pod względem organizacji pracy i higieny sprzedaży towarów. Chodziło w większości o sklepy spożywcze. W instrukcji do konkursu czytamy uzasadnienie konkursu:&nbsp;</p><p><i>„...akcja wpojenia w najszersze rzesze kupiectwa, zwłaszcza prowincjonalnego, przekonania, że ładny i czysty sklep daje lepsze zarobki niż brudny i zaniedbany.”&nbsp;</i></p><p>Jako środek prowadzący do celu obrano formę konkursu. Wydano także specjalny numer miesięcznika „Na straży zdrowia”, który został rozpropagowany wśród kupców i konsumentów, a nicią przewodnią była myśl:&nbsp;</p><p><i>„Produkt kupiony w czystym sklepie jest najzdrowszy, a więc najtańszy. Za chorobę nie warto płacić nawet tanio”.</i></p><p>Do konkursu zgłosiły się sklepy z następujących miejscowości: Sierpc 74 sklepy, Nasielsk 72, Płońsk 53, Łowicz 5, Żyrardów 3, Pruszków 34, Przasnysz 33, Milanówek 31. W stosunku do ilości sklepów spożywczych w danej miejscowości, na czołowe miejsce wybiły się pod względem udziału w konkursie Nasielsk 99% i zaraz za nim Milanówek 77, 7%. Analizując kryteria i zwycięzców Konkursu, odnalazłam też wiadomości o Janie Inkielmanie. Okazało się, że pełnił funkcję sekretarza w Lokalnym Komitecie Konkursowym w Milanówku. W skład komitetu wchodził pan S. Trompeteler na stanowisku przewodniczącego. Obaj panowie należeli też do Lokalnego Sądu Konkursowego.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1751/1247;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2025/09/21/4-sklep-z-nabialem.png" width="1751" height="1247"><figcaption>Wnętrze sklepu nabiałowego w Milanówku fot: broszura informująca o wynikach konkursu</figcaption></figure><h2 style="text-align:justify;"><strong>Najlepsze sklepy Milanówka w 1938 roku</strong></h2><p>Dyplom uznania Izby otrzymała Spółdzielnia „Nasz Sklep” (sklep spożywczy), oraz następujące sklepy i ich właściciele: Władysław Lis właściciel sklepu masarsko-rzeźnickiego, Wacław Dłużyński z cukierni Szarotka, Maria Łukasik sklep z nabiałem. Były też listy pochwalne dla Stanisława Rybaka sklep z pieczywem, Józefa Adamskiego sklep rzeźnicki, Jana Kalkszteina i Marii Mysyk właścicieli sklepów wolno kolonialnych. Wymienieni są też właściciele sklepów spożywczych: Władysława Domańska, Wacław Drzewicz, Anastazja Jakubowska, Wojciech Mucek, Maria Pożerska, Bolesław Sikorski. W protokole konkursowym wyszczególniono wszystkie sklepy i nazwiska ich właścicieli biorących udział w konkursie co jest ciekawą informacją dla historyków badających dzieje Milanówka, a także dla osób tworzących genealogię swoich rodzin. Inną ciekawostką związaną z konkursem są zdjęcia sklepów, na których można zobaczyć ich wystrój, towar ułożony na sklepowych półkach no i personel ubrany w białe fartuchy i głowy nakryte też białymi chustkami lub uroczymi przepaskami. Są tu też produkty, które od dawna nie są w sprzedaży jak np. syfony z wodą sodową. Inną ciekawostką są wagi szalkowe, na których układano odważniki i ważono wędliny, mięso, sery, cukierki, czy marmoladę krojoną z dużej tafli. Interesujące jest też umeblowanie sklepów, które dziś trudno spotkać nawet w małych prowincjonalnych sklepach. Ostatni raz widziałam taki wystrój sklepu w Łodzi w dzielnicy Bałuty,&nbsp;ale to było ze 20 lat temu.</p><h2><strong>Kim był Jan Inkielman? Kupiec, którego sklep znali wszyscy.&nbsp;</strong></h2><p>Odnalazłam pana Jana Inkielmana i nawet znalazłam z nim wywiad opublikowany w gazecie codziennej. W 1935 r. w Milanówku został założony Związek Detaliczny Kupców Chrześcijańskich, którego zarząd stanowił prezes Jan Inkielman, vice prezesem był Bolesław Sikorski, sekretarzem Wacław Drzewicz. Prezesem honorowym był najstarszy w Milanówku kupiec p. Kalkstein. Jan Inkielman powiedział w wywiadzie:&nbsp;</p><p><i>„...w Milanówku jest około 80 placówek handlowych. Są to wszystko placówki chrześcijańskie, z wyjątkiem jednej żydowskiej firmy budowlanej „Drzewbud”, który też należał kiedyś do Polaka p. Jarosza. ...Brak w Milanówku zegarmistrza i zakładu fotograficznego”&nbsp;</i></p><p>Tyle z wywiadu. Rok 1939 i następne lata przyniosą wielkie zmiany dotyczące własności sklepów w Milanówku, ale to już temat na inne opowiadanie.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:2931/4152;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2025/09/21/2-pracownia-trykotazy-maszynowych-w-milanowku-willa-cyganka.jpg" width="2931" height="4152"><figcaption>Reklama manufaktury fot: Polona</figcaption></figure><h4><i><strong>Przeczytaj również:</strong></i></h4><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10844,tropikalny-upal-i-nagly-zakaz-dlaczego-w-grodzisku-nie-wejdziesz-dzis-do-wody"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10825,kapielisko-w-pruszkowie-otwarte-od-27-czerwca-czy-powroca-problemy-z-jakoscia-wody"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10831,mapa-turystyczno-gastronomiczna-powiatu-pruszkowskiego-grodziskiego-i-okolic-2026"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10817,zabytkowa-lokomotywa-w-piastowie-znow-zniszczona"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10820,przeglad-regionalny-wydanie-367"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Krówki z Milanówka, czyli słodka historia przetrwania]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10806,krowki-z-milanowka-czyli-slodka-historia-przetrwania</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10806,krowki-z-milanowka-czyli-slodka-historia-przetrwania</guid>
            <pubDate>Sun, 21 Jun 2026 07:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-krowka-z-milanowka-czyli-slodka-historia-przetrwania-1781953189.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Cukierki Krówki wymyślono, jak twierdzą znawcy, w połowie XIX w. Ciekawe pytanie: dlaczego są wspomnieniem dzieciństwa?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Cukierki Krówki wymyślono, jak twierdzą znawcy, w połowie XIX w. Ciekawe pytanie: dlaczego są wspomnieniem dzieciństwa? Dziś jeden z najlepszych produktów reklamujących dobrą jakość. Na targach wszelakich, przy stoiskach wystawców, można je spotkać w miseczkach. Zachęcają; podejdź do nas, poczęstuj się krówką i spójrz co wystawiamy. I to działa.</p><p>&nbsp;Powoli rozpakowujemy opakowanie z prostokątnego cukierka i nadgryzamy kawałek, by sprawdzić, czy dobrze trafiliśmy, czy to co za chwilę zjemy będzie ciągutką, czy kruchym cukierkiem. Najwyższą jakość od ponad stu lat mają te cukierki ciągutki, których środek jest cudownie ciągnący się. Najprawdopodobniej nadał im nazwę „krówka” pan Feliks Pomorski, bo to on w 1921 r. otworzył manufakturę ręcznie robionych cukierków, które błyskawicznie zdobyły sobie powodzenie u smakoszy słodyczy. Zakład powstał w Poznaniu, a wydarzenia historyczne zmusiły firmę do zmiany miejsca produkcji i od dawna firma Pomorskich produkuje krówki ciągutki w Milanówku, o tym za chwilę. Najciekawsze jest to, że wiele zakładów w Polsce produkuje cukierki krówki, ale tylko te od Pomorskich są prawdziwe, bo tu od dziesięcioleci nie zmieniła się receptura cukierka krówki, i co by nie mówić, jest w niej tajemnica przekazywana z pokolenia na pokolenie.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1116/535;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/06/20/reklamy-pomorskich.jpg" width="1116" height="535"></figure><h2><strong>Podróż pana Grabowskiego po cukierki</strong></h2><p>W latach 60. XX wieku w Piasecznie przy ul. 17 Stycznia była sobie kolorowa budka, w której dzieci z pobliskiej szkoły kupowały cukierki na sztuki, ale nie krówki, bo cukierki krówki były sprzedawane na wagę. Kosztowały 45 zł za kilogram, tyle co schab, bo należały w budce Grabowskich do towaru luksusowego. Co jakiś czas pan Franciszek Grabowski zawieszał na swoim rowerze brezentowe torby i jechał nim do stacji kolejki do Warszawy, a potem przesiadał się do pociągu jadącego do Milanówka. Od Pomorskich w Milanówku kupował cukierki. To były prawdziwe krówki, nie jakaś podróba. Pakowane w tradycyjne od dziesięcioleci żółte papierki z obrazkiem krówki. Kupował też do swojego małego sklepiku/budki mleczaki, cukierki hula hop, takie w paski i trójkątne wafelki mikado. Nie jest pewne, czy wszystko to było w fabryczce u Pomorskich, krówki na pewno. Piszę o tym dlatego, bo wysiłek jaki wkładał w podróż po towar pan Franciszek, opłacał się, bo klienci do dziś pamiętają słodycze od Grabowskich.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:876/523;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/06/20/czekolady.jpg" width="876" height="523"></figure><h2><strong>Feliks Pomorski założyciel krówkowej firmy</strong></h2><figure class="image image-style-align-right image_resized" style="width:25%;"><img style="aspect-ratio:1179/1435;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/06/20/dyplom-mistrzowski-feliksa-pomorskiego-archiwum-rodzinne.jpg" width="1179" height="1435"><figcaption>Dyplom mistrzowski Feliksa Pomorskiego - archiwum rodzinne</figcaption></figure><p>Dużo opowieści napisano o panu Feliksie Pomorskim. O tym, że jako siedmioletni chłopiec musiał wyjechać ze swojego domu i opuścić rodzinę. W Żytomierzu u krewnego został zatrudniony w zakładzie cukierniczym. Przeszedł tu wszystkie etapy pracy, jakie są w tego typu zakładzie, a że był chłopcem pojętnym i zainteresowanym zawodem cukiernika, to gdy ucichły wydarzenia pierwszej wojny światowej od razu w Poznaniu założył firmę cukierniczą. Sądząc po reklamach ukazujących się w międzywojniu, fabryka z ul. Kanałowej (składy fabryczne ul. św. Marcina nr 43, i ul. Dąbrowskiego 47), dość szybko zdobyła klientów i produkowała: czekolady i cukierki, czekolady w tabliczkach, mieszankę pralinkową, mieszankę w papierkach. Dla cukierników i piekarzy kuwerturę po rewelacyjnych cenach.</p><p>W rejestrze handlowym z dnia 14 września 1934 r. pod liczbą 1101 figuruje spółka z Poznania: pan L. Pomorski syn Feliksa, fabryka czekolady i cukrów, kapitał zakładowy wynoszący 10 tys. złotych, podzielony na dwa równe udziały po 5 tys. złotych. Członkiem zarządu jest kupiec Feliks Pomorski z Poznania. Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością w myśl umowy notarialnej z dnia 2 maja 1934 r., wspólnikami są Marja Pomorska i Leszek Pomorski, którzy wnieśli do spółki cały udział jako wkład niepieniężny: towary oraz maszyny i urządzenia fabryczne do produkcji czekolady i cukrów według osobno sporządzonego spisu w wartości 10 tys.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:888/595;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/06/20/zastrzezenie-logo.jpg" width="888" height="595"></figure><h2><strong>Wojna i koniec zakładów spółki Pomorskich w Poznaniu</strong></h2><p>W 1939 r. Niemcy wkraczają do Poznania i rodzina Pomorskich dostaje decyzję o opuszczeniu miasta. Niemcy rekwirują wszystko. Pomorscy odchodzą z niewielką walizką. Zabudowania fabryczne przetrwają wojnę, ale spłoną po niej. Nie było do czego wracać. Tym bardziej, że Pomorscy po długiej tułaczce odnajdują swoje miejsce na ziemi i zakładają firmę cukierniczą w Milanówku pod Warszawą. Zatrudniają tu niewielu pracowników, ale ci którzy tu znaleźli pracę, to szczęściarze, w czasach wojny trudno o solidne zatrudnienie i godne przeżycie.&nbsp;</p><p>Według rejestru z 15 lipca 1947 roku Fabryka Cukrów Feliks Pomorski i Ska w Milanówku produkuje cukierki, irysy wszelkiego rodzaju, a specjalnie, jak informuje rejestr „krówki śmietankowe”. Krówki wyrabiane ręcznie z naturalnych składników, z pełnego mleka, doskonałego masła itd., ręcznie formowane i zawijane, są delicją i powoli wkraczają na rynki Europy. I wtedy wkracza Historia i rok 1952. Zakład zostaje upaństwowiony. Chciwa władza przejmuje zakład wbrew ustawie, bo według reguł, ze względu na ilość zatrudnionych w fabryce osób (mniej niż 50.), jest to bezprawne. Ale kto by tam wtedy mógł walczyć o sprawiedliwość? Jakość produktów spada, zakłady przejmuje firma Wedel, która też przyjmie nazwę 22 Lipca.</p><p>Firma Pomorskich odradza się w Milanówku przy ul. Piasta. Wyremontowane zostają odpowiednie pomieszczenia i zatrudnionych kilka osób. Pomorscy wiedzą gdzie warto kupować mleko i masło o takiej wartości spożywczej, żeby ich Krówka była taka jak przed laty. Pyszna ciągutka. Senior rodu pan Feliks Pomorski zmarł w 1963 r. Jeśli ktoś mówi o Feniksie, legendarnym ptaku rodzącym się z popiołów, to powinien znać historie Krówki z Milanówka. Zakład dalej prowadzi rodzina Pomorskich, szykuje się już 4 pokolenie.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1179/1140;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/06/20/wycinek-z-artykulu-w-gazecie-feliks-pomorski-z-pracownikami-zdjecie-zrobione-w-latach-40-zbiory-rodzinne_1.jpg" width="1179" height="1140"><figcaption>wycinek z artykułu w gazecie - Feliks Pomorski z pracownikami - zdjęcie zrobione w latach 40 - zbiory rodzinne</figcaption></figure><p>&nbsp;</p><h4><i><strong>Przeczytaj również:</strong></i></h4><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10782,mieszkancy-oburzeni-zachowaniem-kierowcow-zastawiane-jest-przejscie-i-wjazd-na-parking"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10808,ruszyl-remont-ulicy-dlugiej-w-dawidach-bankowych-najpierw-chodniki-potem-nowy-asfalt"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10771,wkd-wprowadza-wakacyjny-rozklad-jazdy-2026-jak-pojada-pociagi"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10790,palmiry-1940-pamietamy"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10795,sokolow-powstanie-nowy-pszok-oraz-magazyn-obrony-cywilnej-w-gminie-michalowice"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10768,przeglad-regionalny-wydanie-366"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Palmiry 1940. Pamiętamy!]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10790,palmiry-1940-pamietamy</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10790,palmiry-1940-pamietamy</guid>
            <pubDate>Fri, 19 Jun 2026 07:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-palmiry-1940-pamietamy-1781860710.png" type="image/png" medium="image" /><description>W 1940 r. Niemcy przeprowadzili Nadzwyczajną Akcję Pacyfikacyjną AB. Jej celem była eksterminacja polskiej inteligencji. Aresztowano polityków, nauczycieli, społeczników, sportowców, naukowców i przedsiębiorców.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><span style="background-color:white;color:black;">W październiku, tuż po napadzie na Polskę, Niemcy na Uniwersytecie Jagielońskim aresztowali profesorów czelni. Przewieziono ich do więzienia na Montelupich, potem do Wrocławia, a następnie do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen. Brutalne traktowanie naukowców krakowskich, skazanie ich na powolne umieranie w obozie koncentracyjnym, spotkało się z protestem w Europie, ponoć nawet Benito Mussolini przywódca faszystowskich Włoch, zabrał głos w tej sprawie</span><span style="background-color:white;color:#3366CC;">.&nbsp;</span><span style="background-color:white;color:black;">Ta reakcja mogła i pewnie była, dla gubernatora Hansa Franka inspiracją do zmiany sposobu zaplanowanej eksterminacji inteligencji polskiej.</span></p><h2><span style="background-color:white;color:black;"><strong>Nadzwyczajna Akcja Pacyfikacyjna AB</strong></span></h2><p><span style="background-color:white;color:#202122;">2 marca 1940 odbyło się w&nbsp;Warszawie zebranie tzw. Rady Obrony Generalnego Gubernatorstwa. W spotkaniu wziął dział Hans </span><span style="background-color:white;color:black;">Frank. Frank spotkał się z przedstawicielami niemieckiego aparatu policyjnego i SS. Ustalono wówczas aby nie wypuszczać z więzień aresztowanych, wzmóc nowe aresztowania. 30 maja Hans&nbsp;Frank&nbsp; przekazał szczegółowe informacje o Nadzwyczajnej Akcji Pacyfikacyjnej Außerordentliche Befriedungsaktion AB, mającej na celu eksterminację polskiej inteligencji. Hans Frank powiedział ( cytuję z jego pamiętnika): „Przyznaję otwarcie, że w rezultacie będzie musiało się rozstać z życiem kilka tysięcy Polaków, głównie ze sfer ideowych przywódców polskich”.</span></p><p><span style="background-color:white;color:black;">Akcja miała być tak przeprowadzana, aby jak najmniej osób dowiedziało się o niej. Świat miał nie wiedzieć o masowych morderstwach dokonywanych na polskich intelektualistach.</span></p><p>Aresztowanie przedstawicieli polskiej inteligencji miało charakter prewencyjny. Osoby aresztowane w Warszawie i okolicy często nie były związane z ruchem oporu. Wystarczy, że aresztowany był politykiem II Rzeczpospolitej, nauczycielem, społecznikiem, sportowcem, naukowcem a nawet przedsiębiorcą... itd.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1284/1357;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/06/19/1-kusocinski.png" width="1284" height="1357"></figure><h2><strong>Ostatnie godziny życia więźniów</strong></h2><p>Osadzeni ustawiani o świcie na korytarzach więzienia byli przekonani, że jadą do obozów pracy. Mogli odebrać depozyt, dostawali nawet przydział chleba. Wsiadali do zakrytych plandekami ciężarówek i byli wiezieni na miejsce kaźni. Na przykład do lasu w pobliżu miejscowości Palmiry pod Warszawą w zespole lasów Kampinowskich. Na leśnej polanie wykopane były już doły, ustawiano więźniów wzdłuż rowów i mordowano z broni maszynowej. Ciało wpadało do dołu. Niektórzy przeżywali tę część egzekucji, wówczas dobijano ich z broni krótkiej. Więźniowie mieli zasłonięte oczy. Początkowo Niemcy fotografowali egzekucję, ale dość szybko przyszedł rozkaz, żeby nie fotografować. Zdjęcia znikały z archiwów niemieckich&nbsp; &nbsp;</p><h2><strong>Zdarzało się, że zakopywano jeszcze żyjące osoby</strong></h2><p>Następnie Niemcy równali teren, układali mech i igliwie, tak żeby po egzekucji nie pozostał najmniejszy ślad. I tylko dzięki polskiej służbie leśnej było możliwe ustalenie miejsc straceń i tuż po wojnie ekshumowanie zamordowanych z masowych grobów. Leśnicy polscy ryzykując własne życie oznaczali tereny egzekucji. Nie było to łatwe, gdyż na czas egzekucji dawano pracownikom leśnym czas wolny, nie pracowali tego dnia. Dookoła miejsca straceń ustawiano kordon policji niemieckiej, nikt z polskich służb leśnych nie miał szansy zbliżyć się i być świadkiem przerażającego morderstwa niewinnych ludzi.</p><p>Polskie Państwo Podziemne, poprzez informatorów pracujących np. na Pawiaku czy w al. Szucha, dość szybko było poinformowane o akcjach AB. Po wojnie w czasie badań niemieckich zbrodni wojennych zeznawali świadkowie. Pani Janina Gruszkowa opowiadała w jaki sposób wynoszone były listy straceń. Maszynistka podkładała dodatkową bibułę kopiującą w czasie tworzenia listy i tę dodatkową listę wynosiła ukrytą w czapce. Początkowo miejsca straceń nie były znane.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1353/1360;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/06/19/2-maciej-rataj.png" width="1353" height="1360"></figure><h2><strong>Wydarzenia z czerwca 1940 r</strong></h2><p>Jedna z największych egzekucji w ramach Außerordentliche Befriedungsaktion AB miała miejsce w dniach <strong>20 - 21 czerwca 1940 r.</strong> Ofiarami tej egzekucji byli m.in. Maciej Rataj – marszałek Sejmu II RP, Mieczysław Niedziałkowski – działacz Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), Jan Pohoski – wiceprezydent Warszawy w latach 1934-1939. Osadzeni zostali przewiezieni na miejsce kaźni z więzienia Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa Dystryktu Warszawskiego przy ul. Dzielnej 24/26. Wśród ofiar był również Janusz Kusociński – sportowiec, złoty medalista w biegu na 10 km na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles w 1932 r. W czasie okupacji należał do konspiracyjnej organizacji wojskowej Wilki pod pseudonimem „Prawdzic”. W marcu 1940 r. został aresztowany i torturowany w Gestapo przy al. Szucha. 21 czerwca 1940 roku, został przewieziony na Pawiak i następnie dołączono go do transportu, jadącego do Palmir.</p><p>W tej dwudniowej egzekucji ponieśli śmierć: Feliks Grzegorz Żuber, lekkoatleta, Tomasz Stankiewicz, kolarz, który w 1924 roku w Paryżu zdobył razem z Józefem Lange, Janem Łazarskim, Franciszkiem Szymczykiem srebrny medal na dystansie 4000 metrów na dochodzenie, Dawid Przepiórka szachista, złoty medalista z 1930 r z olimpiady szachowej w Hamburgu. W egzekucji&nbsp; zginęło wówczas 368 (inne źródła podają liczbę 358) więźniów. Wśród nich były 82 kobiety, m.in.: Jadwiga Fuks – malarka, Helena Łopuszańska – aktorka, Helena Jaroszewicz – posłanka na Sejm oraz senator II Rzeczypospolitej, Janina Skalska – działaczka społeczna, udzielająca się w Polskiej Macierzy Szkolnej oraz Towarzystwie Gimnastycznym Sokół. Janina Skalska współwłaścicielka młyna parowego w Piasecznie jest opisana w zdarzeniach z dnia aresztowania.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1209/1370;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/06/19/3-szachista.png" width="1209" height="1370"></figure><h2><span style="color:black;"><strong>Zdarzenia z Piaseczna</strong></span></h2><p><span style="color:black;">15 maja 1940 roku Izydor Skalski właściciel młyna parowego w Piasecznie wraz ze swoim synem Czesławem (17 lat) wychodzi z domu do pracy. Przed bramą czeka na niego granatowy policjant, ostrzega Skalskiego, że Niemcy pytali o niego na posterunku. Izydor postanawia pojechać wąskotorówka do Warszawy, uzgadnia z żoną, że nie będą panikować, był przekonany, że Niemcom chodzi tylko o niego. Janina zostaje w pracy. W domu pojawiają się Niemcy z wezwaniem dla dzieci Janiny i Izydora&nbsp; Czesława i Maryli do Arbeitsamtu. Tymczasem żandarmi wkroczyli do młyna i wylegitymowali wszystkich obecnych. Oznajmili, że mają nakaz aresztowania Izydora Skalskiego, Janiny Skalskiej i jej brata Eugeniusza Ostapowicza. Byli wściekli, że nie zastali właściciela, całą złość wyładowali na Eugeniuszu, którego na miejscu bestialsko pobili. Zabrali ich na posterunek policji, a stamtąd wywieźli na Pawiak. Jak się później okazało, w tym samym dniu aresztowali kilka osób, burmistrza Pawła Lukiewicza, byłego burmistrza i farmaceutę Mieczysława Markowskiego właściciela apteki przy ul Nadarzyńskiej 1, Stanisława Rowińskiego mieszkańca domu przy ul. Sierakowskiego 14. Marylę i Czesława uratowały nieznane dwie kobiety, umieszczając oboje najpierw w domu w Zalesiu Dolnym, potem wywożąc do Warszawy. Rodzeństwo połączyło się z ojcem.&nbsp;<br>Janina i Eugeniusz odwiezieni zostają przez żandarmów na Pawiak. Izydor usiłował ratować żonę i Eugeniusza, ale nawet wysokie łapówki nie skutkowały. Trafiały do oszustów.<br>Wszyscy aresztowani tego dnia zostali rozstrzelani w Palmirach 20 - 21 czerwca. Szczątki pomordowanych pomogą po wojnie odnaleźć leśnicy. Janinę rozpozna córka Maryla po chustce i wizytówce.</span></p><h2><strong>Koncert w rocznicę egzekucji</strong></h2><p>15 maja 1940 r. w Piasecznie Niemcy szukali Izydora Skalskiego. Był właścicielem młyna parowego. Ostrzegł go granatowy policjant. Skalski wyjechał kolejką wąskotorową do Warszawy. Żandarmi aresztowali Janinę Skalską i Eugeniusza Ostapowicza. Tego dnia zatrzymano też Pawła Lukiewicza, Mieczysława Markowskiego i Stanisława Rowińskiego. Marylę i Czesława Skalskich ukryto w Zalesiu Dolnym. Potem przewieziono ich do Warszawy. Janinę Skalską i Eugeniusza Ostapowicza rozstrzelano w Palmirach. Maryla później rozpoznała matkę po chustce i wizytówce.</p><p>W ramach uczczenia pomordowanych w Palmirach 20 czerwca o 17:00 na Placu Józefa Piłsudskiego w Piasecznie odbędzie się okolicznościowy koncert pt.: „Sportowcy Rzeczypospolitej. Koncert Pamięci – Palmiry 1940”. Wstęp na to wydarzenie jest darmowy. Serdecznie zapraszamy.</p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:1414/2000;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/06/19/ferajna-z-hoovera-4-1-pdf-1.png" width="1414" height="2000"></figure><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:1122/317;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/06/19/mazowsze-serce.jpg" width="1122" height="317"></figure><p>&nbsp;</p><h2><span style="color:black;"><strong>Czytaj też:</strong></span></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10646,kto-zlecil-zabojstwo-dr-drzewieckiego-ostatnie-slowa-doktora-i-tajemnica-majatku-w-regulach"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10768,przeglad-regionalny-wydanie-366"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10735,zolwin-natansona-rolnik-z-rodziny-geniuszy-pozar-wsi-i-strazacy-od-jablek"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10702,dama-z-radziwillow-eustachy-marylski-i-palac-w-zolwinie"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Żółwin Natansona: rolnik z rodziny geniuszy, pożar wsi i strażacy od jabłek]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10735,zolwin-natansona-rolnik-z-rodziny-geniuszy-pozar-wsi-i-strazacy-od-jablek</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10735,zolwin-natansona-rolnik-z-rodziny-geniuszy-pozar-wsi-i-strazacy-od-jablek</guid>
            <pubDate>Sun, 07 Jun 2026 07:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-zolwin-natansona-rolnik-z-rodziny-geniuszy-pozar-wsi-i-strazacy-od-jablek-1780771524.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Żółwin i jego mieszkańcy, czyli opowieść o rolniku z rodziny geniuszy, o pożarze w trakcie którego okazało się kto gasił ogień, a kto kradł jabłka</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Okolice lasów Młochowskich od dziesięcioleci przyciągały mieszkańców Warszawy. Przyjeżdżali tu Warszawiacy, aby podleczyć nadwątlone w miejskim powietrzu zdrowie. Ogłoszenia o wolnych dla letników domach, mieszkaniach i dworach ukazywały się już z nadejściem wiosny. Patrząc na mapę wybrałam miejscowość Żółwin, aby przeanalizować jego dzieje i wspomnieć dawnych właścicieli. W pierwszej części opowieści o Żółwinie przypomniałam dawnych właścicieli Żółwina, czas na zdarzenia ciekawe, czasem smutne a czasem zaskakujące. Zacznę od kolejnego właściciela Żółwina Michała Natansona.</p><h2><strong>Michał Natanson usunięty z uczelni w Puławach</strong></h2><p>Samuel Natanson posiadający w Krakowie przedsiębiorstwo zajmujące się produkcją mydła i pachnidła, zakupił Sanniki, które uważa się za preludium do zainteresowania się jego wnuka Michała Natansona Żółwinem. Sanniki z pałacem i cukrownią, położone w bajecznie pięknej okolicy, ukształtowały zainteresowania niezwykle zdolnego młodego Natansona. W rodzinie Michała Natansona byli bankowcy, lekarze, wydawcy książek, udziałowcy w Fabryce Papieru w Mirkowie, wszystkiego czego się dotknęli w biznesie, kwitło i dawało zyski. Tak też było z Sannikami, przynosiły zyski i też dawały doświadczenie i wiedzę empiryczną w produkcji rolnej. Rozkwitły w czasie, gdy pieczę nad Sannikami miał Michał Natanson. Ale zanim Michał stał się tam nieprzeciętnym rolnikiem, wstąpił po ukończeniu szkoły średniej do Instytutu Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa w Puławach. Studiował na Wydziale Rolnictwa. Jego temperament i chęć brania udziału we wszystkich antyrządowych demonstracjach studenckich, a przede wszystkim zdecydowany protest przeciwko kuratorowi okręgu naukowego Apuchtinowi, skutkował tym, że usunięto kilku studentów z uczelni. Natanson zmuszony był do kontynuowania studiów za granicą. Kończy studia w Halle, tu też robi doktorat.</p><figure class="image image-style-align-right image_resized" style="width:35.87%;"><img style="aspect-ratio:601/847;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/06/06/3-okladka-ksiazki.jpg" width="601" height="847"><figcaption>Okładka książki dr. Michała Natansona fot: Polona</figcaption></figure><h2><strong>Praca u podstaw, czyli wykłady, organizowanie wystaw i spotkania z rolnikami&nbsp; &nbsp;</strong></h2><p>&nbsp;Wraca do Królestwa Polskiego i rozpoczyna swoją niebywale aktywną działalność. Jest często proszony o wygłaszanie prelekcji na zjazdach rolników. Tematyka dość szeroka, bo od używania nawozów naturalnych i sztucznych po uprawę buraków cukrowych. Tłumaczy w referatach jak uprawiać ziemię, jak ją użyźniać, przygotować do ponownego siewu. Żeni się w 1895 r. Julią Kęcką, urodzi im się syn, któremu dadzą imię Henryk po dziadku. Decyzja o ślubie z katoliczką poprzedza chrzest Michała.</p><p>Nie zapomina też o kolegach ze studiów w Puławach, tych co zostali wydaleni razem z nim z uczelni i tych co studiowali nadal (uczelnia została zlikwidowana w 1914 r.).&nbsp; Ważną działalnością Natansona jest organizowanie wsparcia finansowego dla nich. Puławiaków, jak ich nazwą, będzie wspominał nawet na łożu śmierci. Ten czas studiów i udział w protestach może być powodem rewizji w mieszkaniu Natansona. Wprawdzie ta rewizja, o której (nawet) pisała prasa warszawska, wydarzyła się w 1910 r., ale mogła być dowodem na to, że władza caratu bacznie przyglądała się temu, czym się zajmuje najlepiej wykształcony rolnik w Królestwie Polskim. Dziennik Kurier Polski z 14 kwietnia 1910 r. informuje, że w mieszkaniu dr Michała Natansona przy ul. Brackiej 11, została przeprowadzona nocą rewizja i że nikogo nie aresztowano.</p><h2><strong>Natanson kupuje Żółwin</strong></h2><p>Legenda o pierwszym spotkaniu Natansona z Żółwinem głosi, że podczas wystawy rolnej zorganizowanej w Milanówku, której uczestnikiem był Natanson i Puławiacy, a był rok 1913, zorganizowano wycieczkę po okolicy. Piękno przyrody, urodzajna ziemia i urok wsi spowodowały, że doktor nauk rolniczych postanowił kupić Żółwin. I tak się stało.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1462/826;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/06/06/4-notatka-prasowa.png" width="1462" height="826"><figcaption>Notatka prasowa fot: zbiory autorki</figcaption></figure><h2><strong>Żałoba i wypadek</strong></h2><p>Rok 1928 rozpoczyna serię smutnych wydarzeń. W tym roku umiera Julia Natanson, kończy swoje życie mając zaledwie 55 lat. W trzy lata później dr Michał Natanson wpada pod rozpędzoną dorożkę jadącą przez plac Trzech Krzyży. Dyszel dorożki uderzył Natansona i przewrócił go, upadek spowodował złamanie prawej nogi i wstrząs mózgu. Odwieziono go na kurację do domu. Dla człowieka niezwykle aktywnego unieruchomienie to był duży problem. Tym większy, że siedemdziesięcioletni naukowiec nie wyobrażał sobie braku podróżowania. Gospodarstwem zajmował się syn Henryk.</p><p>&nbsp;Dr Michał Natanson zmarł w Warszawie 6 sierpnia 1938 r.. Żółwin został sprzedany w 1940 r.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1284/415;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/06/06/1-michal-natansn.png" width="1284" height="415"><figcaption>Nekrolog fot: zbiory autorki</figcaption></figure><h2><strong>Pożar wsi Żółwin</strong></h2><p>Gazeta Świąteczna z 1929 r. opisuje tragiczne wydarzenie związane z Żółwinem. Otóż 3 września zapłonęły domy w&nbsp; Żółwinie. Ogień podsycany był przez silny wiatr, pochłonął w ciągu 4 godzin 6 domów mieszkalnych, 6 obór i dwie stodoły. W stodołach były zbiory. Straty były ogromne. Pierwsza przyjechała straż ogniowa z Pszczelina ze szkoły rolniczej. Pszczelińscy strażacy gasili płonący dom, który zagrażał sąsiednim domom, bo te były kryte słomą. Potem przyjechały straże z Nadarzyna, Milanówka i Brwinowa. To co zdumiewa w relacji strażaka pana B. Raka to - i tu zacytuję jego wypowiedź:&nbsp;</p><p><i>„Niestety nie wszyscy byli jednakowo gorliwi w ratowaniu. Widziano takich, co późno przybywszy, udali się do ogrodu i raczyli się jabłkami, albo będąc na stanowisku nie chcieli wozić wodę do sikawki i nie pozwalali brać swojej z beczkowozu”.</i></p><p>&nbsp;Zdumiewająca sytuacja, dziwne zachowanie strażaków, jeszcze nigdy nie spotkałam się z narzekaniem na ekipy strażackie, zawsze pisano o nich jak o bohaterach. Coś tu musiało być na rzeczy. Dodam jeszcze, że często zdarzały się podpalenia. Tragiczne, gdy płonęły zbiory z danego roku. Na tym kończę moją podróż w czasie po Żółwinie, udając się w czerwcową wycieczkę w równie ciekawe miejsca, wspominając tych co dawno odeszli.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1155/1283;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/06/06/5-henryk-natanson_1.jpg" width="1155" height="1283"><figcaption>Henryk Natanson, ojciec Michała fot: Wikipedia&nbsp;</figcaption></figure><h4><i><strong>Przeczytaj również:</strong></i></h4><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10702,dama-z-radziwillow-eustachy-marylski-i-palac-w-zolwinie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10669,tajemnice-dworku-skarbkow-i-archeologiczny-slad-xviii-wieku"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10723,festiwal-otwarte-ogrody-wraca-do-milanowka-brwinowa-i-podkowy-lesnej"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10721,bezplatne-wycieczki-rowerowe-i-piesze-z-przewodnikiem-po-kampinosie-mozna-dojechac-autobusami-gpa"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dama z Radziwiłłów, Eustachy Marylski i pałac w Żółwinie]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10702,dama-z-radziwillow-eustachy-marylski-i-palac-w-zolwinie</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10702,dama-z-radziwillow-eustachy-marylski-i-palac-w-zolwinie</guid>
            <pubDate>Sun, 31 May 2026 07:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-dama-z-radziwillow-eustachy-marylski-i-palac-w-zolwinie-1780156977.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Żółwin, dziś kojarzony z ciszą i zielenią, ma za sobą historię dawnych letników, właścicieli majątków i ludzi związanych z wielkimi nazwiskami polskiej kultury.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Okolice lasów Młochowskich od dziesięcioleci przyciągały mieszkańców Warszawy już od połowy maja do zamieszkania na okres wakacyjny w czystym, bardzo żywicznym środowisku. Przyjeżdżali tu Warszawiacy, aby podleczyć nadwątlone w miejskim powietrzu zdrowie. Ogłoszenia o wolnych dla letników domach, mieszkaniach i dworach ukazywały się już z nadejściem wiosny. Patrząc na mapę wybrałam miejscowość Żółwin, aby w kontekście wspomnianych wywczasów przeanalizować jego dzieje i wspomnieć dawnych właścicieli.</p><p>O Żółwinie wspominają już kroniki z XVI w. co nie dziwi, bo zapewne lasy Młochowskie były miejscem polowań i w związku z tym postoju/odpoczynku drużyn myśliwych.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1370/1074;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/05/30/3-palac-w-zolwinie.jpg" width="1370" height="1074"><figcaption><span style="color:#202122;">Pałac w Żółwinie fot: Miting Plener</span></figcaption></figure><h2><strong>Sierpień 1853 r. położenie kamienia węgielnego pod budowę pałacu</strong></h2><p>Kurjer Warszawski informuje, że w dobrach w Żółwinie znajdujących się 3 mile od Warszawy i w pobliżu kolei żelaznej, odbył się obrzęd kładzenia kamienia węgielnego, pod wznoszony przez właścicielkę majątku jaśnie wielmożną Michalinę z książąt Radziwiłłów Rzyszczewską herbu Pobóg pałacyk mieszkalny. Projekt budynku przedstawił do realizacji architekt i budowniczy Józef Bobiński. Ceremoniał położenia kamienia węgielnego dopełnił ksiądz kanonik Antoni Pawłowski, proboszcz Brwinowa, w obecności wielu gości, którzy przybyli do Żółwina.&nbsp;</p><p>Dziennikarz reprezentujący Kurjer Warszawski pisze:&nbsp;</p><p><i>„Już niejednokrotnie donosząc o zakładaniu kamieni węgielnych, zawsze zwracaliśmy na to uwagę właścicieli wznoszących budowle, ażeby dla śladu przeszłości, kiedy ręka czasu po długich wiekach pozostawi tylko z budowy ruinę, zamurowali w takich kamieniach, mniej lub więcej treściwy opis wznoszącego się gmachu oraz datę budowy. Imię wykonawcy planów, a jeżeli można też i pamiątki obecnego stulecia.”</i></p><p>&nbsp;I tak mając to na uwadze Kurjer Warszawski donosił, że w kamieniu węgielnym pałacu umieszczono między innymi dwa egzemplarze pism periodycznych: Kuriera Warszawskiego i Gazety Warszawskiej. Architekt pan Bobiński miał najwidoczniej w tych czasach doskonałą opinię, a pani właścicielka opinię damy o doskonałym guście, to też wszyscy byli pewni, że powstanie budowla należąca do tych odznaczających się dobrym smakiem, wykwintna i stanowić będzie ozdobę ładnego już Żółwina. Pałac przetrwał dziesięciolecia, przeżył wojny i powstania. Można ową budowlę zobaczyć choćby jutro, udając się w podróż do Żółwina.&nbsp;</p><p>Michalina kupiła Żółwin, Kopaną i Grudów w 1852 r. Władała tym majątkiem dziesięć lat, czyli do 1862 r. po czym sprzedała posiadłość w Żółwinie Eustachemu Maryjskiemu właścicielowi sąsiedniego majątku Książenice.</p><p><img src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/05/30/image.png" width="4" height="8"><br><span style="color:#202122;">Jeśli kogoś zainteresuje los rodziny Michaliny z Radziwiłłów herbu Trąby, to napotka na niezwykle interesujące opowieści o np. zsyłce ojca Michaliny, generała Michała Radziwiłła w głąb Rosji do Jarosławia za udział w powstaniu styczniowym 1831 r.&nbsp;</span></p><p><span style="color:#202122;">Michalina wyszła za mąż w 1839 r. za Leona Rzyszczewskiego, mieli dwóch synów. Zmarła w 28 czerwca 1883 r. w Turynie i jest pochowana na cmentarzu powązkowskim.&nbsp;</span></p><h2><span style="color:#202122;"><strong>Eustachy Marylski</strong></span></h2><p><span style="color:#202122;">Eustachy Marylski był sędzią pokoju w okręgu błońskim. Urodził się w 1806 roku, studiował na Uniwersytecie Warszawskim i tu uzyskał dyplom magistra prawa. Pisarz, a z jego publikacji wymienia się najczęściej: „Wspomnienia Zgonów zasłużonych Polaków”,&nbsp; „Pomniki i mogiły Polaków na cmentarzach zagranicznych” z rycinami kolorowymi. Przyjaźnił się z Kazimierzem Brodzińskim i po jego śmierci wystawił w kościele św. Józefa w Warszawie pomnik, a pomnik ten wykonał znany w tym czasie rzeźbiarz Oleszczyński. Towarzystwo geograficzne w Paryżu nadało Marylskiemu tytuł swojego członka, zapisując go w swoje szeregi. Najwidoczniej ceniono go jako podróżnika, doceniano artykuły w „Pamiętnikach podróży'” i „Kolumb”. W roku 1829 objął po ojcu dobra Książenice i zajął się z wielka pasją gospodarstwem przyjmując zawód rolnika. Warto też przypomnieć takie fakty z życiorysu Marylskiego, jak naukę w szkole Lindego w Warszawie i mieszkanie na stancji u Mikołaja Chopina, przyjaźń w Fryderykiem. Wspominana jest też znajomość Maryskiego z Fryderykiem Skarbkiem, ich wspólna podróż do zakładów dobroczynnych w całej Europie.</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1442/1041;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/05/30/1-kaplica-marylskich.png" width="1442" height="1041"><figcaption><span style="color:#202122;">Kaplica Marylskich na cmentarzu w Brwinowie fot: wikipedia</span></figcaption></figure><h2><span style="color:#202122;"><strong>Kaplica Marylskich w Brwinowie</strong></span></h2><p><span style="color:#202122;">Eustachy Marylski zmarł w swoim majątku w Żółwinie w 1871 r. Bardzo ciekawym zabytkiem jest na cmentarzu w Brwinowie kaplica Marylskich.</span></p><p><span style="color:#202122;">Cmentarz w Brwinowie to ciekawa nekropolia z wielu powodów. Dziwnie zaprojektowana, trudno tu dopatrzeć się wytyczonych logicznie alejek, z tego powodu i jeszcze z powodu starych drzew jest ten cmentarz niezwykle malowniczy. Powstał prawdopodobnie w około 1819 roku, gdy władze wydały zarządzenie o likwidacji cmentarzy przykościelnych. Kaplica grobowa Marylskich usytuowana jest na wprost bramy głównej. Kaplica stała ponoć najpierw w Książenicach, w dobrach rodziny Marylskich i do Brwinowa przeniósł ją Eustachy Marylski. Wielu historykom nie wydaje się to słuszne, prawdziwe, ale taką legendę przypominam. Ciekawy architektoniczne obiekt. <strong>CDN&nbsp;</strong></span></p><p><span style="color:#202122;"><strong>W drugiej części napiszę więcej o Żółwinie, pożarze i strażakach co zamiast gasić płonące domy jedli jabłka z sadu, zdumiewająca historia.</strong></span></p><h4><span style="color:#202122;"><i><strong>Przeczytaj również:</strong></i></span></h4><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10669,tajemnice-dworku-skarbkow-i-archeologiczny-slad-xviii-wieku"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10695,retro-klimat-muzyka-i-potancowka-na-festynie-zabiowolskim"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10693,dzien-dziecka-2026-rodzinne-pikniki-koncerty-i-atrakcje-najwazniejsze-wydarzenia-w-okolicy"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10678,cztery-oferty-na-remont-tunelu-w-brwinowie-tylko-jedna-miesci-sie-w-budzecie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10671,nowa-droga-w-brwinowie-z-dotacja-4-mln-zl-mieszkancy-podzieleni"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10680,przeglad-regionalny-wydanie-363"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10694,rowerzysci-na-start-przed-nami-trzeci-rodzinny-rajd-rowerowy-w-grodzisku"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10698,nowe-przepisy-dla-rowerzystow-i-uzytkownikow-hulajnog-elektrycznych-od-czerwca"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tajemnice Dworku Skarbków i archeologiczny ślad XVIII wieku]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10669,tajemnice-dworku-skarbkow-i-archeologiczny-slad-xviii-wieku</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10669,tajemnice-dworku-skarbkow-i-archeologiczny-slad-xviii-wieku</guid>
            <pubDate>Sun, 24 May 2026 07:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-tajemnice-dworku-skarbkow-i-archeologiczny-slad-xviii-wieku-1779454967.png" type="image/png" medium="image" /><description>Dwór w Jordanowicach, czyli opowieść o malowidłach Jana Bogumiła Plerscha, Izabelli Poniatowskiej, tajemniczym małżeństwie i odkryciach archeologicznych</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Ach ten tajemniczy wiek XVIII, pełen wydarzeń, których genezę i finał może rozwikłać tylko biegły w swoim fachu historyk. Historyk, który łatwo porusza się w wydarzeniach epoki, zna kilka języków, najlepiej łacinę, francuski i niemiecki, koniecznie rosyjski, polski zdecydowanie. Dlaczego aż tyle? Bo dokumenty dotyczące Polski rozsiane są po archiwach całej Europy i jeśli się zrozumie koligacje magnackich rodzin, politykę dworów europejskich i nie tylko europejskich, to może dojdzie się do prawdy. Znajdzie odpowiedź na pytanie dlaczego przyjaciel hetmana Branickiego, kochanek jego żony Izabelli, został szwagrem króla Stanisława Augusta Poniatowskiego i jednym z największych magnatów polskich. A także o tym, dlaczego Andrzej Mokronowski, bo o nim tu mowa, wybrał Jordanowice pod Grodziskiem do zamieszkania. Ciekawych gości tu zapraszał. Wymienię tu np. Ignacego Krasickiego i Adama Naruszewicza i innych, którzy uczestniczyli w obiadach czwartkowych u króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, jak i on sam, Mokronowski uczestniczył. Co było genezą, że właśnie teraz zainteresowałam się Jordanowicami? Odpowiem:</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:4032/3024;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/05/22/remont-dworku-skarbkow-na-finiszu-galeria-zdjec-1778328240-10.jpg" width="4032" height="3024"><figcaption>Remont Dworku Skarbków / fot. Tymoteusz Janczak</figcaption></figure><h2><strong>Dwór w Jordanowicach w 2026 r. ma około 250 lat</strong></h2><p>Modernizacja dworu nazywanego w Grodzisku Mazowieckim „dworem Skarbków” rozpoczęła się w 2024 r. i obejmowała uszczelnienie dachu, wymianę okien, drzwi zewnętrznych, termoizolacji fundamentów. Działania szły w kierunku poprawienia kondycji budynku, wyeliminowanie zagrożenia wilgocią, a wszystko to z dbałością o odtworzenie tego co zabytkowe, zgodne z epoką, w której budynek był budowany. Zabrano się również za otoczenie dworu, które kiedyś przed wiekami zachwycało gości. I o ile sam budynek był uważany za skromny, to park wokół niego robił wrażenia swoją urodą i zadbaniem. I właśnie nieopodal budynku wiosną tego roku (2026) podczas badań archeologicznych odkryto fragment muru ceglanego o długości dziesięciu metrów i wysokości jednego metra, szerokości do pół metra. Po wstępnej analizie sposobu kładzenia cegły, jakości cegły i zaprawy można przypuszczać, że mur jest rówieśnikiem dworu i być może był obiektem wchodzącym w skład zabudowań gospodarczych.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:851/315;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/05/22/projekt-bez-nazwy-1.jpg" width="851" height="315"><figcaption><strong>W trakcie badań związanych z rewitalizacją parku wokół dworku udało się odkryć fragment ceglanego muru o długości 10 metrów, wysokości 1 metra i szerokości 0,5 metra. / fot. Gmina Grodzisk Mazowiecki</strong></figcaption></figure><h2><strong>Odwiedziny w Jordanowicach&nbsp;</strong>&nbsp;</h2><p>Gdy kilka lat temu przyjechałam do Grodziska Mazowieckiego dwór w Jordanowicach wydał mi się skromnym budynkiem, dość ubogim jak na historie rodzin, które były w jego posiadaniu przez dziesięciolecia. Mieściła się we dworze wówczas szkoła muzyczna. Była sobota i nie miałam nadziei na to, że wejdę do środka budynku i będę mogła zobaczyć słynny gabinet Izabelli Branickiej z Poniatowskich, bo też jej historia bardzo mnie ciekawiła. Tymczasem zaproszono mnie do wnętrza i pozwolono być w gabinecie Izabelli ile tylko dusza zapragnie i nasyci się tym co tu zobaczy. Treść i wykonanie malowideł urzeka. Nie są to skromne malowidła, tylko najpiękniejsze jakie warto obejrzeć, gdy już się dostatecznie dużo widziało w warszawskich Łazienkach. O malowidłach&nbsp; w Jordanowicach bardzo ciekawie opowiada dr hab. Aleksandra Bernatowicz profesor IS PAN w swojej książce pod tytułem „Niepodobne do rzeczywistości”&nbsp; w podtytule „Malowana groteska w rezydencjach Warszawy i Mazowsza 1777 – 1820”. Wiemy, że autorem polichromii w gabinecie, często uważanym za westybul, czemu dr hab. Bernatowicz stanowczo zaprzecza, jest Jan Bogumił Plersch. Na szczęście pewność, że to właśnie on jest autorem, potwierdzają liczne dokumenty znajdujące się w AGAD. Trzeba było to sprawdzić, bo najpierw prace dekoratorskie zaproponowano Antoniemu Herliczce, którego twórczość można oglądać w Łazienkach i są na to dowody, że właśnie on miał zdobić dwór w Jordanowicach, ale stało się inaczej. Być może, że zadecydowała tu moda na nowe, a Herliczka stał się demo de. Zapewne decydował tu gust króla, a Izabella była jego siostrą i miała bliski kontakt z artystami, których Poniatowski w danej chwili popierał. Oto co pisze o pomieszczeniu, w którym zasiadłam i wpatrywałam się w ściany i drzwi, zachwycona tym co widzę, dr. Aleksandra Bernatowicz:&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1368/762;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/05/22/2-gabinet-w-jrdaniwicach.png" width="1368" height="762"><figcaption>Moja wizyta w gabinecie Izabelli w Jordanowicach fot: autor</figcaption></figure><p><i>„Pomieszczenie dekorowane groteską zajmuje centralną część traktu zachodniego i najpewniej pełniło funkcje gabinetu (niekiedy zwane było błędnie westybulem). Wnętrze zaprojektowano na planie ośmioboku o czterech bokach dłuższych i czterech krótszych (ściany narożne).”</i></p><p>&nbsp;i dalej:&nbsp;</p><p><i>„Wszystkie ściany (wraz z szafami wnękowymi), dwoje drzwi (na osi północ południe) oraz fasetę pokrywa polichromia o charakterze groteskowym, wkomponowana w pola różnej wielkości.”</i>&nbsp;</p><p>Patrzyłam na te tajemnicze postacie symbolizujące żywioły wody, ziemi i powietrza, bogów o twarzach, być może wtedy komuś znajomych, zabawnych kobietach sfinksach. Przyglądałam się&nbsp; postaci Terpsychory, muzy poezji i tańca, analizowałam dziecko z zapaloną pochodnią, co ma oświetlać drogę, próbowałam zrozumieć. Myślałam o Izabelli Branickiej, co nadzorowała te prace malarskie. Chciałam, aby mi opowiedziała o każdym symbolu tej polichromii. I o tym, czy jest tu zaklęty w symbolach przekaz dla przyszłych pokoleń. A może są tu tajemnicze znaki wolnomularskie, co nie byłoby dziwne, bo gospodarz był mistrzem zakonu, związany z masonerią i w Jordanowicach urządzał częste tu spotkania.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1013/849;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/05/22/3-gabinet-w-jordanowicach.png" width="1013" height="849"><figcaption>Malowidła Jana Bogumiła Plerscha z 1782 r.&nbsp; fot: z książki dr hab. Aleksandry Bernatowicz</figcaption></figure><h2><strong>Jordanowice Mokronowskich</strong></h2><p>Historia dworu w Jordanowicach i familii Mokronowskich rozpoczyna się w tym terenie przed rokiem 1623. Andrzej Mokronowski był kolejnym spadkobiercą, urodzony w 1713 r.. Był wojewodą mazowieckim i wolnomularzem. Niezwykle aktywny w życiu politycznym, związany z dworem francuskim tajną umową, z hetmanem Janem Klemensem Branickim przyjaźnią i wspólną wolą działania. Miał opinię bardzo przystojnego mężczyzny.</p><p>&nbsp;Dość skomplikowany był to układ. 60-letni Branicki ze względów politycznych ożeniony z 18-letnią Izabellą Poniatowską dość szybko przestał się żoną interesować, niezazdrosny o nią dał pozwolenie na związek z Andrzejem, który to związek trwał 20 lat i zalegalizował się dopiero po śmierci Branickiego w 1771 r. I tu znów tajemnica. Izabella dziedziczyła cały majątek hetmana i ślub z Mokronowskim musiał być tajemnicą i na specjalnych warunkach. Było to małżeństwo morganatyczne. Izabella i Andrzej postanowili rozbudować dwór w Jordanowicach i jak już pisałam odpowiednio zgodnie z epoką ozdobić.&nbsp;</p><p>Dwór nazywa się obecnie Dworem Skarbka, gdyż w 1869 kupił go hrabia Henryk Skarbek i pozostał w rękach rodziny Skarbków do 1911 r.</p><p>Dwór w Jordanowicach to perła pośród zabytków Mazowsza i cieszy to, że jest zadbany i czyni się starania o jego doskonały stan techniczny. Czekamy na dalsze informacje o odkryciach archeologicznych.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1166/845;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/05/22/4-zywioly.png" width="1166" height="845"><figcaption>Żywioły fot: autorka&nbsp;</figcaption></figure><figure class="image"><img style="aspect-ratio:4032/3024;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/05/22/remont-dworku-skarbkow-na-finiszu-galeria-zdjec-1778327664-2.jpg" width="4032" height="3024"><figcaption>Remont Dworku Skarbków / fot. Tymoteusz Janczak</figcaption></figure><h4><i><strong>Przeczytaj również:</strong></i></h4><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10624,remont-dworku-skarbkow-w-grodzisku-mazowieckim-dach-zabytku-odzyskuje-dawny-blask"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10651,zielona-willa-w-komorowie-przejdzie-remont-umowa-podpisana-gmina-zyskala-miliony"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10650,remont-tunelu-w-brwinowie-opozniony-mzdw-przesuwa-termin-przetargu"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10657,przeglad-regionalny-wydanie-362"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10618,morderstwo-w-cieniu-parku-w-regulach-kto-zlecil-smierc-doktora-drzewieckiego"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10646,kto-zlecil-zabojstwo-dr-drzewieckiego-ostatnie-slowa-doktora-i-tajemnica-majatku-w-regulach"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Kto zlecił zabójstwo dr. Drzewieckiego? Ostatnie słowa doktora i tajemnica majątku w Regułach]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10646,kto-zlecil-zabojstwo-dr-drzewieckiego-ostatnie-slowa-doktora-i-tajemnica-majatku-w-regulach</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10646,kto-zlecil-zabojstwo-dr-drzewieckiego-ostatnie-slowa-doktora-i-tajemnica-majatku-w-regulach</guid>
            <pubDate>Sun, 17 May 2026 07:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-kto-zlecil-zabojstwo-dr-drzewieckiego-ostatnie-slowa-doktora-i-tajemnica-majatku-reguly-1778927510.png" type="image/png" medium="image" /><description>Dr Józef Drzewiecki przed śmiercią miał przeczuwać, że zostanie zamordowany. Po zamachu śledztwo zaprowadziło policję do majątku w Regułach, a ostatnie słowa lekarza rzuciły na sprawę jeszcze bardziej niepokojące światło.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Zamach na dr. Drzewieckiego miał miejsce 11 kwietnia 1907 r. około godziny jedenastej przed południem. Służąca pracująca u Drzewieckiego zeznawała, że ktoś zadzwonił do mieszkania domofonem i zapytał czy jest doktor. Nie było to dziwne, bo pacjenci często w ten sposób pytali o lekarza. Świadek Władysław Dębiński stróż domu przy ul. Smolnej wybiegł z mieszkania, gdy tylko usłyszał strzały. Drzewiecki leżał w bramie, żył. Zaprowadzono go do mieszkania, w którym był jego gabinet, po czym zabrało go pogotowie do szpitala. O skutecznej pogoni za bandytami opowiadał stójkowy Stefański. Dr Drzewiecki zmarł 13 kwietnia. Wiele osób zeznawało na policji, że doktor, który nomen omen zajmował się też ezoteryką, od pewnego czasu twierdził, że niedługo zginie zamordowany.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1448/1448;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/05/16/1-notatka.png" width="1448" height="1448"><figcaption><strong>notatka prasowa fot: zbiory autorki</strong></figcaption></figure><h2><strong>Pierwszy jarosz warszawskich salonów</strong></h2><figure class="image image-style-align-right image_resized" style="width:38.08%;"><img style="aspect-ratio:613/739;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/05/16/3-okladka-ppublikacji.png" width="613" height="739"><figcaption><strong>Okładka publikacji dr Józefa Drzewieckiego fot: polona</strong></figcaption></figure><p>Józef Drzewiecki urodził się w 1860 r. i w chwili zamachu miał 47 lat. Ukończył studia medyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Był człowiekiem, który z dużą pasją zajmował się medycyną. Przez jakiś czas był ordynatorem w szpitalu św. Ducha w Warszawie i tu jego zainteresowania medyczne zaczęły się kierować w stronę homeopatii. Sposób leczenia metodami naturalnymi tak bardzo go przekonały, że zaczął publikować teksty w tej materii wiedzy. Proponował styl jedzenia jarskiego z powodu dobrego działania tej diety na zdrowie człowieka, to po pierwsze, po drugie uważał, że jedzenie mięsa jest nieetyczne, wręcz barbarzyńskie ze względu na mordowanie w sposób okrutny zwierząt. Co ciekawe uważał, że hodowla zwierząt na mięso jest bardzo kosztowna. Drzewiecki w swoich publikacjach opisywał szczegółowo mordowanie zwierząt w ubojniach. Uświadamiał w ten sposób społeczeństwo jaką drogą na talerz mięsożercy trafia kotlet schabowy. Jarosz rozumie, zdaniem doktora, zwierzęta i ich cierpienie. W 1902 r. zostało założone Warszawskie Towarzystwo Jarskie z jadłodajnią, serwującą dania jarskie. Zaczęto wydawać książki kucharskie, które uczyły gotowania potraw bezmięsnych. Cały ten czas Drzewiecki zajmował się też homeopatią w ramach Towarzystwa Homeopatycznego. Był założycielem drugiej warszawskiej apteki homeopatycznej, w której sprzedawano tylko leki homeopatyczne. Doktor był nazywany „pierwszym jaroszem warszawskich salonów”, jego publikacje drukowano w Europie w fachowych czasopismach.&nbsp;</p><p>W tych czasach końca wieku XIX modna stała się też ezoteryka, którą z dużą pasją analizował dr Drzewiecki. Ożenił się w roku 1901 z Jadwigą Janowską córką Alfonsa Janowskiego posiadającego majątek Reguły pod Warszawą. Janowski był zwolennikiem nauk dr. Józefa Drzewieckiego, wspierał finansowo pomysły towarzystw, w których naczelnym inicjatorem był jego zięć.</p><h2><strong>Trop prowadzi do Reguł</strong></h2><p>Strzelali dwaj młodzi bandyci Stanisław Grela i Edward Frybolt, ale od razu ustalono, że dostali zlecenie zabójstwa od Sieczki, ogrodnika z Reguł.</p><p>Trop skierował śledczych do Reguł. Tu aresztowano administratora Kosińskiego i ogrodnika Piątkowskiego. Dość szybko zostali wypuszczeni na wolność, bo z ich przesłuchań wynikało, że nic z zabójstwem nie mieli wspólnego.&nbsp;</p><h2><strong>Ogrodnik, zleceniodawcy i opóźnione śledztwo</strong></h2><p>Aresztowany w Krakowie Sieczka przewieziony do Warszawy nie przyznawał się do winy. Zanim przewieziono Sieczkę z Krakowa do Warszawy śledczy musieli udowodnić, że jest powód jego aresztowania, to przeciągało śledztwo i dawało możliwość winnym do zacierania śladów. Kraków prowadził swoje dochodzenie w tej sprawie. Na czele śledztwa stał sędzia śledczy A. Jendl. W krakowskim Czasie ukazała się notatka w tej sprawie o następującej treści:&nbsp;</p><p><i>„Policja zebrała szczegóły, że rysopis Walentego Sieczki zgodny jest z rysopisem zbiega warszawskiego, że wiek odpowiada wiekowi tamtego. Po zebraniu jeszcze dalszych szczegółów przystąpiono do aresztowania obu Królewiaków. Odprowadzono ich z hotelu do urzędu policyjnego „pod telegrafem”, gdzie przesłuchanie podjął starszy komisarz dr Broszkiewicz.”&nbsp;</i></p><p>Ta druga osoba aresztowana w hotelu, nie była związana ze sprawą. W końcu, jak już pisałam, Walenty Sieczka został przewieziony przez granicę i umieszczony na początek w cytadeli warszawskiej. Cały czas nie przyznawał się do winy. Tu jeszcze mój komentarz: agenci warszawscy, którzy przyjechali do Krakowa od razu rozpoznali Walentego Sieczkę, ale nic to nie dało. Nie przyspieszono śledztwa, świadczy to o tym, że było złe porozumienie między śledczymi warszawskimi i krakowskimi, albo o tym, że komuś zależało na opóźnianiu działań. Komu? Chyba nigdy się nie dowiemy. Po Warszawie chodziły różne plotki, też jak sądzę wymyślane celowo. Mówiono na przykład, że jakaś wielbicielka dr. Drzewieckiego z rozpaczy, że ten jej nie chciał, zleciła zabójstwo. Dr Drzewiecki był bardzo przystojnym mężczyzną, co dawało spore prawdopodobieństwo, że tak mogło być.</p><h2><strong>Znikający świadkowie</strong></h2><figure class="image image-style-align-right image_resized" style="width:40.51%;"><img style="aspect-ratio:1191/1533;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/05/16/2-dr-jozef-drzewiecki-a.png" width="1191" height="1533"><figcaption><strong>dr Józef Drzewiecki fot: Wikipedia</strong></figcaption></figure><p>Naoczny świadek morderstwa stróż domu wyprowadził się z Warszawy, gdzieś do Lublina, trudno go było odszukać. Kilku świadków w ogóle zniknęło i nie stawiło się na rozprawę. Stójkowy Kusznarew, biorący udział w pogoni wymeldował się nie wiadomo dokąd. Również zniknął administrator majątku Reguły Antoni Kosiński, nie ustalono gdzie jest ponownie zameldowany. Żona dr Drzewieckiego z dziećmi przebywała za granicą. Odraczano więc rozprawy, mijały miesiące.</p><h2><strong>Wyrok, który ucieszył skazanych</strong></h2><p>W końcu padł wyrok, wina Sieczki i Greli była oczywista według sądu. Sieczka został skazany na 13 lat i 4 miesiące ciężkich robót, Grela na 6 lat i 8 miesięcy. W czasie odsiadywania kary, skazani zostali pozbawieni praw publicznych. Obaj zjawili się w sądzie w bardzo eleganckich ubraniach, weseli. Wyrok ich bardzo ucieszył, bezczelnie pogratulowali sobie ściskając dłonie. Najwidoczniej wiedzieli, że w więzieniu długo nie pozostaną.</p><h2><strong>Ostatnie słowa doktora</strong></h2><p>Najdziwniejsze w tej sprawie było to, że dr Józef Drzewiecki po strzałach w bramie kamienicy i potem w szpitalu był przez jakiś czas przytomny i powiedział, że zabójstwo zleciła jego żona. Zeznał też do policjanta, że od dawna miał pogróżki w listach. Czy się mylił, nie wiem. Z Jadwigą był w separacji od dawna. Trwała sprawa rozwodowa. W niedługim też czasie po wyroku sprzedano majątek w Regułach.</p><h4><i><strong>Przeczytaj również:</strong></i></h4><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10618,morderstwo-w-cieniu-parku-w-regulach-kto-zlecil-smierc-doktora-drzewieckiego"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10624,remont-dworku-skarbkow-w-grodzisku-mazowieckim-dach-zabytku-odzyskuje-dawny-blask"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10641,pruszkow-odchodzi-od-wegla-w-elektrocieplowni-powstaje-nowa-kotlownia-biomasowa"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10633,zmiany-w-parkowaniu-w-podkowie-lesnej-nowe-stawki-krotsze-godziny"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10634,przeglad-regionalny-wydanie-361"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10614,przetarg-na-remont-tunelu-w-brwinowie-ogloszony-beda-ogromne-utrudnienia"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10593,nowy-dworzec-w-brwinowie-juz-otwarty-zabytkowa-perla-modernizmu-odzyskala-blask-zdjecia"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Morderstwo w cieniu parku w Regułach. Kto zlecił śmierć doktora Drzewieckiego?]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10618,morderstwo-w-cieniu-parku-w-regulach-kto-zlecil-smierc-doktora-drzewieckiego</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10618,morderstwo-w-cieniu-parku-w-regulach-kto-zlecil-smierc-doktora-drzewieckiego</guid>
            <pubDate>Sun, 10 May 2026 07:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-morderstwo-w-cieniu-parku-w-regulach-kto-zlecil-smierc-doktora-drzewieckiego-1778150236.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Spokojny park, dawny folwark i zbrodnia, która zaczęła się od strzałów w warszawskiej bramie. W tle: znany lekarz, rodzinny konflikt, ogrodnicy z Reguł i tajemnica, której ślady prowadzą dalej, niż mogłoby się wydawać</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Przeczytajcie historię zabójstwa znanego lekarza dr Józefa Drzewieckiego i jego związki z majątkiem Reguły.</strong></p><p>W kwietniowy pogodny dzień wybrałam się w podróż do kolejnej miejscowości zachodniego Mazowsza, żeby poczuć klimat miejsc, w których przed ponad wiekiem gospodarzyli właściciele folwarków, zmieniając ich wygląd i tworząc miejsca pracy dla wielu osób. Park we wsi Reguły zaprojektowany na początku wieku przez samego profesora Franciszka Szaniora w stylu krajobrazowym i pod czujnym okiem właściciela inż. Ludwika Trylskiego, zaciekawia do dziś. Tym bardziej, że park dziś jest zadbany i warto tu zadumać się nad historią tego miejsca. Reguły i park ma swoją mroczną tajemnicę. I co jest ciekawe: w historii zbrodni, o której opowiem wezmą udział ogrodnicy zatrudnieni w folwarku Reguły.</p><h2><strong>Alfons Janowski właściciel Reguł od 1901 r.</strong></h2><p>Zanim inżynier o duszy i wykształceniu filozofa Ludwik Trylski zagospodarował Reguły, rządził tu od 1901 r. do 1909 r. Alfons Janowski. W opowieściach o rodzinie Janowskich zebrało się sporo tajemnic, dużo niedomówień i jeszcze więcej jakby celowych kłamstw. Analizując wydarzenia, o których zaraz opowiem, miałam ciągle wrażenie, że ktoś chce mnie i tych co się tą sprawą zajmowali, wprowadzić w błąd. Siłowano tak przedstawić tok zdarzeń, żeby nie wyjaśnić zagadki śmierci homeopaty i propagatora jarskiego jedzenia dr Józefa Drzewieckiego, zięcia Alfonsa Janowskiego. Janowski popierał tworzenie instytutu homeopatycznego, co go zapewne połączyło z rodziną dr Drzewieckiego. Z tej przyjaźni zrodził się związek Jadwigi i doktora.</p><p>&nbsp;Ślub Józefa Drzewieckiego z Jadwigą Alfonsyną Janowską odbył się w 1901 r. w Warszawie w kościele św. Barbary. Dość szybko niestety okazało się, że para niezbyt dobrze się dogaduje, wystąpili o rozwód. Na świecie były już dzieci. Jadwiga wyprowadziła się od męża zabierając dzieci, ale Józef o ile zgadzał się na rozwód, to postanowił walczyć o dzieci. Czasy były takie, że miał ogromne szanse zabrać dzieci żonie i w związku z tym nie płacić jej alimentów.&nbsp;</p><p>Taka była sytuacja rodzinna pary Józefa i Jadwigi Drzewieckich, gdy padły strzały w bramie warszawskiej kamienicy przy ul. Smolnej nr 34.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1201/806;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/05/07/3-park-w-regulach.png" width="1201" height="806"><figcaption>Park w Regułach fot: katalog zabytków</figcaption></figure><h2><strong>Strzały w bramie i pogoń za bandytami</strong></h2><p>Zamach na dr Drzewieckiego miał miejsce w 11 kwietnia 1907 r. około godziny jedenastej przed południem. Pierwsze mataczenie jakie odkryłam w informacjach prasowych to brak jasnych ustaleń&nbsp;co do tego, czy doktor szedł do pracy czy z niej wracał. Prawdopodobnie dopiero do pracy wychodził. Służąca pracująca u Drzewieckiego zeznawała, że ktoś zadzwonił do mieszkania domofonem i zapytał czy jest doktor. Nie było to dziwne, bo pacjenci często w ten sposób pytali o lekarza. Służąca odpowiedziała, że doktor zaraz wyjdzie. W innym sprawozdaniu odpowiedziała, że: zaraz przyjdzie.</p><p>Świadek Władysław Dębiński stróż domu przy ul. Smolnej wybiegł z mieszkania, gdy tylko usłyszał strzały. Drzewiecki leżał w bramie, żył. Zaprowadzono go do mieszkania, w którym był jego gabinet, po czym zabrało go pogotowie do szpitala.</p><p>O skutecznej pogoni za bandytami opowiadał stójkowy Stefański. Złapano ich w al. Jerozolimskich. Przytomną akcję pościgu policji wsparło wojsko i tak w dwie godziny po zamachu aresztowano dwóch młodych mężczyzn, którzy od razu przyznali się do zbrodni. Jednego z nich zatrzymano z pistoletem w ręku, w czasie pościgu usiłował się zastrzelić, nie został nawet ranny. W magazynku były jeszcze naboje. Mężczyźni przyznali się do tego, że za zabicie Drzewieckiego mieli dostać 30 rubli. Wynajął ich ogrodnik Walenty Sieczka z majątku Reguły pracujący u Alfonsa Janowskiego.</p><figure class="image image-style-align-right image_resized" style="width:30.31%;"><img style="aspect-ratio:1323/1553;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/05/07/1-dr-jozef-drzewiecki.png" width="1323" height="1553"><figcaption>dr Józef Drzewiecki fot: Wikipedia</figcaption></figure><h2><strong>Ślady zbrodni prowadzą do Reguł</strong></h2><p>&nbsp;Zarządzono rewizję w Regułach u Janowskiego i w jego notatniku odszukano nr pistoletu typu Browning, z którego strzelał bandyta. Jankowski zakupił do obrony Reguł trzy pistolety i twierdził, że dał je służbie. Była to bardzo skuteczna do obrony broń, kilku strzałowa i dość popularna.</p><p>&nbsp;Obaj aresztowani chętnie opowiadali o samym zajściu, ale o zleceniodawcach nic. No może tylko tyle, że nie mając pracy i będąc w skrajnej biedzie ulegli ogrodnikowi Sieczce, gdy ten uzasadniał im, że morderstwo jest zaplanowane przez organizację polityczną, Drzewiecki to szpieg i w ogóle zły człowiek i należy go unicestwić. Sieczka prawdopodobnie kłamał, a oni chcieli wierzyć. Szczególnie wtedy, gdy obiecano im pieniądze. Edward Fribolt i Stanisław Grela, dwudziestoletni mordercy, przyznali się do zamachu, ale nic poza tym nie wnieśli do sprawy a w ich zeznaniach brakowało tego, co było najważniejsze: kto był zleceniodawcą. Liczono jeszcze na to, że gdy zostanie złapany Walenty Sieczka to sprawa się wyjaśni. Policji brakowało motywu zbrodni.</p><h2><strong>Aresztowanie ogrodnika z majątku w Regułach</strong></h2><p>Tymczasem Sieczka przekroczył granicę i udał się do Krakowa. Zameldował się w jednym z najdroższych hoteli. Zameldował się pod swoim nazwiskiem. To pomogło policji w dość szybkim namierzeniu pana Sieczki. Był elegancko ubrany, posiadał paszport do Ameryki, sporą sumę pieniędzy w różnych walutach w tym w dolarach. Znaleziono też przy nim dwa słowniki: angielsko – polski i drugi rosyjski, oraz egzemplarz „Kuriera warszawskiego”. Podejrzanego sprowadzono do Warszawy i umieszczono w X pawilonie cytadeli, a następnie przeniesiono do więzienia śledczego. Sieczka oświadczył, że jest więziony bezprawnie, nic o zabójstwie dr Drzewieckiego nie wie, wcale nie uciekał, twierdził, że od dawna planował wyjazd do Ameryki. Zameldował się w hotelu pod swoi nazwiskiem, bo jest niewinny. Śledztwo prowadzone przez sędziego do spraw szczególnej wagi utknęło w miejscu.</p><p>&nbsp;Na miejscu zbrodni znaleziono też sztylet i kapelusz. Doktor Drzewiecki jeszcze żył od zamachu dwa dni. Prasa pisała, że jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo, ale okazało się, że wszyscy, włącznie z lekarzami mylili się. Zmarł 13 kwietnia w strasznych męczarniach. Wiele osób zeznawało na policji, że doktor, który nomen omen zajmował się też ezoteryką, od pewnego czasu twierdził, że niedługo zginie zamordowany przez... no właśnie!&nbsp;</p><h4><strong>Tu się zatrzymam. CDN.</strong></h4><p>W drugiej części tej mrocznej historii opowiem więcej o dr Józefie Drzewieckim, o sytuacji w majątku Reguły, odkryję nieco tajemnice zbrodni i podam do wiadomości wyroki jakie padły w tej sprawie. Wyroki zaskoczą wszystkich.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1482/1099;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/05/07/2-dwor-w-regulach_1.jpg" width="1482" height="1099"><figcaption>Dwór w parku w Regułach fot: katalog zabytków</figcaption></figure><h4><i><strong>Przeczytaj również:</strong></i></h4><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10610,nowy-plac-zabaw-i-pomost-nad-stawem-park-w-regulach-przejdzie-metamorfoze"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10523,podkowa-lesna-w-cieniu-wojny"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10566,podkowa-lesna-tuz-po-wojnie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10612,przeglad-regionalny-wydanie-360"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10614,przetarg-na-remont-tunelu-w-brwinowie-ogloszony-beda-ogromne-utrudnienia"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10595,zielony-dolek-w-milanowku-przejdzie-metamorfoze-znamy-nowa-koncepcje-rewitalizacji"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Podkowa Leśna tuż po wojnie]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10566,podkowa-lesna-tuz-po-wojnie</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10566,podkowa-lesna-tuz-po-wojnie</guid>
            <pubDate>Sun, 26 Apr 2026 07:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-podkowa-lesna-tuz-po-wojnie-1777131332.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Po wojnie Podkowa Leśna musiała zmierzyć się z problemami, których nie przewidzieli twórcy eleganckiego miasta-ogrodu. Przepełniona EKD, przymusowy kwaterunek, braki mieszkaniowe, kosztowna bursa i węgiel na przydział pokazują, jak szybko dawna letniskowa rzeczywistość zderzyła się z powojenną codziennością.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Opisy trudności jakie dotknęły Podkowę Leśną po zakończeniu II wojny światowej publikowanych w gazetach, dają informację przed jakimi problemami stanęli włodarze tej niezwykle ciekawej miejscowości, zaprojektowanej niegdyś dla warszawskich elit międzywojnia. Trudności przede wszystkim dotyczyły dojazdu do miasta-ogrodu.</p><h2><strong>EKD w nowej rzeczywistości</strong></h2><p>Dyrekcję EKD przeniesiono ze zburzonego warszawskiego budynku do luksusowej willi jednego z magnatów, jak go nazywa prasa, koncernu „Siła i Światło”. Tu mieściła się dyrekcja główna&nbsp;EKD, budynek dawnej dyrekcji przy ul. Marszałkowskiej był zniszczony. W wywiadzie dla Expresu Wieczornego z czerwca 1946 r. dyrektor inż. Baniewicz przedstawiał sytuację kolejki:&nbsp;</p><p><i>„Tabor częściowo wywieziony przez Niemców, uległ poważnemu zniszczeniu. Wracające wagony są odnawiane i uruchamiane. Ilość wagonów nie doszła do przedwojennego poziomu, natomiast frekwencja pasażerów wzrosła od 4500 do 25000 dziennie (!). Czyli na jeden wagon przypada w ruchu 800 pasażerów.”&nbsp;</i></p><p>Jest to dla organizatorów przejazdu pasażerów ogromnym logistycznym obciążeniem. Brakuje pieniędzy, gdyż tylko 25% pasażerów płaci normalnie za bilet, natomiast reszta pasażerów posiada bilety ulgowe nawet 90 do 80 procent. To zdaniem inż. Baniewicza wymaga przemyślanej reformy finansowej. Na szczęście kolejarze, jak pisze prasa, to ludzie zdyscyplinowani i znający swoją pracę, świetnie działają też zakłady naprawcze taboru kolejowego. Jeden z nich jest w Grójcu. Dziennikarz opisuje wygląd warsztatów:&nbsp;</p><p><i>„ Z tego stosu żelaza i drzewa powstaje wagon nieomal jak nowy, wykonywane są tu prace w takim zakresie, w jakich zwykle dokonywane są prace w fabrykach wagonów.”</i></p><h2><strong>Czy to nie za drogo?</strong></h2><p>Następny problem to miejsca w internacie dla uczącej się młodzieży, dojeżdżającej do szkół z całego kraju. W Podkowie Leśnej jest bursa międzyszkolna „im. Stefana Żeromskiego”, w której zorganizowano miejsca dla 50. niezamożnych uczniów warszawskich szkół zawodowych. Budynek bursy został podarowany młodzieży przez Zarząd Gminy. Uczniowie płacą 2500 zł za miesiąc. Jeśli&nbsp; posiadają też kartki aprowizacyjne i inne przydziały pozostają do dyspozycji kierownictwa bursy. Niestety też odbierane są stypendia (niezależnie od normalnej opłaty). Zdumiewające postępowanie z uczniami, o których powinno się dbać i dobrymi warunkami nauki zachęcać do pracy - jak grzmi na łamach prasy dziennikarz.</p><h2><strong>Kwaterunek, czyli masz dom musisz podzielić się nim z innymi</strong></h2><p>O powojennym kwaterunku można napisać książkę, a jej bohaterami byliby wszyscy posiadacze większych i mniejszych domów. Bardziej lub mniej eleganckich willi w Podkowie Leśnej. W czerwcu 1948 r. ukazuje się w dzienniku Robotnik notatka, która informuje:&nbsp;</p><p><i>„Stanowisko, jakie zajęły zarządy gminne miejscowości podwarszawskich, wobec propozycji przyjęcia z Warszawy rodzin z zagrożonych domów zakrawa na kpiny.”&nbsp;</i></p><p>Ciekawe jest to, że najbardziej opornymi do zgłaszania wolnych miejsc w domach, są właściciele miejscowości po zachodniej stronie Warszawy, a szczególnie z Podkowy Leśnej i Konstancina. Oskarża się mieszkańców Podkowy Leśnej i Konstancina o nieuczciwość, bo wolnych miejsc nie zgłaszają, natomiast zgłaszają się do funduszy remontowych. Resort Mieszkaniowy otrzymał wykaz około 100 domów do remontu z tych miejscowości. Zawsze można w tych czasach podzielić mieszkańców na tych złych posiadaczy i tych biednych i uczciwych, co nic nie mają i czekają tylko na przydział lokalu. Gazety informują, że wielu urzędników warszawskich po pracy nie ma gdzie się podziać, śpią na biurkach. Mieszkania są potrzebne, ale też media nie informują, że powracający z różnych stron świata do swoich domów właściciele nie są wpuszczani do swoich domów. Taka sytuacja spotkała np. pisarkę Irenę Krzywicką i dopiero interwencje w jej sprawie wielu kolegów po piórze spowodowały, że mogła wejść do własnego domu.</p><h2><strong>Dekret o gospodarce lokalami pod Warszawą</strong></h2><p>W marcu 1948 r., dokładnie 20. marca podano do wiadomości informację o zasadach przekwaterowywania. Projekt o publicznej gospodarce mieszkaniami został ostatecznie uzgodniony&nbsp;na konferencji Prezydium Rady Ministrów. Procedura przekwaterowywania osób z Warszawy do miejscowości objętych dekretem została, jak się twierdzi, uproszczona. Zarząd Miejski Warszawy będzie zgłaszał do Wojewódzkiej Rady Narodowej i ta za pośrednictwo władz kwaterunkowych województwa przydzielać będzie kandydatom lokale. Spory rozstrzygać mają komisje gminne i miejskie. O przesiedleniach ma informować odpowiednia kartoteka przesiedlonych. Właściciel domu wskazanego przez urzędnika nie miał nic do gadania, pewnego dnia przychodziła do niego osoba i informowała, że dostała przydział do jego domu i za chwilę zamieszka tu np. z żoną i pięciorgiem dzieci. Właściciel nie miał prawa odmówić. Czynsz, zawsze mały, ustalali urzędnicy, nie właściciel. Prasa pisała o właścicielach willi nieprzychylnie:&nbsp;</p><p><i>„letniska takie jak Konstancin, Podkowa Leśna, Milanówek, mają całkiem inne oblicze i były dotychczas nastawione na przyjmowanie wyłącznie zamożnych letników.”&nbsp;</i></p><p>Klasa pracująca przed wojną nie miała szansy wynająć lokalu w w/w willach, dekret o kwaterunku dał im szansę na mieszkanie, ale nie dał szansy właścicielom na remonty coraz bardziej zaniedbanych domów. Dawne luksusowe pensjonaty stały się mieszkaniami, dla tych co mieli tak zwane układy we władzach, bo nikt tu chyba nie oczekiwał sprawiedliwych działań.</p><h2><strong>Przydziały węgla</strong></h2><p>Z węglem jeszcze w latach 60. i 70. był problem, węgiel był produktem deficytowym. Mieszkańcy miejscowości podwarszawskich rejestrowali się w Resorcie Zaopatrzenia, dostawali kupon na przykład na 100 kg. węgla na osobę. Wolny rynek nie istniał, chyba że ktoś umiał kombinować, to miał opał na zimę w dostatecznej ilości. Kwit, czyli kupon na węgiel, dawano wozakowi, co posiadał konia i furmankę z odpowiednimi burtami. Ten umyślmy jechał do składu węgla i pobierał przydział. Czy węgiel był ważony uczciwie? Nie wiem. Pamiętam jak ulicami przejeżdżały furmanki z węglem, jak tylko poszła po miasteczku wiadomość, że gdzieś na bocznicy czeka wagon z opałem tak cennych jak złoto.&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1538/1009;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/04/25/2-jukawa.jpg" width="1538" height="1009"><figcaption>Pensjonat Jókawa&nbsp;po wojnie zasiedlony przez lokatorów komunalnych fot: zabytek.pl</figcaption></figure><h4><i><strong>Przeczytaj również:</strong></i></h4><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10523,podkowa-lesna-w-cieniu-wojny"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10503,irena-krzywicka-z-podkowy-lesnej-miedzy-odwaga-skandalem-a-tragedia"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10548,przeglad-regionalny-wydanie-358"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10556,remonty-ulic-w-milanowku-prace-na-gombrowicza-i-olszowej-juz-trwaja"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10542,zywa-historia-pod-raszynem-rodzinny-piknik-historyczny-z-rekonstrukcja-bitwy-1809-r"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10547,nowe-rozjazdy-wkd-przy-reducie-ordona-juz-gotowe"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Podkowa Leśna w cieniu wojny]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10523,podkowa-lesna-w-cieniu-wojny</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10523,podkowa-lesna-w-cieniu-wojny</guid>
            <pubDate>Sun, 19 Apr 2026 07:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-podkowa-lesna-w-cieniu-wojny-1776423675.png" type="image/png" medium="image" /><description>Za obrazem spokojnego miasta-ogrodu kryje się wojna, strach i dramatyczne losy mieszkańców.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Podkowę Leśną pokochałam po przeczytaniu książki Stanisława Dygata <i>Pożegnania</i>. Spośród miejscowości położonych po zachodniej stronie Warszawy wydawała mi się najbardziej &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; magiczna — pachnąca żywicznym lasem i zamieszkana przez ludzi, którzy wynajmowali &nbsp; &nbsp; &nbsp; najlepszych architektów w Polsce, by stawiać swoje bajeczne wille.</p><p>Ten las i te domy stały się tłem opowieści Dygata, a później także filmu Wojciecha Hasa z 1958 roku. Lidka i Paweł uciekają z nudnego warszawskiego nocnego klubu do magicznego świata &nbsp; &nbsp; Podkowy Leśnej. Są dziećmi z różnych sfer społecznych: ona — fordanserka z zasadami, on — z arystokratycznej, tradycyjnej rodziny mieszczańskiej. W Podkowie Leśnej wynajmują pokój w pensjonacie Quo Vadis i ich przygoda powinna potoczyć się klasycznym torem, ale tak się nie dzieje. Rozdziela ich wszystko, a najbardziej różnice społeczne i wojna. Po latach, już po powstaniu warszawskim, spotykają się w Podkowie Leśnej, gdzie buduje się zupełnie nowa rzeczywistość — odmienna od tej, w której spotkali się po raz pierwszy.</p><p>Byłam ciekawa, co mogło się wydarzyć w tym bajecznym miejscu podczas wojny i tuż po niej. Wyszukałam więc kilka zdarzeń, które wpłynęły na mieszkańców Podkowy, zmieniły ich styl życia i zaburzyły spokój. A przecież spokój — w założeniach budowniczych tego miasta-ogrodu — miał być najważniejszy.</p><h2><strong>A więc wojna!</strong></h2><p>Rok 1940 na łamach <i>Nowego Kuriera Warszawskiego</i> przynosi mnogość ogłoszeń o sprzedaży domów i placów. Niektóre z nich opatrzone są dopiskami „szybko” lub „z powodu wyjazdu”, a inż. Sikorski informuje: „sprzedam wyjątkowo tanio”. Są też ogłoszenia o miejscach w pensjonatach. Można wynająć pokój, a w cenę pobytu wliczone są posiłki. Pensjonat Carmencita organizuje święta, pensjonat Ludmiły Gajewskiej oferuje pokoje z utrzymaniem i bez, a doktorowa Markowska z pensjonatu Przedwiośnie przyjmuje zamówienia świąteczne. Uwagę zwraca też duża liczba ogłoszeń o sprzedaży futer ze srebrnych lisów.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1227/435;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/04/17/zrzut-ekranu-2026-04-16-002319_1.png" width="1227" height="435"><figcaption><span style="color:black;"><strong>Ogłoszenie z Nowego Kuriera Warszawskiego z roku 1940&nbsp;fot: zbiory autorki</strong></span></figcaption></figure><h2><strong>Aresztowania i strach mieszkańców</strong></h2><p>Niestety kończy się czas względnego spokoju. Zaczynają się łapanki, a do każdej rodziny wkracza strach o życie najbliższych. 8 grudnia 1943 roku w Warszawie Gestapo aresztuje 19 członków Oddziału II Komendy Głównej AK. Do aresztowań dochodzi także w Podkowie Leśnej. Zostaje zatrzymany ppłk dypl. Marian Drobik, pseudonim „Dzięcioł”, pełniący funkcję szefa Oddziału II KG AK. Jego losy do końca nie są znane. Przypuszczalnie został zamordowany razem z generałem Stefanem Grotem-Roweckim tuż po wybuchu powstania warszawskiego.</p><p>Kilka dziesięcioleci później, w 2013 roku, jak informuje Stowarzyszenie Zachowania Pamięci o Armii Krajowej, w stoliku odkryto skrytkę z dokumentami sporządzonymi przez ppłk. Mariana Drobika. Stolik i dokumenty przekazano do Muzeum Powstania Warszawskiego.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1587/1103;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/04/17/2-stacja.png" width="1587" height="1103"><figcaption><span style="color:black;"><strong>Budynek stacji w Podkowie Leśnej fot: Spotkania z zabytkami</strong></span></figcaption></figure><h2><strong>Gestapo w Podkowie Leśnej</strong></h2><p>W 1955 roku sąd rozpatrywał sprawę dowódcy komunistycznej organizacji P.A.L. W czasopiśmie <i>Dziennik Związkowy</i>, polskojęzycznej gazecie wydawanej w USA, ukazał się artykuł pod tytułem „Dowódca komunistycznej „P.A.L.” zasądzony jako agent Gestapo” z podtytułem: „uciekł on z całym sztabem z Warszawy w czasie powstania”.</p><p>„Bohaterami” artykułu byli agent Gestapo Henryk Borucki, pseudonim „Czarny”, oraz gestapowiec Alfred Otto — członek SS, w czasie wojny sekretarz kryminalny. Alfred Otto przebywał w Warszawie od 1939 roku. Po wojnie ukrywał się najpierw w Czechosłowacji, a potem w Paczkowie pod nazwiskiem Romanowicz. Został zidentyfikowany i zatrzymany, a następnie skazany w 1955 roku przez Sąd Wojewódzki w Warszawie na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Karę tę zamieniono później na 25 lat więzienia. Po jej odbyciu zamieszkał w RFN.</p><p>W wyniku tego samego procesu zdrajca Henryk Borucki został skazany na 15 lat więzienia. Odwoływał się, ale bez skutku. Był agentem, który przekazywał Niemcom szczegóły dotyczące polskich organizacji podziemnych.</p><h2><strong>SS-Untersturmführer Alfred Otto i mroczna karta historii</strong></h2><p>Alfredowi Otto udowodniono zbrodnie wojenne. Z jego rozkazów wysyłano setki ludzi do obozów koncentracyjnych, a także przypisano mu udział w śmierci wielu Polaków związanych z organizacjami podziemnymi. Po powstaniu warszawskim Otto został komendantem placówki Gestapo w Podkowie Leśnej. W mieszkaniu rodziny Boruckiego zorganizowano skrzynkę kontaktową dla agentów. Agenci byli sowicie opłacani za działalność wywiadowczą. Borucki otrzymywał solidne dokumenty i pozwolenie na posiadanie broni. Jego papiery zapewniały mu nietykalność w razie przypadkowego aresztowania, na przykład podczas łapanki.</p><p>Dlaczego Otto nie dostał kary śmierci? Istnieją na ten temat pewne przypuszczenia. Władza ludowa potraktowała kata Otto nadzwyczaj łagodnie, bo był dla niej znakomitym świadkiem w preparowanych procesach, wręcz narzędziem do likwidacji po wojnie żołnierzy AK. Jako były zastępca komendanta katowni przy al. Szucha chętnie składał kłamliwe oświadczenia o współpracy żołnierzy AK z Gestapo.</p><p>Ciekawostką jest, że w 1968 roku razem z Otto w jednej celi siedział Jacek Kuroń. Tak wspominał swojego współwięźnia:</p><p>„Otóż w kwietniu 1968 roku zaprowadzili mnie do celi, gdzie siedział łysy człowiek w okularach. Wydawał się buchalterem — był nawet wysoki, ale zgarbiony, skurczony i przez to mały. Nazywał się Otto.<br>— Jestem skazany na dożywotnie więzienie za zbrodnie wojenne — powiedział. Mówił wyraźnie, pełnymi zdaniami, w których był zawsze podmiot i orzeczenie, niesłychanie poprawną polszczyzną.<br>— Przepraszam, pan jest Polakiem?<br>— Nie, Niemcem.<br>— Jak to się stało, że pan tak świetnie mówi po polsku? W więzieniu się pan nauczył?<br>— Nie. Ja byłem do swojego zadania przygotowany w 1936 roku”.</p><p>Rodzina Otto była rodziną kolonistów niemieckich i pochodziła spod Łodzi. Sam Alfred Otto przed wojną wyemigrował do Niemiec.</p><p><span style="color:black;"><strong>CDN. W następnej części opowiem o latach tuż powojennych w Podkowie Leśnej. Podkowa Leśna i kwaterunek, zdarzenia w dyrekcji EKD itd. Czyli lata 1945 – 1948.</strong></span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1270/905;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/04/17/3-kosciol.png" width="1270" height="905"><figcaption><span style="color:black;"><strong>Kościół w Podkowie Leśnej fot: Spotkania z zabytkami</strong></span></figcaption></figure><h4><i><strong>Przeczytaj również:</strong></i></h4><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10503,irena-krzywicka-z-podkowy-lesnej-miedzy-odwaga-skandalem-a-tragedia"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10512,stawy-walendowskie-z-szansa-na-nowe-zycie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10520,pociag-niespieszny-zabierze-cie-w-podroz-do-lat-80-bilety-znikaja-bardzo-szybko"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10517,przeglad-regionalny-wydanie-357"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10513,nowe-linie-autobusowe-do-kampinosu-z-przewozem-rowerow"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10516,spor-o-ul-radarowa-w-ruscu-asfalt-czy-deby"></oembed></figure><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Irena Krzywicka z Podkowy Leśnej. Między odwagą, skandalem a tragedią]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10503,irena-krzywicka-z-podkowy-lesnej-miedzy-odwaga-skandalem-a-tragedia</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10503,irena-krzywicka-z-podkowy-lesnej-miedzy-odwaga-skandalem-a-tragedia</guid>
            <pubDate>Sun, 12 Apr 2026 11:35:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-irena-krzywicka-z-podkowy-lesnej-miedzy-odwaga-skandalem-a-tragedia-1775987495.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Irena Krzywicka była jedną z najbardziej wyrazistych kobiet międzywojnia: odważną, nowoczesną, budzącą zachwyt i sprzeciw.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W Podkowie Leśnej stworzyła swój dom, wokół którego skupiało się życie literackie i towarzyskie epoki, a jej biografia — od sukcesów, przez skandale, po wojenne tragedie — brzmi dziś jak gotowy scenariusz filmowy.</p><h2><strong>Witkacy patrzy na Irenę</strong></h2><figure class="image image-style-align-right image_resized" style="width:24.62%;"><img style="aspect-ratio:940/1277;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/04/12/3-krzywicka.jpg" width="940" height="1277"><figcaption>Portret Ireny Krzywickiej namalowany przez Witkacego fot: Wikipedia</figcaption></figure><p>Witkacy namalował Irenę na trzech płótnach, każdy portret ma swój klimat i opowieść. Ona w trakcie tworzenia portretów miała zaledwie 30 lat i była u szczytu powodzenia. Szczęśliwą kobietę widzimy w pierwszym portrecie, ostatni portret jakby zapowiadał tragiczny los w przyszłości i stał się przepowiednią.</p><p>Miasto Ogród Podkowa Leśna obchodząca w 2025 roku swoje stulecie, to jedno z najciekawszych miejsc Mazowsza. Pośród urokliwych lasów, zabytkowych domów projektowanych przez znakomitych architektów, twórców z pierwszej połowy XX wieku, odnajdujemy tu historię jej mieszkańców. Historię niebanalną, życiorysy tak ciekawe, że każdy z nich mógłby stać się kanwą niejednego scenariusza filmowego lub powieści.</p><p>Kilka tygodni temu na jednej z platform streamingowych ukazał się serial „Piekło kobiet”, którego akcja rozgrywa się w okresie międzywojennym i opowiada o sytuacji kobiet w społeczeństwie wydawałoby się, nowoczesnym, przytacza przykłady zdarzeń, w których stają się bohaterkami nasze babki i prababki. Serial uświadamia widza na jakie wsparcie panie mogły liczyć od tych co decydowali o ich prawach. Dlaczego o tym piszę? Dlatego bo dość łatwo z tematyką serialu połączyłam twórczość pisarki z Podkowy Leśnej. Otóż przyszła mi na myśl Irena Krzywicka i jej chciałabym poświecić kilka zdań w tym felietonie.</p><h2><strong>Szklana willa przy Sosnowej&nbsp;</strong></h2><p>Irena Krzywicka, przed wojną&nbsp;mieszkanka domu przy ul. Sosnowej 9 w Podkowie Leśnej, domu projektowanego przez Maksymiliana Goldberga przewodniczącego komitetu redakcyjnego czasopisma „Architektura i Budownictwo”. Dom nazywany „Szklanym Domem” ma dość ciekawą architekturę i jak na czasy, w których powstał, nowatorską. Zwraca uwagę tym, że od strony ulicy i sąsiadów niewiele można zobaczyć co się w jego środku dzieje. Ma płaski dach co w czasach królowania w Polsce architektury narodowej charakteryzującej się spadzistymi dachami i gankami wspartymi na kolumnach, jest nowatorskie. Jego oryginalny styl architektoniczny przyporządkowano do stylu międzynarodowego. Styl międzynarodowy miał być architekturą ponad różnicami etnicznymi i narodowymi i posługiwać się uniwersalnym językiem sztuki. W stylu międzynarodowym klasyfikowany jest też dom (dla przykładu) architekta Józefa Szanajcy przy ul. Wrzosowej w Podkowie Leśnej, wybitnego architekta zwolennika funkcjonalizmu. Szklany dom Ireny Krzywickiej, został wpisany do akt pod nazwą Szklanej Willi. Dom budowany w czasach, gdy Krzywicka należała do elity literatów, był zaplanowany jako dom letniskowy jak większość stylowych domów Podkowy Leśnej budowanych dla elit międzywojnia. Irena tak opisała swój dom:&nbsp;</p><p>„<i>Właściwy front domu wychodził na ogród, który stwarzał wrażenie głębi. I znów z tamtej strony było coś, co raziło ówczesne gusta. Oto living miał całą jedną ścianę oszkloną. Wchodziło się więc przez wąski tarasik do niewielkiego i dość niskiego przedpokoju, a stamtąd drzwi prowadziły do livingu. Od razu otwierała się ogromna perspektywa na wielki pokój i na ogród, wchodzący niemal do mieszkania. Efekt był niezawodny, ochy! I achy! – nieuniknione.”&nbsp;</i></p><p><i>Tekst z „Wyznania gorszycieli” I.&nbsp;Krzywickiej.</i></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1429/738;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/04/12/1-dom-ireny-krzywickiej-w-podkowie.jpg" width="1429" height="738"><figcaption>Dom Ireny Krzywickiej w Podkowie Leśnej fot: Polona</figcaption></figure><h2><strong>Miłość, skandal i Boy w Podkowie</strong></h2><p>Dom gościł Jarosława Iwaszkiewicza, Jana&nbsp; Parandowskiego, Ksawerego Pruszyńskiego i innych równie sławnych literatów i wydawców. Największą sensację wśród mieszkańców Podkowy Leśnej wywoływał przyjazd Tadeusza Boya-Żeleńskiego, bo zamężna Irena zbyt dużo, zdaniem niektórych, poświęcała czasu Boyowi, on też żonaty, lubił nocować w Szklanej Willi. Tajemnicą Poliszynela był romans Krzywickiej z Boyem, ukrywany skrzętnie przez obojga. Ponoć w towarzystwie zawsze mówili do siebie na „pan” i „pani”, ale kto by w to wierzył. Boy przyjeżdżał do Podkowy Leśnej i w ogrodzie Krzywickich sadził np. krzewy lilaka. No ale to o niczym nie świadczy, tylko o tym, że lubił pracę w ogrodzie. Łączyła ich miłość i wspólna praca dla innych.</p><h2><strong>Pisarka, która wyprzedzała swoją epokę</strong></h2><figure class="image"><img style="aspect-ratio:952/1298;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/04/12/2-portret-od-witkacego-dla-krzywickiej.jpg" width="952" height="1298"><figcaption>Portret Ireny Krzywickiej namalowany przez Witkacego fot: Wikipedia</figcaption></figure><p>Irena Krzywicka pisarka i felietonistka uchodziła za osobę bardzo wnikliwą, umiejącą w sposób profesjonalny analizować charaktery ludzi i ich motywacje w postępowaniu w życiu społecznym. Jej powieść „Pierwsza Krew”, której jednym z bohaterów jest Adaś, to przykład ciekawej analizy postępowania nastolatka. Przytłacza Adasia autorytet ojca, chłopak żąda swojego pokoju i klucza do niego, pieniędzy i wolności. Krzywicka w sposób profesjonalny analizuje bunt młodego człowieka. W czasach, gdy została wydana powieść, czyli rok 1928, analizy psychologiczne w powieściach budziły ciekawość czytelników.</p><h2><strong>Felietonistka z sal sądowych</strong></h2><p>Duże zainteresowanie w latach 30. budziły też wśród czytelników felietony Krzywickiej z rozpraw sądowych. Była częstym gościem na salach sądowych i opisując proces wnikliwie analizowała dowody zbrodni. W maju 1934 r. zapowiedziano wydanie zbioru reportaży sądowych Krzywickiej pod tytułem „Sąd idzie”. Bardzo ciekawie też prezentowały się reportaże z sali sądowej na której była sądzona Rita Gorgonowa, oskarżona o zabicie córki lwowskiego architekta Zaremby. Rita pracowała u Zaremby w charakterze opiekunki do dzieci, prowadziła dom. Łączyła ich intymna więź. Krzywicka stanęła po stronie, jej zdaniem, niewinnej Gorgonowej, podczas gdy tak zwana „opinia publiczna” była przekonana o tym, że Gorgonowa jest morderczynią nastoletniej Lusi. Do sądu wpływały dziesiątki listów, często anonimowych, w którym krytykowano Krzywicką. Pisano na przykład:&nbsp;</p><p><i>„Wyobrażam sobie jak pani musi być szkaradnie brzydka, jeśli w czasie rozprawy zbrodniarki Gorgonowej, siedzi ciężko skupiona i wpatrzona w nią, jak w obraz słynnego malarza. To tylko dowodzi, że musi mieć pani sadystyczne popędy, kiedy apoteozuje i wynosi zwykłą postać pospolitej zbrodniarki. Robi jej pani krzywdę reklamą. Podczas pauzy brata się z nią, jak z najukochańszą osobą.”&nbsp;</i></p><p>Krzywicka w tym czasie współpracowała z Wiadomościami Literackimi, była do końca przekonana o niewinności Gorgonowej, podczas gdy prasa osądziła Gorgonową zanim zaczął się proces. Gorgonowa też nigdy nie przyznała się do morderstwa. Ważna w tym przypadku jest atmosfera w jakiej była oskarżona i sądzona i jaką rolę w tej historii odegrała felietonistka, a myślę że ważną.</p><h2><strong>Wojna, strata i ocalenie</strong></h2><p>W czasie wojny Irena Krzywicka dostała nakaz przeprowadzki do getta. Jej mąż prawnik Jerzy Krzywicki dostał się do niewoli i niestety wkrótce Irena dowiedziała się, że figuruje na Liście Katyńskiej. W nocy z 3 na 4 lipca 1941, przebywający we Lwowie Boy-Żeleński został aresztowany, a następnie <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Mord_profesorów_lwowskich"><span style="background-color:white;color:black;">zamordowany na Wzgórzach Wuleckich pośród kilkudziesięciu innych profesorów lwowskich</span></a>. Śmierć starszego syna Piotra w 1943 r. zupełne Irenę załamała i tu ważną rolę w jej podnoszeniu się z rozpaczy odegrał pisarz Jarosław Iwaszkiewicz. Potrzeba jej było dużo siły do walki z dalszym życiem i ratowaniem młodszego syna Andrzeja, który zachorował na Polio.&nbsp;</p><h4><i><strong>Przeczytaj również:</strong></i></h4><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10495,przeglad-regionalny-wydanie-356"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10485,wielkanoc-zofii-i-ferdynanda-opowiesc-o-domu-ksiazkach-i-koncu-pewnego-swiata"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10137,dom-w-brwinowie-dla-alicji-minskiej"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10168,willa-w-brwinowie-dla-alicji-minskiej-czesc-ii"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wielkanoc Zofii i Ferdynanda. Opowieść o domu, książkach i końcu pewnego świata]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10485,wielkanoc-zofii-i-ferdynanda-opowiesc-o-domu-ksiazkach-i-koncu-pewnego-swiata</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10485,wielkanoc-zofii-i-ferdynanda-opowiesc-o-domu-ksiazkach-i-koncu-pewnego-swiata</guid>
            <pubDate>Sun, 05 Apr 2026 08:43:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-wielkanoc-zofii-i-ferdynanda-opowiesc-o-domu-ksiazkach-i-koncu-pewnego-swiata-1775372020.png" type="image/png" medium="image" /><description>Pierwsze informacje, które wiodły mnie do wielu tematów związanych z wydawcami i księgarzami z XIX i pierwszej połowy XX wieku pojawiły się w Brwinowie, gdzie do dziś stoi dom Alicji z domu Lewental Mińskiej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><span style="color:#333333;">Analizując życie rodzinne Lewentalów, Mińskich i w końcu rodzinę Ferdynanda Hoesicka można odnieść wrażenie, że były to rodziny, którym setki literatów zawdzięczało publikacje prac: powieści, poezji i artykułów.&nbsp;</span></p><p><span style="color:#333333;">W gazetach z lat międzywojnia zamieszczane były notatki o treści:&nbsp;</span></p><p><span style="color:#333333;"><i>„W dowód wielkiego uznania dla działalności pisarskiej Ferdynanda Hoesicka,&nbsp; Alicja Mińska spadkobierczyni fortuny po ojcu Franciszku Lewentalu, wydawcy i księgarzowi warszawskiemu, przekazuje wsparcie pieniężne”.&nbsp;</i></span></p><p><span style="color:#333333;">Też ogłaszane są wsparcia&nbsp; finansowe dla młodych literatów. Alicja właścicielka chyba najbardziej poczytnej gazety istniejącej od dziesiątków lat, czyli Kuriera Warszawskiego, stworzy w Zakopanem dom przy Muzeum Tatrzańskim nazwany „Siedzibą Malarską”(1925 r.). Literat Ferdynand Hoesick ożeniony z jej siostrą Zofią będzie jednym z jej najbliższych osób w rodzinie i bardzo cennym współredaktorem&nbsp;</span>Kuriera Warszawskiego, autor wielu monografii.</p><p>Temat tu zasygnalizowany jest wart książki, ja skupię się na niezwykłych pamiętnikach Ferdynanda Hoesicka, które czyta się znakomicie, są źródłem wiedzy o księgarniach, wydawcach, pisarzach i poetach, o dzieciństwie i młodości w Warszawie. Warto też zajrzeć do wspomnień Tadeusza Boya – Żeleńskiego, gdzie Ferdynand jako Pan Esik wzrusza, rozbawia i inspiruje do rozmyślań nad człowieczym losem.&nbsp;</p><h2><strong>Wielkanoc pana Hoesicka</strong></h2><p><i>„Na Wielkanoc gromadziła się cała familia u babki na święconym, na którym, pośrodku mnóstwa szynek, kiełbas, indyków, placków i mazurków, obok białego baranka z czerwoną chorągiewką przede wszystkim musiał figurować na półmisku na honorowym miejscu ein prawdziwer cycak. Przedtem w Wielki Piątek chodziło się po grobach. Dnia tego, w którym rano matka przystępowała do komunii w kościele ewangelickim czemu asystowałem jej zazwyczaj po południu, zaraz po zamknięciu księgarni, którą w tym dniu zazwyczaj zamykano już o czwartej, wychodziłem razem z rodzicami by obejrzeć szereg kościołów, by w nich przyjrzeć się Panu Jezusowi w grobie.”&nbsp;</i></p><p>Wtedy kładziono jako ofiarę pieniądze na tacy i czekano by dostać „święty obrazek”. Trzeba było też pójść do Pijarów na muzykę kościelną, gdzie grano np. „Siedem ostatnich słów Zbawiciela na krzyżu” Haydna. W pierwsze lub drugie święto szli całą rodziną i przyjaciółmi na Ujazdów, gdzie można było pojeździć na karuzeli lub diabelskim młynie, a także popatrzeć na mularza co wspina się po wysmarowanym szarym mydłem słupie po butelkę, zegarek lub garnitur. Ciekawiły ich te zabawy ludowe.</p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:1651/1210;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/04/05/2-artykul.png" width="1651" height="1210"></figure><h2><strong>Wielkanoc u Langnerów</strong></h2><p>Wiele lat później, gdy wiek XIX kończył swoje panowanie, Ferdynand chodził, mile witany, do rodziny Langnerów. Na święconym zasiadali przy stole wszyscy na równi z chlebodawcami „panowie ze sklepu”, czyli subiekci i uczniowie. Trącali się jajkiem po staropolsku, pito węgierskie wino Hungariae natum, na Węgrzech urodzone w Polsce wykonane, które uważano za najlepsze w sklepie Langerów. Mówiono wówczas, że wino im starsze tym lepsze, a książka im starsza tym bardziej na malaturę, co oczywiście tyko czasami było oczywiste. Ferdynand Hoesick wspomina też, że dom Langnerów gościł kupców warszawskich np. aptekarza Fijałkowskiego, Stanisławskiego ze składu herbaty i samowarów, oraz jubilera Strausa. Bawiono się z Łaguną, właścicielem cegielni. Grano w karty. Przychodził Józef Koenig redaktor Gazety Warszawskiej, co najwyraźniej nobilitowało Langnerów. Munio Langner lubił prowadzić ze starym redaktorem dysputy. Munio oczytany bardzo imponował Ferdynandowi, był jego najlepszym przyjacielem.</p><p>&nbsp;Ojciec Ferdynanda, znany księgarz, troszcząc się o syna jedynaka martwił się, że nie ma jeszcze żony i dzieci. Zamierzenia syna, że ożeni się z panną Langnerówną kwitował dodawaniem lat, bo na pannę trzeba było poczekać jeszcze 4 lata, a i Ferdynand dobiegał trzydziestki i ojciec stwierdzał, że gdy ona będzie miała 18 lat, to on 34. I ona będzie kochać tańce, a on wygodny fotel. I tak w końcu zniechęcił syna do tego czekania. Potem Ferdynand romansował z pięknymi paniami, była nawet pewna wdowa, ale nic z tego nie wyszło. Pisał o sobie, że podobał się kobietom, mimo, że był łysy, co w dzisiejszych czasach byłoby walorem, ale wtedy widocznie nie. Twarz miał piękną, no i był bogaty, szczególnie po śmierci ojca. Odziedziczył księgarnię, która przynosiła niezły dochód. Można podsumować, że był dobrą partią. Ożenił się z panną Zofią, siostrą Alicji Mińskiej. Zakochał się w żonie bez pamięci i można by było napisać: żyli długo i szczęśliwie.</p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:1255/950;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/04/05/3.png" width="1255" height="950"></figure><h2><strong>Śmierć książek i księgarni</strong></h2><p>&nbsp;Koniec tych wspaniałych księgarni, książek, kupców i wydawców nastąpił w 1939 r.&nbsp; W niedawno wydanej książce, Joanna Jurgała – Jureczka opowiedziała o wrześniu Zofii i Ferdynanda. Siedzieli w piwnicy z węglem, jedli ryż, bali się pić wodę, bo sądzili, że jest przez Niemców zatruta. Uważali, że prezydent Starzyński powinien Warszawę poddać wcześniej. Dom przy Nowym Świecie ocalał, ale gdy wrócili do mieszkania po 2 tygodniach zastali pobojowisko, przed nimi weszli tu szabrownicy. Potem przyszli Niemcy zabrali wszystko co było cenne. Miedzy innymi obrączki. Te zrobione ze złotych obrączek po dziadkach i rodzicach Ferdynanda. Grawerował je znany warszawski jubiler Popiel.</p><p>&nbsp;Biegła znajomość języka niemieckiego i ponoć fakt, że Hoesick był autorem biografii Goethego uratowała ich od wysiedlenia z mieszkania. Domagano się aby podpisał volkslistę.</p><p>&nbsp;Ferdynand Hoesick zmarł 13 kwietnia 1941 r.. Na obrączkach ślubnych Hoesicków, od wewnątrz, była wyryta data 12 kwietnia 1902 roku.</p><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10137,dom-w-brwinowie-dla-alicji-minskiej"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10108,krotka-opowiesc-o-prastarej-wesolej-woli"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10080,braneccy-z-mszczonowa"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Zabytkowa kasa biletowa EKD w Pruszkowie przechodzi w ręce miasta]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10219,zabytkowa-kasa-biletowa-ekd-w-pruszkowie-przechodzi-w-rece-miasta</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10219,zabytkowa-kasa-biletowa-ekd-w-pruszkowie-przechodzi-w-rece-miasta</guid>
            <pubDate>Thu, 05 Feb 2026 17:00:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-zabytkowa-kasa-biletowa-ekd-w-pruszkowie-przechodzi-w-rece-miasta-1770307522.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>To niewielki budynek, ale z wielką historią i jeszcze większym potencjałem. Zabytkowa kasa biletowa Elektrycznych Kolei Dojazdowych w Pruszkowie oficjalnie trafiła w ręce miasta.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Historyczna kasa biletowa EKD w Pruszkowie została przekazana miastu. Zabytkowy obiekt zyska funkcję kulturalno-oświatową.</p><h2>Zabytkowa kasa biletowa EKD przekazana miastu Pruszków</h2><p>Gmina Miasto Pruszków podpisała akt notarialny z Urzędem Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego, na mocy którego samorząd województwa przekazał miastu historyczny budynek dawnej kasy biletowej Elektrycznych Kolei Dojazdowych. Dokumenty przenoszące własność podpisano w siedzibie urzędu marszałkowskiego w Warszawie.</p><p><a href="https://www.przegladregionalny.pl/galeria/276,zabytkowa-kasa-biletowa-ekd-w-pruszkowie-galeria-zdjec"><span style="background-color:#c0392b;color:#ecf0f1;font-size:1.8rem;"><strong>Zabytkowa kasa biletowa EKD w Pruszkowie [GALERIA ZDJĘĆ]</strong></span></a></p><p>W imieniu miasta akt notarialny podpisał prezydent Pruszkowa Piotr Adam Bąk. Samorząd województwa reprezentowały członkinie Zarządu Województwa Mazowieckiego – Janina Ewa Orzełowska oraz Anna Brzezińska.</p><p>Zgodnie z zawartą umową, zabytkowy obiekt może zostać przeznaczony wyłącznie na cele kulturalno-oświatowe. Prezydent Pruszkowa zadeklarował, że budynek zostanie zagospodarowany przez Książnicę Pruszkowską.</p><h2>Współpraca samorządów i ochrona dziedzictwa</h2><p>Przekazanie nieruchomości jest efektem wielomiesięcznych starań miasta, prowadzonych od 2024 roku. Jak podkreślają przedstawiciele województwa, to przykład skutecznej współpracy na rzecz mieszkańców i lokalnego dziedzictwa.</p><blockquote><p>– „Cieszę się, że po latach starań Miasta Pruszków to wyjątkowe miejsce trafi w ręce samorządu lokalnego i będzie mogło służyć celom kulturalno-oświatowym, zachowując swoją tożsamość i historię. To dobry przykład współpracy samorządu województwa z samorządem lokalnym – z myślą o mieszkańcach i ochronie naszego wspólnego dziedzictwa” – podkreśliła Anna Brzezińska, członkini Zarządu Województwa Mazowieckiego.</p></blockquote><p>Z kolei Janina Ewa Orzełowska zwróciła uwagę na wymiar formalny i finansowy całej operacji.</p><blockquote><p>– „Wartość rynkowa budynku dawnej kasy biletowej to prawie 102 tys. zł. Zawarcie umowy darowizny zakończy podejmowane przez miasto Pruszków od 2024 roku starania dotyczące nabycia tej nieruchomości” – stwierdziła.</p></blockquote><h2>Budynek z historią sięgającą lat 20. XX wieku</h2><p>Dawna kasa biletowa znajduje się w Pruszkowie przy ul. Partyzantów. Powstała około 1928 roku jako element zabudowy przystanku Pruszków–Tworki na linii Warszawa – Grodzisk Mazowiecki. Linia ta została uruchomiona rok wcześniej, w 1927 roku, i była jedną z najnowocześniejszych inwestycji kolejowych w Polsce międzywojennej.</p><p><a href="https://www.przegladregionalny.pl/galeria/276,zabytkowa-kasa-biletowa-ekd-w-pruszkowie-galeria-zdjec"><span style="background-color:#c0392b;color:#ecf0f1;font-size:1.8rem;"><strong>Zabytkowa kasa biletowa EKD w Pruszkowie [GALERIA ZDJĘĆ]</strong></span></a></p><p>Elektryczne Koleje Dojazdowe powstały po zakończeniu I wojny światowej, a ich budowa miała przyspieszyć transport z Warszawy do dynamicznie rozwijających się miejscowości podmiejskich, określanych mianem miast-ogrodów. Po II wojnie światowej linia zmieniła nazwę na Warszawską Kolej Dojazdową (WKD).</p><p>Przystanek Pruszków–Tworki zlokalizowano w sąsiedztwie Zakładu Państwowego dla Chorych Psychicznie, dzisiejszego szpitala im. Jana Mazurkiewicza. Dawna kasa biletowa jest jedynym zachowanym budynkiem stacji z okresu międzywojennego. Autor projektu nie jest znany.</p><h2>Wojna, zmiany funkcji i lata zapomnienia</h2><p>Podczas II wojny światowej infrastruktura EKD została poważnie uszkodzona, jednak sam budynek kasy biletowej przetrwał bez większych zniszczeń. W kolejnych latach, po przeniesieniu przystanku bliżej głównego wejścia na teren zakładu, obiekt przestał pełnić swoją pierwotną funkcję.</p><p>Przez dekady adaptowano go do różnych potrzeb. Mieściła się tam m.in. kwiaciarnia, kiosk, a nawet punkt sprzedaży mleka. Z czasem jednak budynek przestał być użytkowany i popadał w coraz większe zaniedbanie.</p><blockquote><p>– „Obiekt jest własnością samorządu Mazowsza od 1999 r. Znajduje się na terenie prowadzonego przez województwo szpitala im. Jana Mazurkiewicza w Pruszkowie. Mamy nadzieję, że po przekazaniu go miastu Pruszków odzyska swój dawny blask i będzie dobrze służył mieszkańcom” – mówi Anna Brzezińska.</p></blockquote><h2>Ochrona konserwatorska i nowe funkcje</h2><p>Obecnie budynek dawnej kasy biletowej EKD objęty jest ochroną Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków ze względu na zachowane wartości historyczne, artystyczne i naukowe. Wpis do rejestru zabytków gwarantuje, że wszelkie prace będą prowadzone z poszanowaniem oryginalnej formy obiektu.</p><p>Miasto ma 18 miesięcy na przeprowadzenie niezbędnych prac zabezpieczających oraz przywrócenie budynku do dawnej świetności. Zgodnie z zapowiedziami, nowa funkcja obiektu będzie ściśle związana z kulturą i edukacją, a jego zagospodarowaniem zajmie się Książnica Pruszkowska.</p><p><a href="https://www.przegladregionalny.pl/galeria/276,zabytkowa-kasa-biletowa-ekd-w-pruszkowie-galeria-zdjec"><span style="background-color:#c0392b;color:#ecf0f1;font-size:1.8rem;"><strong>Zabytkowa kasa biletowa EKD w Pruszkowie [GALERIA ZDJĘĆ]</strong></span></a></p><h5>Czytaj więcej:</h5><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10211,przeglad-regionalny-wydanie-347"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10218,alert-drugiego-stopnia-dla-calego-mazowsza-eksperci-ostrzegaja-przed-trudnymi-warunkami"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10216,tet-viet-2026-w-raszynie-wietnamski-nowy-rok"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10215,tragedia-na-torach-w-zyrardowie-smiertelny-wypadek-sparalizowal-ruch-pociagow"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10214,tragiczny-wypadek-na-a2-pod-warszawa-60-letnia-pasazerka-zmarla-w-szpitalu"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Willa w Brwinowie dla Alicji Mińskiej (część II)]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10168,willa-w-brwinowie-dla-alicji-minskiej-czesc-ii</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10168,willa-w-brwinowie-dla-alicji-minskiej-czesc-ii</guid>
            <pubDate>Sun, 25 Jan 2026 08:14:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-willa-w-brwinowie-dla-alicji-minskiej-czesc-ii-1769325692.png" type="image/png" medium="image" /><description>Alicja Mińska z domu Lewental, jest dla mnie osobą niezwykle interesującą, choćby dlatego, że pozostawiła po sobie kilka ciekawych inicjatyw, które w wolnej Polsce, ale ciągle biednej i porozbiorowej, miały duże znaczenie dla młodych twórców.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To dla niej i jej męża&nbsp; w 1910 r. pobudowano dom w Brwinowie. Alicja wyszła za mąż w roku 1901 za Zygmunta Mińskiego, około 15 lat starszego od niej kawalera, majętnego właściciela ziemskiego. Ślub odbył się w kościele św. Krzyża w Warszawie. Była córką potentata prasowego Franciszka Lewentala i z rodziny, która umiała liczyć pieniądze. Alicja miała duże powodzenie, co znaczyło, że wielu kandydatów starało się o jej rękę. Wybrała na męża, ku radości rodziców, Zygmunta, który posiadał majątek Jeżowice w powiecie grójeckim. Jaką rodziną byli Lewentalowie możemy przeczytać we wspomnieniach pisarza i księgarza Ferdynanda Hoesicka, który opisał swoje starania o młodszą siostrę Alicji Zofię: „Otóż do takiego patrycjuszowskiego gniazda postanowiłem sięgnąć po towarzyszkę życia. Zadanie miałem o tyle łatwe, że sam Lewental bardzo sobie życzył takiego pewnego zięcia, że we mnie widział nie tylko dobry materiał na męża swojej córki, ale i świetną partię pod każdym względem, raz dlatego, że miałem zaszczytne nazwisko w literaturze, tak że doskonale nadawałem się na „Kuriera Warszawskiego”, a po wtóre, że byłem właścicielem księgarni, którą doskonale można by połączyć z jego interesem nakładowym.</p><p>Ojciec przychylny, ale matka dziewcząt wolała szlachciców z majątków wiejskich, tym bardziej, że miała już dwóch zięciów, którzy mieli to nazwisko ze -ski na końcu. To jest właśnie męża Alicji Zygmunta Mińskiego i męża trzeciej córki o nazwisku Mrozowski. O panny Lewental trzeba było walczyć. Hoesick miał spore zmartwienie. Tym większe, że o Zofię starało się dwóch hrabiów: Dąbski&nbsp; i Ostroróg Sadowski. Rodzina Lewentalów była pochodzenia żydowskiego i bardzo chciała wejść do polskiej arystokracji i mieć dzieci i wnuki o polskich nazwiskach.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1106/1416;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/01/25/2-franciszek-lewental.png" width="1106" height="1416"></figure><h2><strong>Willa w Brwinowie</strong></h2><p>Willa w Brwinowie wybudowana dla Alicji Mińskiej fascynuje oryginalnością. Szczególnie interesujące są jej wnętrza opisywane i fotografowane przez konserwatorów zabytków w 1988 r., w czasie gdy analizowano wartości artystyczne budynku. Na zdjęciach znalazły się malowidła ścienne i zdobienia drzwi, ciekawe witraże w drzwiach i balustrady na poręczach klatki schodowej. Jest też coś, co będzie wyjaśniało jak bardzo rodzina była zachwycona tematyką gór i Zakopanego. W ogrodzie willi postawiano ławkę z góralem na jej oparciu, zdumiewająca rzecz. Ta fascynacja górami, malarzami i pisarzami u Alicji Mińskiej przełoży się na obdarowywanie młodych twórców stypendiami i stwarzanie im dogodnych warunków do pracy. Moje zainteresowanie tą pięknoduchą osobą nie przyniosło mi niestety satysfakcjonujących informacji o niej. Mało materiałów w tekstach pisanych jest&nbsp; o rodzinie Mińskich. Zygmunt zmarł w 1921 r. w wieku 55 lat, co się stało z Alicją długo nie mogłam się dowiedzieć. Straciła życie w sierpniu 1944 r. mając 65 lat. Zastanowiła mnie ta data. Dopiero lakoniczna informacja napłynęła z Muzeum Powstania Warszawskiego i wyjaśniła jej śmierć. Alicja Mińska jest na liście ofiar ludności cywilnej poległych w czasie powstania, ale bez komentarza. W jakich okolicznościach zginęła jeszcze nie wiem. W domu w Brwinowie kilka lat po wojnie mieszkał Jerzy Miński jej syn. Niestety dom zasiedlono lokatorami. Zygmunt, Alicja i Jerzy pochowani są na Powązkach.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1165/1369;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/01/25/3-ferdynand-hoesick.png" width="1165" height="1369"></figure><h2><strong>Siedziba Malarska w Zakopanem</strong></h2><p>Warto tu przypomnieć, że w końcu 1925 r. Alicja ufundowała w Zakopanem willę przy ul. Kościelnej. Pełna jej nazwa brzmiała Siedziba Malarska im. Alicji i Zygmunta Mińskich przy Muzeum Tatrzańskim”. Dziennikarz Juliusz Zborowski tak pisze o tym wydarzeniu: „Fundatorka żywo interesuje się dolą malarzy, zwłaszcza początkujących, po odnowieniu i wyposażeniu budynku w niezbędne urządzenia, stworzyła wieczystą fundację, niosącą pomoc słuchaczom uczelni sztuk pięknych w Polsce”. Do willi mogło przyjechać jednocześnie czterech malarzy, którym zapewniano bezpłatny pobyt włącznie z wyżywieniem przez sześć tygodni w czasie których artyści mają prawo odpoczywać i studiować piękno Tatr. Po sześciu tygodniach przybywała nowa grupa lokatorów. Przewidywano też trzymiesięczny pobyt dla malarzy, którzy ukończyli już studia. W ciągu dwóch lat przez ten dom twórczy przewinęło się 40. pensjonariuszy. Ciekawym pomysłem było też to, że każdy z twórców będących gościem w Siedzibie miał obowiązek pozostawić namalowane w czasie zamieszkania dzieło, które będzie albo włączone do galerii, albo sprzedane, a dochód przeznaczony zostanie na utrzymanie Siedziby. Alicja Mińska przekazała też darowiznę Muzeum Tatrzańskiemu na utrzymanie Siedziby. Fundusze te zostały zastrzeżone prawnie. Były przeznaczone tylko na cel Siedziby i nie wolno było korzystać z nich w innym celu. Na początku istnienia Siedziby administrowała nią pani Dalfonsowa i jak pisano o niej robiła to z wielką starannością. Z ramienia kuratorium fundacji pomagał jej kierownik Muzeum Tatrzańskiego. Pisze o tym dlatego, bo spodobała mi się idea i prawne zabezpieczenie tego co zaplanowała Alicja Mińska. Inicjatywa Alicji Mińskiej podsumowana została przez prasę w 1927 r.: „Myśl więc była dobra i rzadka w czasach dzisiejszych, jako potrzeba serca, które potrafi przenikać inne serca ludzkie.” Warto by było wiedzieć, czy nadal przy ul. Kościelnej w Zakopanem stoi Siedziba. Niedawno na aukcji internetowej ukazała się pocztówka, na której można zobaczyć Siedzibę Malarską, co może pomóc w odnalezieniu dziś budynku o ciekawej architekturze w pięknym zakopiańskim stylu.</p><h2><strong>Epilog</strong></h2><p>Lewentalowie zniknęli z kart historii i gdyby nie Ferdynand Hoesick mało bym miała informacji&nbsp; o nich. Dziwi mnie to, bo często zaglądam do gazet wydawanych przez Franciszka Lewentala. przypomnę tu Kurjer Warszawski czy tygodnik Świt. Założycielem pisma Świt i głównym redaktorem był Franciszek Lewental, ten żydowski wydawca i księgarz warszawski jeden z bohaterów mojej opowieści. Istotną informacją jest, że odpowiedzialną za część literacką tygodnika była Maria Konopnicka, autorka nowel i poetka. Jako redaktorka patronowała wydaniu 106 numerów (do marca 1886 roku) pisząc wstępne artykuły. Do współpracowników tworzących gazetę należeli m.in. Eliza Orzeszkowa, Józef Ignacy Kraszewski i Teofil Lenartowicz.</p><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10137,dom-w-brwinowie-dla-alicji-minskiej"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10108,krotka-opowiesc-o-prastarej-wesolej-woli"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10042,usilowanie-porwania-rabina-kara-dla-przemyslowca-i-inne-zbrodnie"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dom w Brwinowie dla Alicji Mińskiej]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10137,dom-w-brwinowie-dla-alicji-minskiej</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10137,dom-w-brwinowie-dla-alicji-minskiej</guid>
            <pubDate>Sun, 18 Jan 2026 07:00:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-dom-w-brwinowie-dla-alicji-minskiej-1768654758.png" type="image/png" medium="image" /><description>Historia ta była dla mnie jednym z największych zaskoczeń w moich poszukiwaniach tematów do opowiedzenia historii rodziny. Na początku obejrzała zdjęcia domu stojącego w Brwinowie...</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Wydawałoby mi się, że to niby zwyczajny dom, wprawdzie wpisany do rejestru zabytków, ale żaden pałac. Słysząc o tym budynku wydawało mi się, że rodzinę stać było na większy rozmach przy jego budowie. Dopiero po dokładnym przyjrzeniu się zabytkowej budowli o ciekawej kolorystyce elewacji i dostrzeżeniu tych pięknych witraży i licznych malowideł w stylu groteski, oraz akcentów góralskich, nie można wyjść z zachwytu nad mistrzostwem projektowania i wykonania. Chodzi mi o dom przedstawiany jako dom Alicji Mińskiej przy ul. Żwirowa 6 w Brwinowie. Historia z nim związana, a szczególnie historia życia Alicji Mińskiej rozrastała mi się w miarę poszukiwań informacji o niej i postanowiłam na początek wybrać te informacje, które trafią w czas karnawału, bo mamy styczeń i warto poczytać o dawnych rautach, zabawach i ślubach.</p><h2><strong>Kim była Alicja Mińska?</strong></h2><p>23 kwietnia w Kurjerze Warszawskim została zamieszczona krótka notatka o treści: „W dowód wielkiego uznania dla działalności pisarskiej Ferdynanda Hoesicka krzewiącego pół wieku piękno i kulturę języka polskiego Alicja Mińska przekazuje 25 zł.” Alicja Mińska z domu Lewental spadkobierczyni fortuny po ojcu Franciszku Lewentalu wydawcy i księgarzu warszawskim, właścicielka chyba najbardziej poczytnej gazety istniejącej od dziesiątków lat czyli Kurjera Warszawskiego, będzie przekazywać często owe datki na cele typu Kasa Literacka, stworzy w ukochanym Zakopanym dom nazwany „Siedzibą Malarską”(1925 r.), czyli siedzibą przy Muzeum Tatrzańskim. Literat Ferdynand Hoesick ożeniony z jej siostrą Zofią będzie jednym z jej najbliższych osób w rodzinie.</p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:991/1609;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/01/17/3-narzeczona-zofia-lewentalowna.png" width="991" height="1609"><figcaption>Zofia Lewental - zdjęcie z książki Ferdynanda Hoesicka</figcaption></figure><h2><strong>Pierwsze spotkanie literata Ferdynanda Hoesicka z pannami Lewental</strong></h2><p>Franciszek Lewental mając cztery córki miał powód aby się martwić ich przyszłością, bo dobrze wydać za mąż wszystkie, to dopiero radość dla rodziców. Alicja Józefa urodzona 1880 r. odnajdzie szczęście u boku Zygmunta Mińskiego, Zofię pojmie za żonę Ferdynand Hoesick, Martę Feliks Mrozowski, Helenę Feliks Gubrynowicz.</p><p>Ferdynand Hoesick tak opisze swoje pierwsze spotkania z Zofią i Alicją: „Rabski, który przez pewien czas myślał o ożenieniu się z najstarszą Lewentalówną Alicją, po jej zerwaniu z Załęckim nie omieszkał mi tłumaczyć, że dla mnie byłoby to pod każdym względem znakomity mariaż, bo panna i ładna, i bogata, i dobrze wychowana, i bez pretensji, i inteligentna, i miła, i z pewnością jako charakter poczciwa i zacna. A przy tym jako córka Lewentala, wydawcy Kurjera Warszawskiego, przedstawia wyjątkowe dane jako materiał dla literata. Wróciwszy do domu nie mogłem usnąć bardzo długo. Tak byłem pod wrażeniem tego wieczoru.” I jak to bywa w przysłowiu, że człowiek planuje a los decyduje, a więc 15 listopada 1901 roku na raucie u Krausharów nasz literat poznał pannę Zosię, siostrę Alicji, która pierwszy raz wstępowała w świat. Napisze o niej: „ Ślicznie ubrana, w jasnej, popielatej sukni, od pierwszej chwili spodobała mi się nadzwyczaj jako nader wdzięczna i urodziwa panna, prawdziwy pączek, a gdym z kolei przysiadł się do niej , ażby ją poemablować trochę, i gdym się z nią wdał w dłuższą rozmowę, gawędziło się nam tak mile, że zaraz ją przy tej sposobności poprosiłem do kolacji.” Skoczyło się na tym, że spędzili ze sobą cały wieczór, ale gdy literat oświadczył się pannie, ona się zawahała. Co go bardzo zmartwiło. Pomyślał, że Zofia chce poczekać, że dopiero „wchodzi w świat” i szybki ślub nie za bardzo jej odpowiada. I tu zadecydowali rodzice. Ferdynand jako zięć bardzo im odpowiadał. Nastąpiło kolejne spotkanie młodych, trzeba było na pannę czekać, bo szybko nie wyszła ze swojego pokoju. Poszła po nią matka, najwidoczniej trochę z nią rozmawiała i namawiała na ślub i gdy Zosia w końcu stanęła przed Ferdynandem, a ten ponowił oświadczyny, zgodziła się na ślub od razu. Pobrali się 12 kwietnia 1902 r.</p><p>Natomiast Alicja wyszła za Zygmunta Mińskiego, według genealogii Minakowskich starszego od niej o 15 lat, została wdową w 1921 roku, dożyła do 1944 r. Ojciec dziewcząt sławny wydawca i księgarz zmarł zaraz po ślubie Zofii jesienią 1902 r. w Wiesbaden, będąc tam na leczeniu po operacji serca.</p><h2><strong>Kilka słów o Franciszku Salezym Lewentalu</strong></h2><p>W czasopiśmie Biesiada Literacka z dnia 3 października 1902 roku zamieszczono wzruszający szkic postaci Franciszka i piękne wspomnienie o nim. Pracował przez 40 lat ze szczególnym pożytkiem dla piśmiennictwa polskiego, umiał dla swych wydawnictw dobierać współpracowników i cenił ich, oraz należycie wynagradzał. W swoich wydawnictwach błyskawicznie wdrażał najnowsze technologie, zdobycze nowoczesnego drukarstwa. Wspomniany jest w artykule jeden z wielu jego czynów: w procesie Kraszewskiego złożył za pisarza kaucję i wydostał mistrza z pruskiego więzienia. Był przyjacielem tych, co solidnie pracują, tego wymagał od innych. Wydaje się, że jego najmilszym dzieckiem wydawniczym były „Kłosy”. Bardzo lubię to czasopismo, bo dla historyka jest solidnie merytorycznym źródłem wiedzy o epoce, w której żył ich wydawca. Właściciel Kurjera Warszawskiego, wydawca Orzeszkowej, Fredry i Bałuckiego, a także wspaniałych „Dzieł literatury powszechnej” i np. albumu z obrazami Matejki.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:305/424;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/01/17/2-lewental-wydawca.jpg" width="305" height="424"><figcaption>Franciszek Salezy Lewental. Fot: Biesiada Literacka z 1902 r</figcaption></figure><p>Czytając życiorys tego pogodnego i bardzo kreatywnego człowieka trudno się oprzeć wrażeniu, że wybór i życie jego córki Alicji i jej oddanie dla ojczyzny jest po nim dziedziczone. Stworzył rodzinę, do której każdy lgnął. Franciszek zmarł w wieku 63 lat, co było mimo jego kłopotów z sercem dla współpracowników zaskoczeniem, bo jawił się im jako człowiek krzepki i energiczny. Jest pochowany na cmentarzu na Powązkach i ciekawy pomnik z aniołem i krzyżem trzymającym wartę nad mogiłą, jest jednym z najciekawszych pomników w tej metropolii.</p><p>Ciąg dalszy w drugiej części - wtedy napiszę więcej o domu w Brwinowie i o fundacji Zygmunta i Alicji Mińskich</p><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10108,krotka-opowiesc-o-prastarej-wesolej-woli"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10080,braneccy-z-mszczonowa"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10042,usilowanie-porwania-rabina-kara-dla-przemyslowca-i-inne-zbrodnie"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Odeszły bohaterki Powstania Warszawskiego. Pruszków żegna Annę Kurek i Janinę Burzę]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10112,odeszly-bohaterki-powstania-warszawskiego-pruszkow-zegna-anne-kurek-i-janine-burze</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10112,odeszly-bohaterki-powstania-warszawskiego-pruszkow-zegna-anne-kurek-i-janine-burze</guid>
            <pubDate>Mon, 12 Jan 2026 15:00:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-odeszly-bohaterki-powstania-warszawskiego-pruszkow-zegna-anne-kurek-i-janine-burze-1768149385.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Dwie kobiety, dwa niezwykłe życiorysy i jedna wspólna historia odwagi zapisanej w dramatycznych realiach wojny. Pruszków pożegnał uczestniczki Powstania Warszawskiego, których losy są świadectwem siły, poświęcenia i niezłomnej miłości do Ojczyzny.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Pruszków pożegnał dwie uczestniczki Powstania Warszawskiego. Historie Anny Kurek „Anki” i Janiny Burzy „Janki” poruszają do dziś.</p><h2>Ostatnie pożegnanie bohaterek Powstania Warszawskiego</h2><p>Na przełomie roku Pruszków pogrążył się w zadumie. Na Wieczną Wartę odeszły dwie uczestniczki Powstania Warszawskiego – Anna Kurek ps. „Anka” oraz Janina Burza ps. „Janka”. Obie kobiety zapisały się w historii nie poprzez wielkie słowa, lecz poprzez codzienną, cichą służbę drugiemu człowiekowi w czasie największej próby.</p><p>Jak podkreślano podczas uroczystości pożegnalnych, ich życie było „naznaczone odwagą, oddaniem i służbą drugiemu człowiekowi”. To właśnie te wartości przyświecały im, gdy jako nastolatki zdecydowały się zaangażować w walkę o wolność stolicy.</p><h2>Anna Kurek „Anka” – sanitariuszka ze Starego Miasta</h2><p>Na Wieczną Wartę 2 stycznia odeszła Anna Kurek ps. „Anka”, z domu Runowska – sanitariuszka i pielęgniarka szpitala polowego na Starym Mieście, była więźniarka obozu Dulag 121 oraz wieloletnia mieszkanka Pruszkowa. W czasie okupacji mieszkała wraz z rodzicami i licznym rodzeństwem na warszawskiej Woli, przy ul. Płockiej.</p><p>W trakcie Powstania Warszawskiego przedostała się na Stare Miasto, gdzie jako ochotniczka pomagała w Centralnym Szpitalu Chirurgicznym nr 1 przy ul. Długiej. Jako zaledwie 15-letnia dziewczyna opatrywała rannych, pełniąc funkcję sanitariuszki i łączniczki. Po upadku Starówki została wraz z ludnością cywilną wywieziona do obozu przejściowego Dulag 121 w Pruszkowie, skąd następnie trafiła do jednej z wsi w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego.</p><p>Zapytana po latach o to, skąd czerpała siłę, podkreślała, że jej główną motywacją była miłość – do Ojczyzny oraz do narzeczonego. Jak wspominała, obiecał on, że jeśli przeżyją wojnę, wezmą ślub. Ta nadzieja pozwoliła jej przetrwać nieludzkie chwile.</p><p>Po wojnie obietnica została spełniona. Anna Kurek poślubiła swojego męża w 1945 roku, a ich wspólne życie stało się dowodem na to, że nawet po najciemniejszych doświadczeniach możliwy jest powrót do normalności i pokoju.</p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:1600/1066;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/01/11/613127586-1817856365813628-3772352462938818289-n.jpg" width="1600" height="1066"><figcaption>Fot. pruszkow.pl</figcaption></figure><h2>Janina Burza „Janka” – siedemnastoletnia peżetka z Czerniakowa</h2><p>Na Wieczną Wartę, 31 grudnia, odeszła również Janina Burza ps. „Janka”. Miała 98 lat. W czasie Powstania Warszawskiego, jako siedemnastoletnia dziewczyna, pełniła funkcję peżetki w zgrupowaniu „Kryska” na Górnym Czerniakowie.</p><p>Do jej obowiązków należała pomoc w kuchni, wyprawy po żywność do magazynów „Społem” na zapleczu ul. Wilanowskiej oraz roznoszenie posiłków. Choć jej zadania mogły wydawać się mniej spektakularne, były niezbędne dla funkcjonowania oddziału i przetrwania powstańców.</p><p>Jednym z najbardziej dramatycznych momentów w jej życiu była ucieczka z obozu Dulag 121 – akt odwagi i determinacji, którego skali dziś trudno sobie nawet wyobrazić. Jak podkreślano podczas pożegnania, jej życie było „świadectwem miłości do Ojczyzny, odwagi i poświęcenia w czasie największej próby”.</p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:1600/1094;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/01/11/613481030-1817856602480271-8019569585423811160-n.jpg" width="1600" height="1094"><figcaption>Fot. pruszkow.pl</figcaption></figure><h2>Głos miasta i słowa wdzięczności</h2><p>Podczas uroczystości głos zabrał także Piotr Bąk, prezydent miasta, który podkreślał osobisty wymiar tego pożegnania. Jak napisał w swoim wpisie:&nbsp;</p><blockquote><p><i>„W pracy Prezydenta Miasta Pruszkowa jest czas podejmowania decyzji, ale jest też czas pożegnań. (…) Jako Prezydent Pruszkowa miałem okazję poznać obie Panie – bohaterki. Są one dla mnie wzorem wiary, odwagi i miłości do Ojczyzny”</i>.</p></blockquote><p>Jak przekazało Miasto Pruszków, obie Powstańczynie spoczęły na pruszkowskich nekropoliach. Miasto podkreśla, że wraz z ich odejściem rośnie odpowiedzialność kolejnych pokoleń za pielęgnowanie pamięci o Bohaterkach Powstania Warszawskiego.</p><h5>Czytaj więcej:</h5><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10109,nowa-bursa-i-parking-w-siedzibie-mazowsza"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10108,krotka-opowiesc-o-prastarej-wesolej-woli"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10105,inteligentne-smietniki-online"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10104,62-letnia-babcia-nie-wybiera-sie-na-emeryture"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10107,mlody-mistrz-lucznictwa-z-pruszkowa-jan-lisiecki-celuje-w-igrzyska-olimpijskie"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Krótka opowieść o prastarej Wesołej Woli]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10108,krotka-opowiesc-o-prastarej-wesolej-woli</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10108,krotka-opowiesc-o-prastarej-wesolej-woli</guid>
            <pubDate>Sun, 11 Jan 2026 06:50:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-krotka-opowiesc-o-prastarej-wesolej-woli-1768085796.png" type="image/png" medium="image" /><description>Jadąc od Mszczonowa w stronę trasy szybkiego ruchu, wiodącą na południe Polski, warto wybrać drogę serwisową i zajrzeć do Żabiej Woli.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Narodziny kilku wsi, w tym próżniejszej Żabiej Woli, historycy tych okolic datują na wiek XV. Zachowały się dokumenty, których treść informuje, że miejscowy dziedzic pan Mikołaj Dzierżanowski z parafii Ojrzanów kazał karczować las i zagospodarowywać teren.</p><p>Powstały wówczas wsie: Wesoła Wola i Żelechów. Okolica Wesołej Woli była podmokła, żaby chętnie zamieszkują w takim środowisku, to i zapewne dlatego zmieniono nazwę wsi z Wesołej na Żabią. W średniowieczu wyraz „wola” oznaczał nowo lokowaną miejscowość i jej nowych mieszkańców. Wyraz ten oznaczał też, że mieszkańcy Woli mają przyznane swobody, aby zachęcić ich do trwałego gospodarowania na nowym terenie. Zwalniano mieszkańców od płacenia podatków, pracy na rzecz właściciela terenu, ale też uważano, że jeśli mieszkaniec Woli zrezygnuje z mieszkania na jej terenie, powinien zwrócić właścicielowi wsi&nbsp; to co zyskał.</p><p>Ciekawostką jest to, że odwdzięczono się żabom za to, że chętnie zamieszkiwały teren, były inspiratorkami nazwy i na ich część w urokliwym dworku stojącym w centralnej części Żabiej Woli w kilka stuleci później utworzono Muzeum Żaby, które dziś do Żabiej Woli zaprasza.</p><h2><strong>Budowa dworu i utworzenie parku</strong></h2><p>Dworek żabiowolski postawiono dla rodziny Dzierzbickich na początku wieku XIX, następnie wieś została sprzedana 25 czerwca 1802 r. Tomaszowi Bontini za 104 tys. złotych polskich. W tym czasie powstał park, który przetrwał do lat 30. XX. wieku. Kolejni właściciele Żabiej Woli dosadzali drzewa i ozdobne krzewy, szczycąc się alejami parkowymi i posadzonymi wzdłuż nich drzewami. O parku ciekawie pisze inż. Bielińska, która w roku 1977 spisywała stan tego co jeszcze po parku pozostało: „ Obecnie park jest bardzo okrojony. Jest to bezwładna grupa drzew z resztkami starej alei kasztanowo grabowej (zostały tylko 3 kasztanowce i 132 graby), ze śladami drugiej, równoległej alei. Dwór jest usytuowany na południowym krańcu obecnego parku i jest mocno zdewastowany....W parku znikły dawne aleje, klomby i grupy ozdobnych krzewów”. Zawsze mnie dziwiła ta rabunkowa, niszczycielska działalność człowieka wobec przyrody, ale w wielu miejscowościach mi znanych, często zdarzało się, że niegdyś piękne parki wokół dworów zamieniały się w zakrzaczone dziko rosnącymi krzewami obszary nieużytków, a do dworów wkraczał kwaterunek. I tylko najstarsi mieszkańcy miejscowości pamiętają, to co dziedzic sadził czyli dawne rosaria, klomby, grupy forsycji czy innych sprowadzanych często z dalekich krajów pięknie kwitnących krzewów. W Żabiej Woli zachowały się jawory, jesiony, graby pospolite, klony, olchy itd. Szczególnie ciekawe były wówczas drzewa o kilku pniach z pięknie ukształtowaną koroną.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1619/1088;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/01/10/3-park.png" width="1619" height="1088"><figcaption>Klon srebrzysty w parku fot: katalog parków inż. Bielińska&nbsp;</figcaption></figure><p>Ważnym wydarzeniem dla folwarku żabiowolskiego było w 1921 przecięcie parku przez szosę, co zmniejszyło jego obszar. Tu też warto wspomnieć, że w Żabiej Woli, jakimś cudem po pierwszej wojnie światowej nie było wiele zniszczeń, to niewiele to było bardzo mało, bo wiele okolicznych wsi od Grodziska po Mszczonów zostało zrównane z ziemią w czasie zaciętych walk.</p><h2><strong>Nowi właściciele Żabiej Woli - Kazimierz i Stalla Woyciechowscy</strong></h2><p>Na początku XX w. dwór zostaje przebudowany przez nowego właściciela Żabiej Woli Kazimierza Woyciechowskiego. Nowi właściciele Kazimierz i Stalla mieli cztery córki, które jak mówi opowieść tych co jeszcze pamiętali czasy dawne majątku, lubiły jeździć konno po parkowych alejach. Jedna z dziewcząt miała duże zdolności plastyczne, sam Wojciech Kossak chwalił jej prace. Najmłodsza z córek Maria w czasie wojny zaangażowana była w konspirację, należała do AK, pełniła funkcję łączniczki. Aresztowana przez gestapo została osadzona w więzieniu na Pawiaku i rozstrzelana.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:921/1420;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/01/10/2-kapliczka.png" width="921" height="1420"><figcaption>Kapliczka w parku, niegdyś stała tu karczma fot: zabytki.pl</figcaption></figure><p>O Kazimierzu współcześni mu obserwatorzy twierdzili, że nie był zbyt zdolnym gospodarzem, bo mimo dobrych warunków jakie posiadał, nie wykazywał zbyt wysokich zysków z majątku. Być może, że był lepszym instruktorem i działaczem niż rolnikiem, bo można go było spotkać np. w Kutnie na zjeździe producentów mleka, czyli właścicieli obór mlecznych. Kazimierz Woyciechowski składał wówczas sprawozdanie z podstaw polityki produkcji mleka. Spotkanie było organizowane przez Zrzeszenie Producentów Mleka w Warszawie. To było w roku 1926. Sądzę, że do tradycji Woyciechowskich należało brać udział w zjazdach i wystawach, bo w roku 1914 w czasie wystawy rolniczo przemysłowej w Milanówku Kazimierz pełni funkcję prezesa komitetu wystawy, wygłaszał przemówienie i&nbsp; był w bardzo ciekawym gronie osób, które też zabierały głos, wygłaszały przemówienia. Żeby nie być gołosłowną wymienię tu: hrabiego Platera z Osuchowa i dziekana Bojanka. W wystawie oprócz hodowców bydła brali udział inni wystawcy&nbsp;producenci sprzętu dla rolników np.: browar ze Skierniewic, firma Alfa Lawal z wieloma maszynami do produkcji mleka i firma Alfa Nobel, prezentująca wirówki. Woyciechowscy sprzedali Żabią Wolę w 1930 r. panu Śląskiemu i wyprowadzili się w okolice Uniejowa. Mieli ponoć fantazję kupić sobie drogie auto przy braku gotówki, ale to już temat na inne opowiadanie.</p><p>Zachęcam do zwiedzenia dworku w Żabiej Woli, bo jest to bardzo ciekawe miejsce i bardzo reprezentacyjne dla historii mazowieckich perypetii folwarków i ich właścicieli.</p><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10080,braneccy-z-mszczonowa"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10032,urbanista-socjalista-wizjoner-czyli-opowiesc-o-wlascicielu-willi-toeplitzow-w-otrebusach"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10042,usilowanie-porwania-rabina-kara-dla-przemyslowca-i-inne-zbrodnie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9976,elektryczne-koleje-dojazdowe-i-ich-zwiazek-z-powstaniem-podkowy-lesnej"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10010,ambasador-wietnamu-w-pruszkowie-wraca-historia-sprzed-50-lat"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Braneccy z Mszczonowa]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10080,braneccy-z-mszczonowa</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10080,braneccy-z-mszczonowa</guid>
            <pubDate>Sun, 04 Jan 2026 07:00:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-braneccy-z-mszczonowa-1767508694.png" type="image/png" medium="image" /><description>Dziś Mszczonów reklamuje się jako miasto Maklakiewiczów. Wyremontowano zabytkowy dom dla uczczenia tej ciekawej familii. A że Maklakiewicze to rodzina mająca zdolności muzyczne, to dom przeznaczono na muzeum i sale prób dla muzyków. Zapraszam do Mszczonowa.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Mszczonów, to miasto z ambicjami. Tu warto przyjechać, zwiedzić ciekawe zabytki, które uratowano czasami cudem, bo miasto nawiedzały nie tylko wojny, ale też pożary, w czasach gdy wojny nie trwały.</p><p>Przykładem straszliwego zniszczenia aż 40. budynków w Mszczonowie był pożar w maju 1890 r. Pożar powstał w domu Ciszewskiego i błyskawicznie przeniósł się na okoliczne zabudowania i dalej. Siła i szybkość rozprzestrzeniania się&nbsp; ognia była tak duża, że gdyby nie błyskawiczna akcja gaszenia, którą podjęły ochotnicze straże pożarne z Mszczonowa, Żyrardowa oraz posiłki od pana Jana Górskiego z Woli Pękoszewskiej, który użyczył dwóch sikawek, straty byłyby dużo większe. W kilka lat później prasa donosiła, że do składu rady nadzorczej ochotniczej straży pożarnej weszli dr Ludwik Scheller, dr Józef Stypiński, Jan Brylski, Stanisław Biernacki, Binem Ejsenberg. Rada wybrała na stanowisko przewodniczącego Ludwika Schellera. Naczelnikiem straży zatwierdzono Konstantego Borowskiego, a na jego pomocnika Stanisława Kalinowskiego. W tym środowisku działał właściciel niewielkiej fabryki pieców. Warto przypominać nazwiska zasłużonych obywateli dla miasta, bo być może znajdą się ich praprawnukowie i będą mogli dopisać do swojej genealogii rodzinnej zasłużonych przodków. I tu pozwolę sobie na dojście do sedna opowieści, czyli... pieca. W czasach gdy miasto starało się o bezpieczeństwo swoich mieszkańców, bo jak wiadomo strażacy to nie tylko gaszenie pożarów, rozpoczęła swoją działalność fabryka pieców wybudowana przez Leopolda Braneckiego.</p><h2><strong>Piec kaflowy jako źródło ciepła, ale i ozdoba mieszkania</strong></h2><p>W czasach gdy piec kaflowy stał się po kominkach ważnym źródłem ciepła w domach, wytwórcy zaczęli prześcigać się w jego projektowaniu. Piec kaflowy stał się najważniejszym użytecznym „meblem” w pomieszczeniach. W pałacach fabrykantów i też w domach bogatych mieszczan&nbsp; piece były tak zaskakująco piękne, że na ich widok do dziś zwiedzający zabytkowe wnętrza, wpadają w zachwyt. Pamiętam moje pierwsze wejście do mieszkania w oficynie, stojącej przy obszernej kamienicy w Łodzi. W rogu pokoju stał piec z zielonych, glazurowanych, z wypukłym ornamentem kafli. Był zaskakująco piękny, posiadał potrzebne ozdobne drzwiczki do wnętrza, ale też maleńki schowek do pieczenia jabłek, z równie pięknymi drzwiczkami. Kiedyś oficyna należała do właściciela kamienicy i stać go było na postawienie w swoim mieszkaniu zapewne drogiego pieca. Oficyna i kamienica jest z końca XIX w. i być może cały piec był sprowadzony z Mszczonowa z wytwórni pana Braneckiego albo z Nieborowa z wytwórni Radziwiłłów. W obu miejscowościach powstały zakłady produkujące majolikowe kafle. I zarówno wytwórcy z Nieborowa tak i Mszczonowa czerpali glinę do produkcji kafli ze złoża nieborowskiego. Piec w łódzkiej kamienicy działa perfekcyjny dziesiątki lat, to zduńska solidna robota. Co jakiś czas proszono zduna aby sprawdził, czy kafle nie są rozszczelnione. Przytulenie się do ciepłego pieca, gdy na dworze siarczysty mróz, to jest piękne uczucie.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1306/1624;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/01/04/4-wyroby-z-majoliki.png" width="1306" height="1624"><figcaption>Wyroby z majoliki. Fot.: zabytki FB</figcaption></figure><h2><strong>Fabryka kafli Leopolda Braneckiego</strong></h2><p>Opinie o wyrobach z mszczonowskiej fabryki można odszukać w folderach i notatkach prasowych z licznych wystaw przemysłowych organizowanych w Warszawie. I tak np. jedna z nich: „Leopold Branecki właściciel fabryki wyrobów glinianych przedstawił piece z kafli gładkich i kwadrateli, kominek ozdobny, oraz rozmaite przedmioty z gliny palonej.” Wyroby Braneckiego odznaczały się starannością wykonania i niską ceną produktów. Prezentowane piece były zbudowane z kafli glazurowanych w jednym kolorze i za nie fabryka z Mszczonowa dostała brązowy medal. Potem były srebrne i złote medale. Wieści z innej wystawy: „Fabryka pieców z Mszczonowa wystawiła piece majolikowe w stylu starożytnym i piec z kafli zwyczajnych, wyrabianych na sposób berliński.” Takie piece dotychczas były sprowadzane z Berlina. Do ciekawostek produkowanych u Braneckiego należały niewątpliwie ceramiczne liście, które używano do dekoracji klombów kwiatowych. Bardzo modny element dekoracyjny za granicą. Tylko w pawilonie&nbsp; Braneckiego takie cuda można było kupić. Pawilon wystawowy fabryki mszczonowskiej wybudowany był pod samym szpitalem ujazdowskim w Warszawie, był nieco na uboczu i wydawało się, że mało tu dotrze zwiedzających i kontrahentów, a jednak właśnie o nim napisał dziennikarz, w tekście prasowym omawiającym wystawę. Ważne też w relacjach było to, że wyroby są z gliny wysokiej klasy, a ta, jak już pisałam była ze złoża w Nieborowie. Czy fabryka majoliki u Radziwiłłów była konkurencją dla fabryki mszczonowskiej? Chyba nie. Zapotrzebowanie na wyroby obu zakładów było ogromne.&nbsp; W Nieborowie produkowano kafle majolikowe do budowy pieców udających zabytki, czyli na przykład pokazano na wystawie piec w kształcie i z ozdobami z XVII w. Nieborowska manufaktura zatrudniała 100. robotników, w tym czasie w fabryce w Mszczonowie pracowało 30. osób i wyrabiano około 500 pieców rocznie. Fabryka mszczonowska powstała pod koniec lat 80 XIX w.</p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:1571/911;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2026/01/04/2-reklama.png" width="1571" height="911"><figcaption>Wycinek prasowy, reklama Fot.: zbiory autorki</figcaption></figure><h2><strong>Leopold Branecki i jego rodzina</strong></h2><p>Leopold Branecki urodził się 25 października 1853 r. w Mszczonowie, jak napisano w jego akcie urodzenia. Ojcem Leopolda był malarz z Mszczonowa o imieniu Józef, w 1853 r. miał 38. lat, matką była 29 letnia Ludwika ze Świerczyńskich rodziny z Mszczonowa. Leopold ożenił się w 1879 r. z Agatą z domy Brylską i na świat zaczęły przychodzić dzieci. Myślę, że w tym czasie pobudował Leopold pałacyk o ciekawej architekturze, w stylu eklektycznym, który do dziś istnieje. I przez bardzo długi okres czasu był bardzo ciekawym zabytkiem Mszczonowa. Pałacyk nazywano Kaflarnią, może z tego powodu, że do tylnej elewacji budynku dostawiono niewielki magazyn, służący do magazynowania kafli.</p><p>Leopoldowi i Agacie urodziło się siedmioro dzieci. Najstarszym dzieckiem był syn Wacław urodzony w 1880 i tu smutna informacja, bo Leopold zmarł w wieku 38 lat, gdy syn miał 11. lat a najmłodsze dziecko Maria tylko rok. Maria żyła 17. lat. Warto prześledzić losy tej niezwykle interesującej dla historii Mszczonowa rodziny, tym bardziej, że ciekawa jestem jak potoczyły się losy Agaty, żony Leopolda, gdy została sama z maleńkimi dziećmi. W tym samym roku 1891, kilka miesięcy wcześniej niż Leopold, zmarł jego ośmioletni syn, co mogła być przyczyną&nbsp;następnej tragedii rodzinnej, ale to już tylko moje przypuszczenia. Na akcie zgonu w księdze wieczystej widnieje zamaszysty, piękny podpis Leopolda.</p><p>Warto też dodać, że fabryka Braneckiego miała biura w Warszawie przy ul. Złotej pod nr 3. Pałacyk w Mszczonowie przetrwał wojny i pożary, jest wpisany do rejestru zabytków.</p><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10032,urbanista-socjalista-wizjoner-czyli-opowiesc-o-wlascicielu-willi-toeplitzow-w-otrebusach"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10042,usilowanie-porwania-rabina-kara-dla-przemyslowca-i-inne-zbrodnie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9945,jaktorow-jakiego-nie-znacie-final-opowiesci"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Usiłowanie porwania rabina, kara dla przemysłowca i inne zbrodnie]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10042,usilowanie-porwania-rabina-kara-dla-przemyslowca-i-inne-zbrodnie</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10042,usilowanie-porwania-rabina-kara-dla-przemyslowca-i-inne-zbrodnie</guid>
            <pubDate>Sun, 28 Dec 2025 06:55:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-usilowanie-porwania-rabina-kara-dla-przemyslowca-i-inne-zbrodnie-1766500753.png" type="image/png" medium="image" /><description>Wyszukałam w historii Nadarzyna ciekawe zdarzenia, o których niewiele w historii, a mogą charakteryzować tą ciekawą i wielokulturową społeczność miasteczka przed 1939 rokiem.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Miejscowość, która powstała przy ruchliwym trakcie komunikacyjnym, który miał wpływ na wiele wydarzeń.</p><h2><strong>Społeczność żydowska w Nadarzynie</strong></h2><p>Ta historia wyróżnia Nadarzyn gdyż bardzo wcześniej, w porównaniu do innych miejsc podwarszawskich, bo z 1507 roku pochodzą pierwsze świadectwa istnienia tu osiedla żydowskiego. Ciekawy też był cmentarz. <span style="color:#202122;">Z wielu miasteczek i wsi Mazowsza przybywali na cmentarz nadarzyński starozakonni w wierze i tu grzebali swoich zmarłych wedle swojej tradycji. Na przykład w Piasecznie oddalonym od Nadarzyna o kilkanaście km. do dziś istnieje ulica Nadarzyńska i jak twierdzą historycy, tą ulicą aż do Nadarzyna szedł żydowski kondukt żałobny. Pan Krzysztof Bielawski pisze tak o tym cmentarzu: „</span><span style="color:black;">Cmentarz dawnej gminy żydowskiej w Nadarzynie jest oddalony około 1,5 km na północny wschód od centrum miejscowości.&nbsp;Znajduje się w granicach administracyjnych wsi Kajetany, na wzniesieniu przy drodze gruntowej stanowiącej przedłużenie ul. Mokrej, w obrębie działki geodezyjnej nr 34 o powierzchni około 3,9 ha.</span><span style="color:#202122;">&nbsp; </span><span style="color:black;">Data założenia cmentarza nie jest znana. Według przekazów istniał przed 1780 r. i służył jako miejsce pochówku również zmarłych z okolic&nbsp; Warszawy. Pierwsza znana wzmianka w dokumentach archiwalnych pochodzi <i>z&nbsp;</i>„<i>Wykazu Parafii Bóżnicznych w Województwie Mazowieckim&nbsp;</i>z 1829 r.”, w którym w przypadku Nadarzyna zaznaczono: "Cmentarz potrzebuje oparkanienia 250 łokci prócz stojącego już parkanu".</span></p><p><span style="color:black;">Ciekawe wydarzenie, to znaczy na tyle ciekawe, że opisywali to co się stało dziennikarze w kilku dziennikach, miało miejsce w marcu 1884 r. Chodzi o walkę o rabina. Rabin z Nadarzyna był osobą wielce szanowaną. Z wielu miast i miasteczek przybywała do niego społeczność żydowska, wierząc w jego mądrość i niezwykłe umiejętności rozwiązywania ludzkich problemów. Ruch się zrobił w Nadarzynie wielki i na tym korzystali miejscowi kupcy i restauratorzy. Tego łatwego zarobku pozazdrościli kupcy z Tarczyna. Rada w radę i stwierdzono, że rabin raczej nie zgodzi się na przeprowadzkę i postanowili rabina porwać. W tym celu przybyło do Nadarzyna 40 osób z Tarczyna, jechali wynajętymi od chłopów furmankami. Mieszkańcy Nadarzyna byli czujni i rabin był strzeżony. Straże stały przed domem mędrca. Zaczęła się bitwa. Do strażników przyłączyli się&nbsp;współwyznawcy z osady. Obrońcy mędrca postanowili unieruchomić&nbsp;</span><span style="color:#202122;">żydów z Tarczyna i zniszczyli im wozy. Po czym uzbrojeni w kije bili Tarczynian. Walczyli dzielnie i nie pozwolili porwać rabina do Tarczyna.</span></p><h2><span style="color:#202122;"><strong>Chłopi zwołali ludność z okolic</strong></span></h2><p><span style="color:#202122;">Ciąg dalszy awantury byłby dramatyczny, bo z kolei chłopi oburzeni agresją na ich furmanki, zwołali ludność z okolic. Szykowały się zamieszki, czyli eskalacja konfliktu na dużą skalę. Na szczęście szybko zapłacono chłopom za furmanki. Zrekompensowano szkody. Dzieje tych zamieszek opisywał Kurjer Poranny.</span></p><p><span style="color:#202122;">Pozostając jeszcze w temacie żydowskim wspomnę, że w wiele lat później na drodze w Nadarzynie zdarzył się tragiczny wypadek. Został przejechany przez samochód i wskutek obrażeń zmarł czteroletni chłopiec o nazwisku Rosiński. Wypadek zdarzył się w 1926 r. Winowajcą był przemysłowiec łódzki o nazwisku Poznański. Pochodził z rodziny, która odegrała w Łodzi bardzo ważną rolę. Byli twórcami ogromnego imperium przemysłowego, darczyńcami, budowniczymi mieszkań dla robotników, szpitala itd. Wprawdzie w 1926 r. mieli mniejszy wpływ na przemysł łódzki niż sto lat wcześniej, bo w czasie pierwszej wojny światowej stracili spory majątek, ale nadal byli szanowanymi obywatelami miasta.</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1552/1138;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2025/12/23/16-pr-historia-lokalna-nadarzyn-5659-ms-2.png" width="1552" height="1138"><figcaption><span style="color:#202122;">Słynny zajazd w Nadarzynie w 1985 r.</span></figcaption></figure><p><span style="color:#202122;">&nbsp;Pan Poznański sprawca wypadku stanął przed sądem okręgowym w Warszawie i został skazany na areszt w twierdzy na 8 miesięcy i rekompensatę finansową dla ojca dziecka. Odszkodowanie wynosiło 3 tysiące złotych. Zastanawiam się jaka była wartość 3 tys. złotych przed 1939 r..&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;Sędzia zarabiał miesięcznie 1000. złotych, nauczyciel od 500. do 750 zł., wykwalifikowany robotnik mógł liczyć na wynagrodzenie około 300. zł., niewykwalifikowany dużo mniej.</span></p><p><span style="color:#202122;">W kilka lat potem w 1930 r. wojewoda warszawski wydał zarządzenie i poinformował kierowców, że&nbsp; z uwagi na niebezpieczny teren, czyli ostre zakręty, wąskie drogi i nierówności terenu w powiecie grodziskim ogranicza się szybkości ruchu pojazdów mechanicznych w miasteczkach: Grodzisku, Błoniu, Mszczonowie i Nadarzynie do 25 km\h.</span></p><h2><span style="color:#202122;"><strong>Zbrodnia, która zbulwersowała nie tylko policję</strong></span></h2><p><span style="color:#202122;">30 czerwca 1927 r. do posterunku policji w Nadarzynie stawił się Józef Murawski i zameldował, że we wsi Pieńki powiesiła się w stodole jego żona Marianna. Najwidoczniej na miejsce samobójstwa wysłano mądrego i spostrzegawczego śledczego, bo ten zauważył, że postronek, na którym wisi denatka, zwisa luźno i że na twarzy kobiety są liczne ślady zadrapań. W drodze intensywnego śledztwa ustalano, że małżonek Murawski często dopuszczał się bicia żony. Nie miał dobrej opinii w miejscu, w którym mieszkał. Powołano ekspertów: pana dr. Grzywo-Dąbrowskiego i dr. Hómela, którzy wydali opinię, że Marianna została uduszona i powieszona już po śmierci. Sąd okręgowy, któremu przewodniczył sędzia Duda skazał Murawskiego na bezterminowe ciężkie więzienie.</span></p><p><span style="color:#202122;">Ile razy piszę o policji pracującej przed II wojną, tyle razy przychodzi mi do głowy podziw dla ich umiejętności. Chodzi głównie o policję śledczą analizującą różne zbrodnie. Wziąwszy pod uwagę brak narzędzi takich jakie posiadamy dzisiaj, śledczy wyjątkowo sprawnie umieli przeprowadzać śledztwa i udowadniać winę winnym.</span></p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:1344/1113;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2025/12/23/16-pr-historia-lokalna-nadarzyn-5659-ms-3.png" width="1344" height="1113"><figcaption><span style="color:#202122;">Zarządzenie wojewody warszawskiego z 1930 r.</span></figcaption></figure><h2><span style="color:#202122;"><strong>Czytaj też:</strong></span></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10032,urbanista-socjalista-wizjoner-czyli-opowiesc-o-wlascicielu-willi-toeplitzow-w-otrebusach"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9976,elektryczne-koleje-dojazdowe-i-ich-zwiazek-z-powstaniem-podkowy-lesnej"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9945,jaktorow-jakiego-nie-znacie-final-opowiesci"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9847,epidemia-cholery-w-grodzisku"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Urbanista, socjalista, wizjoner, czyli opowieść o właścicielu willi Toeplitzów w Otrębusach]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10032,urbanista-socjalista-wizjoner-czyli-opowiesc-o-wlascicielu-willi-toeplitzow-w-otrebusach</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10032,urbanista-socjalista-wizjoner-czyli-opowiesc-o-wlascicielu-willi-toeplitzow-w-otrebusach</guid>
            <pubDate>Sun, 21 Dec 2025 06:55:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-urbanista-socjalista-wizjoner-czyli-opowiesc-o-wlascicielu-willi-toeplitzow-w-otrebusach-1766298898.png" type="image/png" medium="image" /><description>Następny mój pomysł na podróż nieodległą, po krótkim pobycie w Nadarzynie, w świat miejsc o ciekawej historii, był inspirowany informacją, że pani sołtys Otrębus proponuje w grudniu wymianę  ozdób choinkowych, które niepotrzebne mogą się jeszcze przydać innej rodzinie. Punktem wymiany była willa Toeplitzówka w Otrębusach.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Zajrzałam do rejestru zabytków i odnalazłam dom Toeplitzów. W latach 70. XX w. był tu Ośrodek Zdrowia i poczta. Dom, mimo że w dobrym stanie technicznym, tylko z nieco zawilgoconymi fundamentami, nie prezentował się na zdjęciach dobrze. W opisie rejestru było też kilka błędnych informacji.</p><p><strong>Rodzina Teodora Toeplitza w Otrębusach</strong></p><p>Tuż po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w 1919 roku Teodor Toeplitz kupił okazały dom w Otrębusach. Podmiejska rezydencja Toeplitzów miała być odskocznią od mieszkania w ruchliwym mieście. Dom był kupiony z myślą o żonie Halinie, wychowanej w majątku ziemiańskim i czworgu dzieciach – Leonie Kazimierzu, Jadwidze, Jerzym Bonawenturze i Ewie. Teodor bardzo zajęty w tworzeniu spółdzielni mieszkaniowych, społecznik ale zawsze bez pieniędzy otrzymuje pomoc od rodziny, czyli pieniądze na kupno i przebudowę domu. Otrębusy były na tyle atrakcyjne, że w planach było poprowadzenie kolei. W 1928 r. kolejka zaczęła dowozić pasażerów do stolicy. W 1919 r. dom był w złym stanie, były tu tylko cztery mieszkania bez kanalizacji, trzeba było pałacyk remontować i założyć ogrzewanie. Remont, a właściwie przebudowa domu trwała długo i do zamieszkania był dopiera gotowy w 1928 r.</p><p>Teodor dojeżdżał do Warszawy do pracy kolejką, ale też samochodem przez Nadarzyn. Mieszkanie warszawskie zostało sprzedane. Ogrodem zajęła się córka Teodora Jadwiga, która prowadziła szklarnie i hodowlę roślin ogrodowych. Absolwentka Szkoły Marymonckiej, czyli dziś SGGW, z wydziałem Ogrodniczym, chętnie pracowała przy hodowli roślin. Przez nią założona była oranżeria. Oranżeria dziś nie istnieje, została zniszczona w czasie działań wojennych.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1616/1104;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2025/12/21/2-otrebusy-w-1975-r.png" width="1616" height="1104"><figcaption>Willa Toeplitzów. Fot. rejestr zabytków</figcaption></figure><p>W 1937 r. Teodor nagle zmarł. Przygotowywał się do rozstrzygnięcia konkursu, poczuł się źle, denerwował się, że choroba pokrzyżuje mu plany. Zmarł w kilka godzin później. Halina została sama z córkami, bo synowie wkrótce weszli w związki małżeńskie i wyprowadzili się z Otrębus. W czasie wojny Halina i córki zmuszone były opuścić dom i wyprowadzić się do domku ogrodnika, bo dom zajęli Niemcy. Chwilę po wojnie dom zajęli Rosjanie. Dekretem PKWN majątek został rodzinie Toeplitzów odebrany. Rodzina miała po wojnie plany, aby na terenie parku pobudować domki dla robotników, zgodnie z marzeniami Teodora, ale niestety dekrety zadecydowały o właścicielu.</p><p>W 2009 roku zaczęły się ruchy sprzedażowe w gminie, padł pomysł aby państwowy majątek sprzedać prywatnemu inwestorowi, wówczas Krzysztof Teodor Toeplitz KTT, wnuk Teodora, syn Leona Kazimierza, znany dziennikarz, autor scenariuszy i krytyk filmowy podjął działania w kierunku odzyskania majątku, nie zdążył bo zmarł w 2010 r. i do odzyskania pałacyku i ogrodu dla spadkobierców nie doszło. Też na szczęście dla społeczności Otrębus nikt domu nie kupił. Obecnie mieści się tu prężnie działająca biblioteka, ciekawe miejsce spotkań mieszkańców.</p><h2><strong>Kim był Teodor Toeplitz</strong></h2><p>Człowiek szalenie ciekawy i w powojennej Polsce niezwykle pracowity działacz społeczny. Urodził się w 1875r. w rodzinie bogatych mieszczan. Przez cale swoje życie zajmował się pracą dla poprawy bytu robotników. Jeszcze przed pierwszą wojną przebywał w Berlinie i współpracował ze Stanisławem Przybyszewskim.&nbsp; Pracę w ramach partii PPS kontynuował w czasie studiów w Antwerpii. Do roku 1910 zamieszkiwał w Charkowie.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1204/908;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2025/12/21/3-nekrologi.png" width="1204" height="908"><figcaption>Nekrologi. Fot. zbiory autorki</figcaption></figure><h2><strong>Marzenia o szklanych domach</strong></h2><p>Teodor wraca do kraju. Dość szybko robi karierę, jest ławnikiem przez kilka lat i przyczynia się do zalesienia okolic Warszawy. Jest jednym z inicjatorów powstania Stowarzyszenia Pomocy Lokatorów „Szklane domy”, a także Polskiego Towarzystwa Reformy Mieszkaniowej. Publikuje broszury na temat niezwykle ważny, nazwany w tych czasach „klęską mieszkaniową”. Przeczytałam kilka publikacji Teodora, które zaskoczyły mnie analizami sytuacji w jakich powstawały mieszkania socjalne i jaki powinien być ich standard. Ważne dla autora są poczynania rządu, zmierzające do wprowadzenie w życie takich ustaw, które ułatwią budownictwo poprzez np. system pożyczek na dogodnych warunkach. Ciekawa jest jego analiza sytuacji mieszkaniowej robotników w krajach europejskich.&nbsp; I tak np. we Francji: „Na mocy prawa z d. 26/11 1921 r. pożyczek towarzystwom i urzędom tanich mieszkań mają udzielać nie jak dotąd kasy oszczędnościowe i depozytowe, które z natury rzeczy musiały sprawy decydować li tylko z finansowego punktu widzenia, lecz stworzona ad hoc Komisja pożyczek dla towarzystw kredytu hipotecznego, której skład zostaje ustalony w ten sposób, że na miejsce 2 przedstawicieli towarzystw kredytu hipotecznego wchodzi 1 przedstawiciel urzędu tanich mieszkań i 1 przedstawiciel tow. tanich mieszkań. Odtąd fundacja, urząd lub stowarzyszenie, chcące budować nieruchomość, w której minimum 2/3 mieszkań będą przeznaczone dla rodzin posiadających co najmniej 4 dzieci w wieku poniżej 16 lat,—otrzymuje zapomogę wynoszącą 1/3 kosztów budowy.” Ważne dla autora jest też to, aby budować takie mieszkania, które posiadają: światło elektryczne,<sup>,</sup> zastosowanie gazu jako opału dla kuchni, urządzenia ułatwiające usunięcie śmieci, umożliwienie korzystania z kąpieli, bądź w każdym mieszkaniu, bądź przez urządzenie kąpielowe, czyli łaźnie publiczną dla określonych grup mieszkaniowych. Woda bieżąca zimna i gorąca w każdym mieszkaniu, możność użytkowania wody gorącej w odpowiednio urządzonych pralniach, wreszcie ogrzewanie centralne, które w wielkim stopniu zmniejsza trud opalania mieszkań, a jednocześnie ułatwia utrzymanie ich w czystości. Jeśli w mieszkaniach nie jest zaplanowane wybudowanie łazienki, należy nieopodal osiedla wybudować kąpielisko i przydzielać bony dla każdego członka rodziny, żeby mogła co jakiś czas skorzystać z kąpieli. Ubikacje powinny być w każdym mieszkaniu.</p><p>Dlaczego dla Teodora Toeplitza były ważne mieszkania socjalne? Bo prywatne domy z mieszkaniami pod wynajem nie gwarantowały zabezpieczenia przed bezdomnością. W każdej chwili, gdy na rynku nieruchomości ceny windowano do góry, prywatni właściciele podnosili stawki czynszu i wiele rodzin lądowało&nbsp; na przysłowiowym bruku, czyli na ulicy.</p><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9976,elektryczne-koleje-dojazdowe-i-ich-zwiazek-z-powstaniem-podkowy-lesnej"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9949,mural-lew-z-nadarzyna-odsloniety-w-liceum-wyjatkowy-hold-mlodziezy-dla-lokalnego-bohatera"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9945,jaktorow-jakiego-nie-znacie-final-opowiesci"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9847,epidemia-cholery-w-grodzisku"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ambasador Wietnamu w Pruszkowie. Wraca historia sprzed 50 lat]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10010,ambasador-wietnamu-w-pruszkowie-wraca-historia-sprzed-50-lat</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10010,ambasador-wietnamu-w-pruszkowie-wraca-historia-sprzed-50-lat</guid>
            <pubDate>Mon, 15 Dec 2025 21:00:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-ambasador-wietnamu-w-pruszkowie-wraca-historia-sprzed-50-lat-1765829202.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Nieoficjalna wizyta Ambasadora Wietnamu w Pruszkowie stała się symbolicznym powrotem do wydarzeń sprzed ponad pół wieku. To spotkanie połączyło historię szkoły, relacje międzynarodowe i współczesne plany dalszej współpracy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Nieoficjalna wizyta Ambasadora Wietnamu w Pruszkowie nawiązała do przyjaźni sprzed pół wieku i szkolnych tradycji SP nr 9.</p><h2>Ambasador Wietnamu odwiedził Pruszków</h2><p>W zeszłą środę Pruszków gościł J.E. Pana Ha Hoang Hai, Ambasadora Wietnamu w Polsce, oraz Pierwszego Sekretarza Ambasady Wietnamu, Pana Pham Hai Linh. Wizyta miała charakter nieoficjalny, ale jej znaczenie było wyraźnie symboliczne i historyczne.</p><p>Spotkanie było pokłosiem wydarzeń z 1970 roku, kiedy Szkoła Podstawowa nr 9 w Pruszkowie otrzymała imię „Przyjaźni Polsko-Wietnamskiej”. Choć od 35 lat patronką placówki jest Maria Skłodowska-Curie, pamięć o tamtym okresie wciąż jest żywa wśród mieszkańców miasta i społeczności szkolnej.</p><h2>Jubileusz szkoły i odkrycie dawnej relacji</h2><p>Historia polsko-wietnamskiej przyjaźni została przypomniana podczas obchodów 125-lecia Szkoły Podstawowej nr 9, które odbyły się w listopadzie br. Ambasador nie mógł wówczas uczestniczyć w uroczystościach, dlatego zdecydował się odwiedzić Pruszków w późniejszym terminie.</p><blockquote><p>— „Byliśmy bardzo zaskoczeni zaproszeniem na jubileusz szkoły. Szukałem na stronie internetowej informacji, skąd wynika ta relacja, i wtedy odkryłem, że to przyjaźń sięgająca wielu dekad wstecz” — mówił podczas spotkania w Urzędzie Miasta Pan Ha Hoang Hai. — „Cieszę się, że mogę tu być i symbolicznie otworzyć nowy rozdział tej współpracy”.</p></blockquote><p>Ambasador przypomniał również, że w tym roku obchodzone jest 75-lecie nawiązania stosunków dyplomatycznych między Polską a Wietnamem. Polska była jednym z pierwszych krajów, które uznały niepodległość Wietnamu, co do dziś pozostaje ważnym elementem wspólnej historii.</p><blockquote><p>— „Sama Maria Skłodowska-Curie, patronka szkoły w Pruszkowie, jest w Wietnamie bardzo znana. Wiele szkół nosi jej imię. Pamiętam wizytę Prezydenta Andrzeja Dudy z Małżonką w jednej z takich szkół” — wspominał Ambasador.</p></blockquote><h2>Szkoły połączone ponad granicami</h2><p>Pruszkowska Szkoła Podstawowa nr 9 ma swój odpowiednik w Wietnamie, objęty patronatem Ambasady RP. Uczniowie tej szkoły odwiedzają Polskę, poznają polską kulturę i tańczą poloneza, choć — jak dotąd — nie mieli okazji przyjechać do samego Pruszkowa.</p><blockquote><p>— „Jako Ambasador staram się budować relacje nie tylko na poziomie państwowym, ale również samorządowym, zwłaszcza że w Polsce mieszka bardzo duża społeczność wietnamska. Tysiące osób z naszego kraju studiowało w Polsce” — dodał Pan Ha Hoang Hai.</p></blockquote><h2>Wizyta w SP nr 9 i żywa pamięć historii</h2><p>Prezydent Miasta Pruszkowa Piotr Bąk, wraz z Dorotą Kossakowską — Zastępcą Prezydenta oraz Moniką Olczyk-Twardowską — Sekretarz Miasta, zaprosili delegację do Szkoły Podstawowej nr 9. Goście obejrzeli szkolne pamiątki sprzed pół wieku, w tym historyczny sztandar.</p><p>Dyrektor szkoły Konrad Stańczyk przygotował dla delegacji krótki występ artystyczny. Uczennice zaprezentowały tradycyjny wietnamski utwór, który wcześniej wykonano podczas jubileuszu placówki.</p><blockquote><p>— „To ogromny kawałek historii naszej szkoły i musimy o tym pamiętać. Od 35 lat szkoła ma nowe imię, ale wciąż żyją mieszkańcy Pruszkowa, którzy pamiętają tamte wydarzenia. Ta pamięć jest nadal żywa” — podkreślił dyrektor.</p></blockquote><p>W spotkaniu uczestniczył również Andrzej Lebiedziński, wieloletni nauczyciel wychowania fizycznego i były dyrektor szkoły, który przed laty gościł poprzedniego Ambasadora Wietnamu w murach SP nr 9.</p><p>Na zakończenie wizyty Prezydent Piotr Bąk podziękował gościom za przyjazd i zaprosił ich na uroczystości 110-lecia nadania praw miejskich Pruszkowowi oraz na przyszłoroczne Dni Pruszkowa. Wydarzenia te mogą stać się okazją do zaprezentowania kultury Wietnamu mieszkańcom miasta.</p><blockquote><p>— „Współpraca sprzed pół wieku to nie tylko część historii szkoły, lecz także historii całego Pruszkowa. Musimy ją pielęgnować i rozwijać” — podsumował Prezydent. — „To spotkanie z pewnością będzie miało swój dalszy ciąg”.</p></blockquote><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:2048/1365;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2025/12/15/pr-ambasador-wietnamu-w-pruszkowie-3700-tj2.jpg" width="2048" height="1365"><figcaption>pruszkow.pl</figcaption></figure><h5>Czytaj więcej:</h5><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10009,zwycieski-powrot-z-leszna"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10000,w-milanowku-bedzie-lodowisko"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10006,tysiace-nielegalnych-papierosow-w-rekach-policji-64-latek-zatrzymany-w-pruszkowie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10005,pruszkow-rozdal-setki-choinek-swiateczna-akcja-lap-choinke"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/10001,nowy-rentgen-w-centrum-medycznym-nadarzyn-gmina-inwestuje-w-zdrowie-mieszkancow"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Elektryczne Koleje Dojazdowe i ich związek z powstaniem Podkowy Leśnej]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9976,elektryczne-koleje-dojazdowe-i-ich-zwiazek-z-powstaniem-podkowy-lesnej</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9976,elektryczne-koleje-dojazdowe-i-ich-zwiazek-z-powstaniem-podkowy-lesnej</guid>
            <pubDate>Sun, 07 Dec 2025 07:00:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-elektryczne-koleje-dojazdowe-i-ich-zwiazek-z-powstaniem-podkowy-lesnej-1765089228.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Historia Podkowy Leśnej jest krótka, ale jakże bogata w wydarzenia i spotkania z ciekawymi ludźmi.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Krótka opowieść o mieście, które jest w skali Polski ewenementem zarówno ze względu na jego układ urbanistyczny, ale też ze względu na genezę jego powstania. Jest przykładem, przede wszystkim, niezwykle ciekawej koncepcji urbanistycznej. Różnorodna architektura pięknych willi zaciekawia, a te umieszczone na pocztówkach w licznych dawnych i nowych fotografiach fascynują i inspirują do analizy historii ich właścicieli. W Podkowie Leśnej zachował się do dziś czytelny układ urbanistyczny, który wart jest omówienia.</p><p>Pierwsze pytanie: kiedy powstała Podkowa Leśna? Powstała 9 kwietnia 1925 r, gdyż tego dnia w gmachu warszawskiej hipoteki, członkowie Zarządu nowej spółki „Miasto Ogród Podkowa Leśna Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością” <strong>Janusz Regulski</strong> i <strong>Tadeusz Baniewicz,</strong> związani z konsorcjum „Siła i Światło”, oraz <strong>Stanisław Wilhelm Lilpop</strong>, jako właściciel majątku, podpisali akt rozprzedaży gruntów Podkowy. Zaczęła się urzeczywistniać w Podkowie Leśnej idea&nbsp;miasta-ogrodu, zaproponowana na początku XX wieku przez Ebenezera Howarda. W Wielkiej Brytanii była już bowiem bardzo popularna.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1087/540;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/image(60).png" width="1087" height="540"></figure><p>&nbsp;</p><h2><strong>Towarzystwo Przyjaciół Miasta-Ogrodu „Podkowa Leśna”</strong></h2><figure class="image image-style-align-right image_resized" style="width:25%;"><img style="aspect-ratio:1686/2250;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/pr-wydania/13-4_%20Afisz%20z%20roku%201933.jpg" width="1686" height="2250"><figcaption>Afisz informujący o zabawie ludowej z 1933 r.&nbsp; fot: Polona</figcaption></figure><p>&nbsp;</p><p>17 października 1933 roku został podpisany Statut Towarzystwa Przyjaciół Miasta-Ogrodu „Podkowa Leśna” Powiatu Błońskiego. Z tego dokumentu możemy dowiedzieć się o celach i obowiązkach jego założycieli. Tu poznamy też nazwiska członków Towarzystwa Przyjaciół Podkowy Leśnej i okolicznych miejscowości, którzy podpisali ten statut. Oto oni: inż. Mieczysław Szydłowski, dr Adolf Szydler, inż. Henryk Karpiński, Stanisław Budkiewicz, Irena Kaczorowa, dr Henryk Kałuszyński, inż. Kazimierz Gayczak, Michał Walkowski, Władysław Muśnicki, Antoni Mroczkowski, inż. Jerzy Nowiński, inż. Wiktor Przelaskowski, Bolesław Jankowski, Ewelina Krzyżewska, dr Maria Michałowska. Podstawowym celem Stowarzyszenia było uporządkowanie hipoteki i założenie wzorowego osiedla. Powodzenie jakie już w latach 30 osiągnęła Podkowa Leśna wśród warszawskiej publiczności, szukającej miejsc wypoczynku poza ruchem wielkiego miasta, przerosło oczekiwania twórców Miasta Ogrodu. Dobra komunikacja sprzyjała rozwojowi, a budowie kolejki&nbsp;EKD towarzyszyło powstawanie miasta ogrodu na rozparcelowanych terenach majątku Stanisława Lilpopa. Za ojców założycieli miasta uważa się dziś Tadeusza Baniewicza, dyrektora EKD i Janusza Regulskiego.</p><p>&nbsp;</p><h2><strong>Pocztówka ze stacją Podkowa Leśna</strong></h2><p>Na zdjęciu dworzec kolejki EKD "Podkowa Leśna Główna", którego projekt przypisuje się Tadeuszowi Baniewiczowi. Pocztówka, która została wysłana 14 sierpnia 1942 r. z Milanówka (na stemplu Grodzisk), jest ciekawym symbolem czasów okupacji. Lubię czytać rewersy dawnych pocztówek, bo często można właśnie z nich dowiedzieć się czegoś, czego nie będzie w podręcznikach z opracowaniami historycznymi. Fascynują mnie też emocje korespondencji, niby lakonicznej, a jednak dużo zdradzającej. Jest tu troska o bliskich, pytania o to czy zachodzą w ich rodzinach zmiany, szczególnie ważne, niepokojące, w czasach wojny. Znajdziemy tu też np. wiadomość o zmianach w otoczeniu miejscowości, która interesuje zarówno adresata jak i odbiorcę. Zakamuflowane informacje między wierszami tekstu. Pocztówka przedstawia stację Podkowa Leśna Główna w całej okazałości z jej ciekawą architekturą. Oto treść pocztówki umieszczonej na rewersie:&nbsp;</p><p><i>”Kochani! Dziękujemy za kartkę od mamy, którą odebraliśmy po długim oczekiwaniu. Zawsze jesteśmy ciekawi, czy wszyscy tam zdrowi i czy zmian nie ma żadnych. U nas bez zmian. Nareszcie teraz dopiero rozpoczęło się lato, tym bardziej mam czasu mało. Wciąż się nosze z myślą wysłania listu obiecanego, co jednak będę musiał uczynić. Karta to tego roku robiona, bo w tym roku postawili tę siatkę na stacji w Podkowie. Co niedziela w Milanówku i Podkowie Leśnej pełno wycieczkowiczów z Warszawy, że aż się roi. Tymczasem najserdeczniej pozdrawiam – Teor i Irka (pierwsze imię niezbyt czytelne).”&nbsp;</i></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/1964;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/pr-wydania/13-1_%20Stacja%20Podkowa%20Le%C5%9Bna.jpg" width="3000" height="1964"><figcaption>Pocztówka ze stacją Podkowa Leśna Główna fot: Polona</figcaption></figure><p>Nawet to w tym tekście jest ciekawe, że lato 1942 roku było na Mazowszu niezbyt ładne. Mimo wojny ludzie dalej przyjeżdżali do Podkowy Leśnej z Warszawy, aby tu pospacerować i obejrzeć ciekawą zabudowę tej młodej miejscowości.</p><h2><strong>Pocztówka z willą „Dworek Lali”</strong></h2><p>W przypadku tej pocztówki nie ma treści na rewersie. Jest za to interesująca historia umieszczonej na fotografii willi. Analizując historie tego okazałego budynku, powiązania rodzinne jej dawnych budowniczych i mieszkańców, naprawdę można wprowadzić się w stan zdumienia. Bo jak połączyć Krwawego Feliksa (Dzierżyńskiego), bitwę pod Grunwaldem i panią Iwaszkiewicz w jedna historię? O pierwszych mieszkańcach dworku historia milczy. We wspomnieniach pani Marii Iwaszkiewicz jest notatka z odwiedzin w „Dworku Lali”:</p><p>Otóż siostra i ja bywałyśmy u tej Lali. Musiały to być wczesne lata trzydzieste. Lala była śliczną brunetką, uczesaną w loki i – ku naszemu podziwowi – ubraną w aksamitne sukienki z koronkowymi kołnierzykami typu bebe ... Matka Lali była ciężko chora na nerki, znajdowała się pod opieką naszego wuja urologa Wacława Lilpopa. Nigdy jej nie widziałyśmy, chyba wkrótce umarła i wtedy dziadek pana Brochockiego kupił dom. Dziewczynka wspomniana przez panią Iwaszkiewicz była pod opieką guwernantki panny Poli. W połowie lat 30. dom sprzedano. Wówczas kupił go pan Jan Dzierżyński. Pana Jana można odnaleźć na liście inżynierów mechaników Stowarzyszenia Inżynierów Mechaników Polskich, wydanej w Warszawie w 1938 r., tu notatka: „Biuro techniczno-handlowe Jan Dzierżyński w Warszawie ul. Mianowskiego 15 m 17, rok urodzenia 1877. W 1904 roku ukończył Politechnikę w Rydze na wydziale mechanicznym”.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3000/2063;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/pr-wydania/13-2_%20Dworek%20Lali.jpg" width="3000" height="2063"><figcaption>Pocztówka „Dworek Lali” fot: Polona</figcaption></figure><p>W Podkowińskim Magazynie Kulturalnym w świetnym tekście pani Małgorzata Wittels pisze:&nbsp;</p><p><i>„Parter domu, a właściwie jego większą część, przez wiele lat zajmował Jan z żoną Wandą z Majewskich (1887–1947) i rodziną córki Janiny. Wanda była malarką, po studiach w Odessie. Lubiła malować, jej nastrojowe pejzaże ozdabiają teraz mieszkanie wnuka, ale też ze znawstwem wybierała i kupowała dzieła sztuki. Przed samym Powstaniem znaczną część jej podkowiańskiej kolekcji wywieziono do warszawskiego mieszkania, gdzie jak sądzono, łatwiej będzie je przechować. Spłonęły w czasie Powstania. Była osobą o silnym charakterze i niezłomnych zasadach, czego dowód dała nie zgadzając się na wykorzystanie nazwiska i rodzinnych powiązań w celu ratowania syna, wywiezionego i więzionego w Związku Radzieckim. Dopiero po jej śmierci Jan Dzierżyński nawiązał kontakt z ambasadą ZSRR w Warszawie. Dobrze pamiętam wizytę w „Dworku Lali” ówczesnego ambasadora Lebiediewa, wielki czarny samochód i herbatę podaną w stołowym pokoju... Przywiózł wiadomość o odnalezieniu oraz rychłym powrocie Jerzego, sam być może nie wiedząc, że ten w międzyczasie znalazł się na Kołymie. Dopiero stamtąd NKWD odstawiła go do polskiej granicy... „Akurat bawiłem się w ogrodzie, kiedy obdarty wujek Jerzyk otwierał furtkę w „Dworku Lali” jesienią 1947 roku”</i> -&nbsp;napisał we wspomnieniach wnuk Jana.”&nbsp;</p><h2><strong>Ebenezer Howard i jego koncepcja urbanistyczna</strong></h2><p>W wiktoriańskiej Anglii idea miasta ogrodu była stworzona dla złagodzenia napięć społecznych i była oficjalnym programem rządowym. Miały powstawać niewielkie domki jednorodzinne z ogródkami na odpowiednio zaprojektowanym obszarze. Ebenezer Howard w książce z 1898 r. Tomorrow: A Peaceful Path to Real Reform, opisuje koncepcję stworzenia niezależnego ekonomicznie osiedla/miasteczka, zaplanowanego na ok. 30 tys. mieszkańców, posiadającego własne władze municypalne, czyli mające związek z samorządem miejskim i takie instytucje jak: teatr, filharmonia, biblioteka i ewentualnie muzeum. Na obszarze około tysiąca akrów miały powstawać miasta ogrody posiadające pośrodku park, dookoła domy mieszkalne, na zewnątrz tej zabudowy lokowano handel i przemysł. Niestety ta koncepcja nie dała się zastosować w pełni w praktyce, ale dzięki niej urodziła się koncepcja „miasta ogrodu”, osiedla podmiejskiego składającego się z domków jednorodzinnych w otoczeniu ogrodów, a wszystko to ustawione w odpowiednim porządku urbanistycznym. Tak powstała Podkowa Leśna. Było to duże wyzwanie dla urbanisty i jak pisze pani Milada Ślizińska w czasopiśmie „Spotkania z zabytkami” o architekcie Tadeuszu Tołwińskim:&nbsp;</p><p><i>„W 1912 r. wygrał konkurs na miasto ogród Ząbki. W tym samym roku odbyła się też w Krakowie „Wystawa architektury i wnętrz w otoczeniu ogrodowym", na którą przybył również z Anglii Ebenezer Howard. W 1913 r. T. Tołwiński zaprojektował kolejne miasto-ogród – Podkowę Leśną. Jak się zdaje, parcelacja tych dóbr przygotowywana była już od dwóch lat. Świadczy o tym plan osiedla sprzed parcelacji, wykonany w 1911 r. przez geometrę Zarządu Gubernialnego Ludwika Kijskiego, a zatytułowany „Plan zbiorowy dóbr Podkowa Leśna w Guberni Warszawskiej w Powiecie Błońskim położonych”.&nbsp;</i></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1286/868;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/09-2_%20%20Projekt%20domu%20Architektura%20i%20Budownictwo%20biss.jpg" width="1286" height="868"><figcaption><span style="color:#000000;">Druga część projektu domu arch. J. Dąbrowskiego dla Podkowy Leśnej fot: Architektura i Budownictwo 1927 r.&nbsp;</span></figcaption></figure><p>Prawdopodobnie realizację tego zamierzenia przerwała pierwsza wojna. Projekt T. Tołwińskiego należy umieścić wśród najnowocześniejszych wówczas koncepcji urbanistycznych w Europie, obok Letchoworth i Hellerau.</p><h2><strong>Elektryczne Koleje Dojazdowe ich związek z powstaniem Podkowy Leśnej</strong></h2><p>Po wojnie światowej powstaje pomysł wybudowania szybkiej kolejki, która woziłaby mieszkańców podmiejskiej miejscowości do Warszawy – do pracy. Aby zapewnić pasażerów kolejce należy zabudować obszar, przez który będzie przejeżdżać. Kolej buduje Spółka Aukcyjna „Elektryczne Koleje Dojazdowe", w ramach zgrupowania „Siła i Światło”, o którym to konsorcjum pisałam na początku. Budowniczowie znaleźli odpowiedni teren na trasie Warszawa – Grodzisk Mazowiecki – Żyrardów, wyznaczyli punkty stacyjne tej normalnotorowej kolejki, odcinek na trasie Warszawa – Grodzisk został uruchomiony wiosną 1927 r. O ile dla Howarda, sprawa komunikacji nie była istotna, to dla twórców Podkowy Leśnej stała się priorytetowa i jako normę oddalenia „komunikacyjnego” od Warszawy, czyli miejsca pracy, przyjęli 30-45 minut dojazdu. I tak poprzez parcelację majątku Stanisława Lilpopa, który wszedł z 40% udziałami w spółkę „Miasto Ogród Podkowa Leśna”, z czego „Siła i Światło” miała ponad 36% udziałów, a Bank Spółek Zarobkowych 24%.&nbsp;</p><p>Kolejka, której punkt wyjściowy w Warszawie mieścił się w samym centrum (Nowogrodzka, róg Marszałkowskiej), osiągała szybkość 65 km na godzinę, a w niektórych porach dnia kursować miała co 10 minut (według ulotki reklamowej Miasto Ogród Podkowa Leśna z ok. 1927 r.)</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:2596/2160;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/09-5_%20Plan%20Miasta%20Ogrodu%20Podkowa%20Lesna%20pow_%20B%C5%82o%C5%84skiego.jpg" width="2596" height="2160"><figcaption><span style="color:#000000;">Jeden z wtórnych planów geodezyjnych Miasta Ogrodu Podkowa Leśna źródło: Polona&nbsp;</span></figcaption></figure><h2><strong>Urbaniści i Architekci w służbie budowy miasta ogrodu</strong></h2><p>Projekt osiedla powierzono znanemu urbaniście Antoniemu Aleksandrowi Jawornickiemu. Kto był projektantem domów w Podkowie Leśnej? Wiele już o tym napisano, bo temat ciekawy, a że byli to najznakomitsi architekci tamtych czasów, to tym bardziej interesujący. Dominował klasyczny styl dworkowy z początku XIX w. Zaciekawiła mnie koncepcja architektury budynków zaprojektowanych przez architekta J. Dąbrowskiego przedstawiona w miesięczniku „Architektura i budownictwo” z 1927 r., o której autor pisze:&nbsp;</p><p><i>„W powstającemu osiedlu w Podkowie Leśnej przewiduje się wykonanie szeregu domów o większej ilości pokoi. Załączone projekty są typami domów jednorodzinnych o 8-10 pokojach”.&nbsp;</i></p><p>Jednocześnie, o czym trzeba wspomnieć, przy umowie kupna działki ustalano obowiązki nabywcy, między innymi określono charakter i terminy zabudowy oraz zakaz wycinania drzew poza ilością konieczną dla przygotowania placu budowy i ogródka, a i to na mocy uzyskania zezwolenia od zarządu spółki. Ograniczenia dotyczyły również wznoszonych budynków, które mogły być najwyżej jednopiętrowe. Byłam ciekawa po jakie projekty sięgnęli sami udziałowcy. Fascynujący jest projekt domu zwanego willą „Krychów". Dom został wykonany dla Tadeusza Baniewicza w ok. 1930 r. przy ul. Kwiatowej 20, według projektu architekta Lucjusza Jana Szperlinga. Baniewicz był dyrektorem Elektrycznych Kolei Dojazdowych, dom jego zbudowano w latach 1930-31. Nazwa willi pochodzi od imienia córki Baniewicza – Krystyny, która nawiasem mówiąc, wyszła za mąż za światowej sławy archeologa, egiptologa, profesora Kazimierza Michałowskiego, znanego specjalisty od archeologii śródziemnomorskiej. Przez wiele lat mieściła się tu także pracownia Zakładu Archeologii Śródziemnomorskiej PAN.&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:2423/2074;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/09-3_%20Willa%20Krych%C3%B3w%20dla%20T_%20Baniewicza%20z%20ok_%201930%20(2)%20biss.jpg" width="2423" height="2074"><figcaption><span style="color:#000000;">Willa „Krychów” według projektu Lucjana Szperlinga dla Tadeusza Baniewicza fot: z czasopisma „Spotkania z zabytkami”</span></figcaption></figure><p>&nbsp;</p><h2><strong>Czytaj również:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9945,jaktorow-jakiego-nie-znacie-final-opowiesci"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9949,mural-lew-z-nadarzyna-odsloniety-w-liceum-wyjatkowy-hold-mlodziezy-dla-lokalnego-bohatera"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9847,epidemia-cholery-w-grodzisku"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Mural „Lew z Nadarzyna” odsłonięty w liceum. Wyjątkowy hołd młodzieży dla lokalnego bohatera]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9949,mural-lew-z-nadarzyna-odsloniety-w-liceum-wyjatkowy-hold-mlodziezy-dla-lokalnego-bohatera</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9949,mural-lew-z-nadarzyna-odsloniety-w-liceum-wyjatkowy-hold-mlodziezy-dla-lokalnego-bohatera</guid>
            <pubDate>Mon, 01 Dec 2025 08:00:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-mural-lew-z-nadarzyna-odsloniety-w-liceum-wyjatkowy-hold-mlodziezy-dla-lokalnego-bohatera-1764589622.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>W Liceum Ogólnokształcącym im. Jana Pawła II w Nadarzynie odsłonięto niezwykły mural poświęcony Karolowi Łoniewskiemu ps. „Lew”. To efekt pracy młodzieży, nauczycieli i lokalnej społeczności, którzy wspólnie postanowili przywrócić pamięć o bohaterze.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To wydarzenie ma w sobie więcej emocji, niż widać na pierwszy rzut oka — przewiń dalej.</p><h2><strong>Mural „Lew z Nadarzyna” – patriotyczny projekt młodzieży</strong></h2><p>W nadarzyńskim liceum zakończono projekt, który poruszył całą lokalną społeczność. Jak poinformował wójt gminy, Dariusz Zwoliński, młodzież pod kierunkiem profesor Karoliny Bielawskiej oraz dyrektor Magdaleny Drzewuckiej uroczyście zaprezentowała mural poświęcony Karolowi Łoniewskiemu ps. „Lew”. Wyjątkowe dzieło powstało w sali historycznej liceum i zostało współfinansowane przez Fundację Rozwoju Demokracji Lokalnej oraz Ministerstwo Edukacji.</p><blockquote><p>Wójt podkreślił rangę wydarzenia, pisząc: <i>„Nadarzyn Pamięta! Naród, który traci pamięć, traci tożsamość i niepodległość”</i>. Dodał również: <i>„Ogromne podziękowania dla naszej młodzieży i gratulacje za podjęte działania”</i>.</p></blockquote><p>Karol Łoniewski, którego podobizna zdobi teraz szkolną ścianę, był studentem stomatologii, żołnierzem Armii Krajowej i uczestnikiem organizacji WiN. Zginął z rąk UB pod Kielcami, a jego szczątki odnaleziono dopiero w 2016 roku i pochowano w Nadarzynie. Na uroczystości pojawiła się również jego rodzina, w tym siostra – Grażyna Kotońska.</p><h2><strong>„Lew” wraca do Nadarzyna dzięki młodym</strong></h2><p>Liceum podkreśla, że projekt „Mój głos, moja społeczność” był czymś więcej niż szkolnym zadaniem. W oficjalnym komunikacie szkoły czytamy: <i>„Dziś w naszym liceum wydarzyło się coś wyjątkowego!”</i>.</p><p>Autorem muralu jest Paweł Lewczuk, którego nazwisko – jak zauważyli uczniowie – w symboliczny sposób nawiązuje do pseudonimu bohatera: „Lew”. Uczniowie klasy 2B, znani teraz jako „Lwy z Nadarzyna”, włożyli w projekt ogromną pracę. Liderem grupy był Błażej Janiszewski, a obok niego działali Mateusz Kiełbaszewski, Filip Klusek, Sebastian Ogidel, Wojciech Paćko i Maciej Węgłowski.</p><p>Szkoła napisała o nich: <i>„To Oni wykazali się determinacją, olbrzymią pracą i dojrzałością obywatelską, udowadniając, że młodzież potrafi nie tylko działać, ale też zmieniać swoją przestrzeń na lepsze.”</i></p><h2><strong>Symboliczna ławeczka, plany na przyszłość i wzruszenie rodziny</strong></h2><p>Mural nie jest jedynie dziełem sztuki. W komunikacie liceum podkreślono: <i>„Jest miejscem pamięci, przestrzenią refleksji i mostem międzypokoleniowym. Każdy może tu przysiąść na symbolicznej ławeczce obok Karola, zrobić zdjęcie, pomyśleć…”</i>.</p><p>Projekt dopiero się rozwija — młodzież planuje noc filmową z dyskusją, współpracę z IPN w Kielcach, wyjazd do Zgórska, kontynuację muralu oraz spotkania z Fundacją Niezłomni. Wszystko po to, by historia „Lwa” była opowiadana dalej.</p><p>Podczas uroczystości nie zabrakło wzruszeń, szczególnie ze strony rodziny Karola Łoniewskiego. Po części oficjalnej uczniowie zaprosili gości na słodki poczęstunek własnego wypieku — kolejny dowód na to, jak bardzo zaangażowali się w wydarzenie.</p><h2><strong>Czytaj więcej:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9943,warszawa-zachodnia-po-wielkiej-modernizacji-galeria-zdjec"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9946,remont-dawnej-kasy-biletowej-zbliza-sie-wielkimi-krokami"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9944,remont-wkd-w-podkowie-lesnej-trwa-galeria-zdjec"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9940,nocna-kontrola-w-alejach-jerozolimskich-kierowca-stracil-prawo-jazdy-za-ponad-100-km-h"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9936,nowe-pojemniki-na-bioodpady-w-brwinowie-rusza-duza-dostawa-do-mieszkancow"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Jaktorów, jakiego nie znacie! Finał opowieści]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9945,jaktorow-jakiego-nie-znacie-final-opowiesci</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9945,jaktorow-jakiego-nie-znacie-final-opowiesci</guid>
            <pubDate>Sun, 30 Nov 2025 07:00:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-jaktorow-jakiego-nie-znacie-final-opowiesci-1764485235.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Zakończenie podróży do Jaktorowa, czyli o strzałach w pociągu i ich przyczynach, o aferzyście co był nazywany królem bawełny i architekturze kościoła</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W pociągu podmiejskim, w przedziale drugiej klasy siedział wytworny pan i palił cygaro. Był rok 1909 i co nie jest dziwne, nikt nie zwracał uwagi na palącego starszego mężczyznę, więc woń cygara napełniała przedział. Pociąg od strony Żyrardowa zbliżał się do małej stacyjki Jaktorów. W pociągu panowała senna atmosfera, ale gdy w końcu trzeba było wysiadać w Jaktorowie, a sporo tu było chętnych do opuszczenia pociągu, zrobiło się zamieszanie. Do Jaktorowa dojeżdżali pracownicy filii Zakładów Lniarskich z Żyrardowa, czyli do Zakładów Bielnika. Do pasażera palącego cygaro podszedł robotnik, wyjął rewolwer i dwoma celnymi strzałami zastrzelił go. Zabitym okazał się generalny sekretarz Zakładów Żyrardowskich. Miał opinię wielkiego wyzyskiwacz i tyrana. Co więcej? Lubił donosić policji o działaczach robotniczych partii PPS.</p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:1097/1835;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2025/11/30/1-kosciol-w-jaktorowie.png" width="1097" height="1835"><figcaption>Kościół w Jaktorowie fot: z albumu upamiętniającego ks.dr. Kardynała Aleksandra Kakowskiego&nbsp;</figcaption></figure><p>Od czasu tego zabójstwa władze ustanowiły w Jaktorowie posterunek żandarmerii, bo doszło do ich świadomości, że skończyły się czasy uległych robotników. Wyzyskiwacze zaczęli się czuć niepewnie. I oto w 1929 r. dyrektor Żyrardowskich Zakładów pan Kochler zwrócił się do magistratu , aby na ich koszt wycieli drzewa przed jego oknem, bo obawia się, że ktoś może wejść na drzewo i go zastrzelić, a mieszkał na pierwszym piętrze. W tych czasach dyrektorem zakładów był Francuz Marceli Boussac, bardzo bogaty gość, nazywany królem bawełny. Miał ogromne wpływy na całym świecie. Był zwykłym złodziejem i aferzystą, a swój majątek zgromadził na bezceremonialnym okradaniu w czasie wojny francuskiej armii. Liczono, że posiada 100. milionów franków, podczas gdy emeryt całe życie pracujący w kierowanych przez niego zakładach, otrzymuje emeryturę w wysokości 20 zł. miesięcznie.</p><h2><strong>Relacje w zakładzie w 1932 r. budzą zdziwienie</strong></h2><p>Po zakładzie chodzi człowiek nazywany racjonalizatorem, którego praca polega na tym, że przygląda się robotnikom i kombinuje kogo by tu zwolnić, albo kto mógłby wykonywać pracę za dwóch w ciągu tej samej ilości godzin pracy i tego samego wynagrodzenia. Sądził, że ma nieograniczoną władzę. Pewnego dnia podszedł do kobiety pracującej na akord, na boku jej warsztatu tkackiego leżały odpadki, kobieta te odpadki sprzątała co jakiś czas, ale też skupiona była na wykonaniu pracy w systemie akordu. Racjonalizator wskazał na odpadki i rozkazał – podnieś! I tu nastąpiła zdumiewająca reakcja kobiety. Odpowiedziała:&nbsp; sam podnieś, ja teraz nie mam czasu. Sprawa trafiła do dyrekcji. Zażądano od kobiety przeprosin. Nie przeprosiła. I jak pisze świadek wydarzenia: „dyrekcja zlękła się obudzonej godności ludzkiej”. Dość dziwna jest ta relacja dziennikarza o sytuacji między tkaczką a racjonalizatorem, bo sytuacja miała miejsce w 1932 r. a opisano ją w gazecie Robotnik, można by było sądzić, że w tych latach sytuacja robotników zmieniła się na lepsze w porównaniu do roku 1905r. Wówczas pisano, że w wielu fabrykach były mniejsze lub większe zatargi między robotnikami i przełożonymi. Dochodziło nawet do wywożenia na taczkach majstrów traktujących robotników z góry. W Żyrardowie na 50. wysokich stanowisk w dziale technicznym tylko dwa zajmowali Polacy, z których jeden był dyrektorem bielnika w Jaktorowie, a drugi dyrektorem farbiarni. Polscy inżynierowie wykazywali dużo taktu w stosunkach do niższych stopniem pracowników. Gorzej układała się współpraca z inżynierami angielskimi i niemieckimi. I wtedy, w roku 1905 wysnuto wniosek, że brak porozumienia wynika z bariery językowej i najlepiej jak polskim robotnikiem kieruje inżynier Polak. No taki wniosek. Chwalono dobrą organizację pracy w bielniku w Jaktorowie i farbiarni w Żyrardowie.</p><p>Podczas II wojny światowej Zakłady Bielnika w Jaktorowie zaczęły tracić na znaczeniu, ich ostateczny upadek nastąpił w latach 90. XX w.</p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:1164/1745;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2025/11/30/2-wnetrze-kosciola.png" width="1164" height="1745"><figcaption>Wnętrze kościoła w Jaktorowie fot: z albumu up. ks. dr. Kardynała Aleksandra Kakowskiego</figcaption></figure><h2><strong>Budowa kościoła w Jaktorowie</strong></h2><p>Ponieważ doszłam do roku 1932 w historii Jaktorowa zakończę historię jaktorowskiego cmentarza i kościoła. Znawca architektury tak opisuje wygląd kościoła w albumie z 1936 r. poświęconym budowniczemu księdzu dr. kardynałowi Aleksandrowi Kakowskiemu metropolicie warszawskiemu: „Murowany kościół św. Stanisława B.M. i św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Jaktorowie jest modernistyczną trawestacją wzorów gotyckich (absyda) i barokowych (attyka na frontonie). Kościół nie jest sklepiony, posiada tylko strop drewniany.” W czasach gdy sporządzano ten opis ściany zewnętrzne świątyni nie były tynkowane, otynkowano tylko attykę, co czyniło, że kościół przypominał wówczas zabytki w stylu romańskim. Ciekawe we wnętrzu jest to, że bardziej przypomina ono wnętrze sali teatralnej niż świątyni. Zamieszczam zdjęcia z czasów, gdy kościół tak wyglądał i rzeczywiście to co na nich widać, jest fascynujące.&nbsp; Nic w tej fascynacji nie jest dziwne, wszak jak już pisałam architektem kościoła był Stefan Szyller - konserwator zabytków i znakomity architekt, twórca gmachu głównego Politechniki Warszawskiej, gmachu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, bramy oraz dawnej biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, neorenesansowego wystroju architektonicznego mostu Poniatowskiego w Warszawie (wieżyczki, pawilony, balustrady), sali koncertowej w Konwersatorium przy ul. Ordynackiej (nie istnieje), gmachu Kasy Przemysłowców przy ul. Zgoda i wiaduktu Stanisława Markiewicza przy ul. Karowej, czyli najbardziej reprezentacyjnych dla stolicy budowli.</p><h2><strong>Podczas rozbudowy kościoła w latach 2001- 2002 dobudowano wieżę, nawę i przedsionek</strong></h2><p>Na koniec zerknęłam do książki telefonicznej, patrz ilustracja. Książka przedstawia obraz Jaktorowa, oczywiście po części, w latach 1955 – 56. i w spisie abonentów zobaczymy: SGGW w Chylicach, tuczarnie w Jaktorowie, Grodziskie Zakłady Przemysłu Terenowego „Maruna” itd...z abonentów prywatnych 3 osoby. Dziś nie do pomyślenia.</p><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9912,jaktorow-jakiego-nie-znacie-czesc-ii"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9910,spor-o-zabytek-zagraza-budowie-zlobka-i-utrata-4-mln-zl"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9879,jaktorow-jakiego-nie-znacie-czesc-i"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9900,modernistyczna-ikona-pruszkowa-wpisana-do-rejestru-zabytkow-sdh-spolem-zyska-ochrone"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9847,epidemia-cholery-w-grodzisku"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Jaktorów, jakiego nie znacie (część II)]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9912,jaktorow-jakiego-nie-znacie-czesc-ii</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9912,jaktorow-jakiego-nie-znacie-czesc-ii</guid>
            <pubDate>Sun, 23 Nov 2025 06:58:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-jaktorow-jakiego-nie-znacie-czesc-ii-1763878329.png" type="image/png" medium="image" /><description>Zastanawiając się nad odpowiedzią na pytanie: dlaczego jeszcze przed pierwsza wojną światową nie pobudowano w Jaktorowie kościoła rzymskokatolickiego, mimo starań i możliwości, należało przeanalizować wydarzenia, które mogły wpłynąć na opieszałość w stawianiu świątyni.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Jak już pisałam w części pierwszej historii Jaktorowa, komitet budowy powstał już w 1909 r. Budowę kościoła datuje się na około 1932 r.</p><h2><strong>Zakłady Bielnika w Jaktorowie i ilość zatrudnionych w nich pracowników</strong></h2><p>Od 1883 r. działały w Jaktorowie Żyrardowskie Zakłady Lniarskie, jako filia zakładów żyrardowskich. Postawiono je na terenach majątku Feliksa hr. Sobańskiego, który to majątek odkupiono od hrabiego. Rozbudowa zakładów przypadała na ostatnie lata wieku XIX i trwała aż do końca pierwszej dekady wieku XX. Już pod koniec wieku XIX jaktorowskie Zakłady Bielnika zatrudniały ponad 100. osób. Tak duża ilość pracowników była zapewne przyczyną stworzenia wygodnych połączeń kolejowych, tu mam na myśli bocznicę do zakładów i usytuowanie przystanku/ stacji właśnie w Jaktorowie (kolei warszawsko wiedeńskiej). Zakładom potrzebne były budynki i niektóre zachowały się do dziś, ale czy rozbudowała się też sama wieś? Budynek kościoła nie powstał, nie powstał też cmentarz mimo planów. Myślę, że przeszkodziła komitetowi budowy kościoła i cmentarza też pierwsza wojna światowa i ale nie tylko. Wydarzenia z pierwszej dekady XX w. niepokoją. W latach 1905 – 1910 policja borykała się z ciągłymi napadami, szczególnie niebezpieczne były napady na sklepy monopolowe, ginęli właściciele sklepów, skazywano też na kary śmierci ujętych bandytów. W końcu zamykano sklepy na obrzeżach miast i na prowincji. Napad na sklep monopolowy w Jaktorowie opisano w prasie we wrześniu 1906 r. i jest on przykładem niepokojów w okolicy.&nbsp;</p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:1365/1073;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2025/11/23/1-do-jaktrowa.png" width="1365" height="1073"><figcaption>Droga do Jaktorowa obok cmentarza w latach 70. XX w. Fot. katalog zabytków</figcaption></figure><h2><strong>Napad na sklep monopolowy</strong></h2><p>We wrześniu 1906 r. koło godziny drugiej dano znać policji w Żyrardowie, iż w pobliskim Jaktorowie wykonano zamach na sklep monopolowy i że sprawcy ukrywają się w lesie. Natychmiast udało się w stronę Jaktorowa sześciu strażników ze starszym strażnikiem Mielnikiem. Gdy spotkano w lesie kilka osób, ukrywających się w krzakach, rozległy się strzały. Postrzelono trzykrotnie strażnika Stalewski, który padł, dostał trzema kulami, jedną powyżej kolana i w rękę. Ostatnia kula przeszywając rękę utkwiła w boku. O zajściu dano znać do miasta, pozostała policja trzymała się w rezerwie, aż do przybycia kozaków i piechoty, co trwało pół godziny, po czym przystąpiono do obławy, otaczając możliwie szczelnie „czarny borek", jak zwano lasek między Żyrardowem a Jaktorowem. Nastąpiła regularna bitwa, kule świstały ze wszech stron, zachodziła możliwość zastrzelenia osób będący przypadkowo w czarnym lasku. I tak się być może stało, bo został zastrzelony 19-letni mężczyzna o nazwisku Szadkowski, ślusarz z zawodu; pracownik firmy w Warszawie. Przebywał u swojej matki w Jaktorowie, lekarz zalecił mu częste przebywanie w lesie. Postrzelony został robotnik Marciński, którego pobito kolbami. Podano także do wiadomości w prasie, że aresztowano: „ Kloca Ryszarda, Cybulskiego, Szmidta i Rondkego Aleksandra. Wszyscy zakuci w kajdanach przenocowali w miejscowym areszcie.” Następnie rannego Marcinkowskiego i Kloca wywieziono pod silnym konwojem do Warszawy. W toku śledztwa policja stwierdziła, co wszystkich zdziwiło, że to zabity Szadkowski, oraz Marcinkowski i Kloc byli wykonawcami napadu na sklep monopolowy. Inni twierdzą, że sprawcy uciekli przed przybyciem wojska.</p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:1521/1082;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2025/11/23/2-zaklady-bielnika.png" width="1521" height="1082"><figcaption>Zakłady Bielnika Fot. Muzeum Żyrardowa</figcaption></figure><h2><strong>Strajki robotników w folwarkach&nbsp;</strong></h2><p>Ciekawe też informacje dochodziły do władz i dziennikarzy. Plotkowano, że w majątkach w Jaktorowie i Grodzisku strajkują robotnicy rolni. Plotki te niby zdementowano, ale okazało się, ze w Chylicach pod Jaktorowem doszło do nieporozumień między administratorami majątków, a służbą folwarczną. Wieści tych ukryć się nie dało. Ile w tym było prawdy, że w pozostałych majątkach był spokój, trudno dziś dociec. Pewne jest, że np. w powiecie błońskim krążyli w tym czasie agitatorzy i namawiali służbę folwarczną do strajków. Świat w tych latach był dostatecznie niespokojny, a i też podział społeczeństwa nie sprzyjał temu aby budować nowe i rozwijać już wybudowane. Polaryzacja społeczeństwa nigdy nie była motorem szybkiego postępu, a raczej częstą przyczyną wojen i rewolucji. I nastąpiła wojna.</p><h2><strong>Rok 1914 w Jaktorowie i okolicach, sceny z pociągu</strong></h2><p>Ucieczka ludności cywilnej jesienią 1914 r. mieszkającej w dalszych i bliskich okolicach Warszawy była przyczyną wyludnienia wsi i małych miasteczek. Ludzie sądzili, że w stolicy będzie bezpiecznie. Gdy w końcu do uchodźców dotarła wiadomość o wycofujących się spod stolicy wojskach niemieckich i o&nbsp; uruchomieniu zniszczonej kolei warszawsko - wiedeńskiej między Warszawą a Skierniewicami, na warszawskim dworcu zebrały się tłumy. Najwięcej jak donosiła prasa było kobiet i dzieci. Wiadomo już było, że wojska niemieckie i broniący wejścia do Warszawy Rosjanie ostrzeliwując co się dało, niszczyli wszystko bez skrupułów. Dziennik opisuje sceny z dworca w Warszawie: „...to jakaś pani z dwojgiem dzieci lat około 7 i 5, mieszkająca w Skierniewicach, dowiaduje się od spotkanego znajomego, że całe jej mienie w postaci ruchomości zostało rozgrabione.”</p><p>Kolejarze podstawili pociąg z 40. wagonami, ale i ta ilość wagonów była za mała by pomieścić wszystkich chętnych, kto sprytniejszy miał szansę wsiąść do pociągu, inni musieli czekać na następny. Widok za oknem przedstawiał całą tragedię wojny. Od Grodziska do Skierniewic nie było żadnego ocalałego budynku kolejowego z wyjątkiem domków stróżów kolejowych. Mało co się ochroniło „przed żagwią i nabojem pyroksylinowym nowożytnych Hunów”. Pod każdą krzyżownicę i zwrotnicę Niemcy podkładali naboje pyroksylinowe. W Jaktorowie wsiadł do pociągu kolejarz, który opowiedział jak wojsko niemieckie w dzień odwrotu niszczyło stacje. Nagromadzili w poczekalniach stacji stoły i ławki, następnie przynieśli stare podkłady kolejowe, nakryli je słomą, którą oblewali naftą i podpalali. Strzelali do każdego kto chciał ratować i gasić pożar.</p><p><i>Informacje tu spisane można przeczytać w prasie z 1914 r. ( np. Kurjer Poranny z 8 listopada 1914 r.).</i></p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:1585/843;" src="https://static2.przegladregionalny.pl/data/wysiwig/2025/11/23/4-przeciw-napadom.png" width="1585" height="843"><figcaption>Postanowienie władz, wycinek z Nowin z 1906 r.</figcaption></figure><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9900,modernistyczna-ikona-pruszkowa-wpisana-do-rejestru-zabytkow-sdh-spolem-zyska-ochrone"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9879,jaktorow-jakiego-nie-znacie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9910,spor-o-zabytek-zagraza-budowie-zlobka-i-utrata-4-mln-zl"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9847,epidemia-cholery-w-grodzisku"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Spór o „zabytek” zagraża budowie żłobka i utratą 4 mln zł!]]></title>
            <link>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9910,spor-o-zabytek-zagraza-budowie-zlobka-i-utrata-4-mln-zl</link>
            <guid>https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9910,spor-o-zabytek-zagraza-budowie-zlobka-i-utrata-4-mln-zl</guid>
            <pubDate>Sat, 22 Nov 2025 13:00:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladregionalny.pl/data/articles/xga-4x3-jaktorow-podzielony-spor-o-zabytek-zagraza-budowie-zlobka-i-utrata-4-mln-zl-1763760680.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>W Jaktorowie rozpętała się jedna z największych lokalnych burz ostatnich lat — a jej centrum stały się ruiny dawnego budynku doktora Skoryny. Wpis do rejestru zabytków objął szeroki teren, blokując kluczowe inwestycje, na które mieszkańcy czekają od dekad.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>O kontrowersjach związanych z "zabytkiem" przeczytasz poniżej.</p><h4><strong>Wójt: „To działania szkodliwe dla rozwoju gminy”</strong></h4><p>7 listopada 2025 r. Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków wszczął formalne postępowanie w sprawie wpisu do rejestru zabytków historycznego zespołu działek w Chylicach-Kolonii, obejmującego m.in. aleję drzew, park oraz pozostałości zabudowy związanej z działalnością doktora Jerzego Skoryny. Zgodnie z dokumentem, postępowanie dotyczy aż kilkudziesięciu działek gminnych i prywatnych, m.in. przy ul. Ogrodowej i ul. Parkowej.</p><p>Wniosek złożyło <strong>Stowarzyszenie Rozwoju Jaktorowa i Okolic</strong>, w którego skład wchodzą m.in. dwaj jaktorowscy radni — i to właśnie ich działania wzbudziły największe emocje.</p><p><strong>Wójt Rafał Drązikowski</strong> nie kryje oburzenia:&nbsp;</p><blockquote><p><i>„Działanie to oceniam jako <strong>nieodpowiedzialne i szkodliwe dla rozwoju gminy</strong>”</i> — napisał w oficjalnym stanowisku.</p></blockquote><p>Mieszkańcy, cytowani w lokalnych dyskusjach, wyrażają podobne poczucie zaskoczenia i frustracji.&nbsp;</p><blockquote><p><i>„Czy były jakieś konsultacje społeczne? Jeśli większość mieszkańców naprawdę chciała zatrzymania tej inwestycji, to kiedy?”</i> — pyta jedna z mieszkanek.</p></blockquote><h4><strong>Czy ruiny to zabytek?</strong></h4><p>W uzasadnieniu decyzji konserwator wskazuje, że wniosek Stowarzyszenia dotyczył ochrony zespołu przestrzennego tworzącego dawną nieruchomość doktora Skoryny, a sama organizacja przekonywała, że:</p><blockquote><p><i>„Przedmiotowa zabudowa jest świadectwem minionej epoki (okresu okupacji niemieckiej) (…) których zachowanie leży w interesie społecznym ze względu na wartość historyczną”</i>&nbsp;</p></blockquote><p>Stowarzyszenie argumentowało również, że dworek doktora Skoryny miał być <i>„unikalnym przykładem architektury nadświdrzańskiej na zachód od Warszawy”</i>&nbsp;</p><p>Problem w tym, że — jak zauważają mieszkańcy — z zabudowy praktycznie nic nie zostało. Poniżej zdjęcie poglądowe:</p><blockquote><p><i>„To, co z tego zabytku zostało, można przewieźć na wywrotkach”</i> — komentuje jeden z mieszkańców. Inny dodaje: <i>„Mieszkam tu 25 lat i pierwszy raz słyszę o tym zabytku”</i>.</p></blockquote><figure class="image"><img style="aspect-ratio:2932/1430;" src="https://scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t39.30808-6/585796432_739372185861162_6538827684643731081_n.jpg?_nc_cat=106&amp;ccb=1-7&amp;_nc_sid=127cfc&amp;_nc_ohc=mewvbKmppu4Q7kNvwFaruvu&amp;_nc_oc=Adlvk-OQtHkww-x0PSJ83X-AKMm8aygI5nSpNn0a6Lq1t5IBY5BefElhYHP4TnVc5X0&amp;_nc_zt=23&amp;_nc_ht=scontent.fwaw3-1.fna&amp;_nc_gid=96T8-xg0xMjGyOebuaFoDw&amp;oh=00_AfhBRNBNsskjZTZS4IV6atoFDCW9MAZBj6ncuIT8rSFaHw&amp;oe=692693C6" alt="Brak dostępnego opisu zdjęcia." width="2932" height="1430"><figcaption>Fot. Facebook/Rafał Drązikowski - Wójt Gminy Jaktorów</figcaption></figure><h4><strong>Zagrożone inwestycje: żłobek i kompleks sportowy za 4 mln zł</strong></h4><p>Największe obawy dotyczą konsekwencji wpisu do rejestru. Wójt wylicza:</p><ul><li>blokada procedur budowlanych,</li><li>konieczność uzyskiwania zgód konserwatora na każdy etap,</li><li>ryzyko wieloletnich opóźnień,</li><li><strong>obowiązek zwrotu 4 mln zł dotacji na budowę kompleksu sportowego.</strong></li></ul><blockquote><p><i>„Gmina nie zgadza się na sytuację, w której pieniądze już pozyskane zostaną zaprzepaszczone przez działania pojedynczej organizacji”</i> — podkreśla włodarz.</p></blockquote><p>Mieszkańcy również nie kryją gniewu:</p><blockquote><p><i>„Publiczny żłobek to wsparcie dla niezamożnych rodzin. To wstyd, że radni stają na głowie, żeby go nie było”</i> — komentuje jedna z mieszkanek.</p></blockquote><p>Inny dodaje:</p><blockquote><p><i>„Nie każdego stać na prywatny żłobek. Kto ucierpi? Dzieci i ich rodzice.”</i></p></blockquote><h4><strong>Stowarzyszenie: chodzi o ochronę dziedzictwa. Mieszkańcy: chodzi o politykę</strong></h4><p>Stowarzyszenie przekonywało w piśmie, że działa w interesie społecznym i na podstawie swoich celów statutowych, w tym ochrony dóbr kultury współczesnej i miejsc pamięci narodowej. Jednak w odczuciu wielu mieszkańców motywacje były inne.</p><blockquote><p><i>„Dlaczego radni nie reagowali przez 20 lat, gdy budynek niszczał? Czemu wniosek pojawił się dopiero wtedy, gdy ruszyły przygotowania do żłobka?”</i> — pyta jedna z osób.</p></blockquote><p>Pojawiają się również opinie, że wniosek miał być częścią lokalnej „wojenki politycznej”:</p><blockquote><p><i>„To wygląda na działanie przeciwko Wójtowi, a nie dla dobra gminy”</i> — uważa inny z mieszkańców.</p></blockquote><h4><strong>Konserwator informuje: od momentu wszczęcia postępowania obowiązuje zakaz prac</strong></h4><p>W przesłanym dokumencie MWKZ podkreśla, że od chwili wszczęcia postępowania <strong>obowiązuje zakaz prowadzenia prac budowlanych</strong>, rozbiórkowych, konserwatorskich i innych, które mogłyby zmienić wygląd obiektu lub naruszyć jego substancję. Oznacza to faktyczne zamrożenie planów gminy.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:2048/1360;" src="https://scontent.fwaw3-2.fna.fbcdn.net/v/t39.30808-6/585421775_739372262527821_408538903478043917_n.jpg?_nc_cat=107&amp;ccb=1-7&amp;_nc_sid=127cfc&amp;_nc_ohc=4kf69cF6GTAQ7kNvwGGBRAN&amp;_nc_oc=Adny_2q0QmsfO8PqylS3IaqkSEhNYp6-UiflWkFDqK-UXDWwok8VyXTco8UspOJgWIQ&amp;_nc_zt=23&amp;_nc_ht=scontent.fwaw3-2.fna&amp;_nc_gid=uM1sD39LjJcv5KwZIEelQQ&amp;oh=00_AfizVmSdZubOpX15VBeRMsF864Y2aaPY5KjJYeTTwIx9pw&amp;oe=6926BD75" alt="Może być czarno-białym zdjęciem przedstawiającym tekst „Fotografia z książki J. Gmurski &quot;Z dziejów Jaktorowa okolic 1425-2003&quot;. 1425- 2003&quot; Fotografia wykonana w 2003r.”" width="2048" height="1360"><figcaption>Fot. Facebook/Rafał Drązikowski - Wójt Gminy Jaktorów</figcaption></figure><h4><strong>Mieszkańcy czekają na wyjaśnienia od radnych</strong></h4><p>Wójt Jaktorowa informuje, że gmina przygotowuje formalne stanowisko prawne oraz będzie zabiegała o dopuszczenie mieszkańców do postępowania.&nbsp;</p><blockquote><p><i>„Nie zgodzę się na to, aby decyzje fundamentalne dla przyszłości gminy zapadały poza wiedzą i wolą mieszkańców”</i> — deklaruje.</p></blockquote><p>W sieci narasta presja na członków Stowarzyszenia i radnych, którzy poparli wniosek. O dalszym rozwoju sytuacji będziemy na bieżąco informować na naszym portalu.</p><blockquote><p><i>„Opinia publiczna prosi o wyjaśnienie motywów działania. To konieczne”</i> — pisze jedna z mieszkanek.</p></blockquote><h2><strong>Czytaj więcej:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9908,nowa-inwestycja-dla-mieszkancow-gminy-grodzisk-mazowiecki"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9906,grodziscy-policjanci-w-dwudniowej-akcji-zatrzymali-az-osmiu-poszukiwanych"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9904,zabia-wola-konczy-kluczowe-inwestycje-wodno-kanalizacyjne-dzieki-srodkom-unijnym"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9907,stara-wies-blizej-konca-wielkiej-inwestycji-budowa-kanalizacji-na-finiszu"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladregionalny.pl/artykul/9900,modernistyczna-ikona-pruszkowa-wpisana-do-rejestru-zabytkow-sdh-spolem-zyska-ochrone"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item></channel>
</rss>
