Maseczki w nosie

0
413
Reklama

Rząd zniósł większość obostrzeń. Dla wielu osób to był sygnał, że pandemia dobiegła końca. To nieprawda. Do wygaszenia pandemii jeszcze długa droga. A nasza nieostrożność tylko ją wydłuży.

COVID-19 spadł na świat jak grom z jasnego nieba. W dobie powszechnych szczepień zdążyliśmy zapomnieć o wielkich zarazach. Owszem, od czasu do czasu coś wybuchało, ale zwykle daleko stąd – czy to SARS w Chinach, czy ebola w Togo. To nas nie dotyczyło. Tu, w schludnej i wygodnej Europie, takie rzeczy się nie zdarzały. Przywykliśmy ignorować choroby do tego stopnia, że w mediach społecznościowych zaczęły rosnąć w siłę ruchy antyszczepionkowe i teorie spiskowe demonizujące medycynę.  A jednak historia dobitnie pokazuje, że pojawienie się nowej epidemii było właściwie kwestią czasu. Wirusy, jak wszystkie żywe stworzenia, ewoluują. I zawsze będą stanowić dla nas zagrożenie. Tak właśnie się stało.

Czytaj także: Epidemia śmieci

W pierwszej chwili nie wiedzieliśmy, jak zareagować, więc posłusznie słuchaliśmy wszystkich zaleceń. Myliśmy ręce, dezynfekowaliśmy powierzchnie, nosiliśmy maski. Jednak człowiek ma to do siebie, że szybko się nudzi. Tak też spowszedniała nam zaraza. Dziś coraz rzadziej dezynfekujemy klamki, przestaliśmy nosić rękawiczki, czujemy się już całkiem swobodnie. Nasz spokój podbudowuje też postawa ministra zdrowia, który co prawda co chwilę wysyła sprzeczne komunikaty, ale pozwolił na otwarcie restauracji, siłowni czy teatrów. Dziś już nie musimy też nosić masek w otwartych przestrzeniach. Jednak w tej swobodzie wiele osób zapomniało, że kiedy wchodzimy do pomieszczenia, maski wciąż obowiązują. Nie bez przyczyny – WHO i amerykańskie CDC przeprowadziły serię badań i udowodniły, że wirus znacznie łatwiej rozprzestrzenia się w zamkniętych pomieszczeniach. Wielu z nas jednak decyduje się ignorować nakaz noszenia masek w sklepach czy autobusach. A przecież liczby nieubłaganie wskazują, że epidemia wcale nie wygasa. Wręcz przeciwnie – rekord zachorowań padł 8 czerwca, a więc już po zniesieniu większości obostrzeń. Jeśli więc przy liczbie dziennych zachorowań na poziomie 100 nosiliśmy maski i rękawiczki, dlaczego nie robimy tego, kiedy ta liczba jest czterokrotnie wyższa? Nie ma w tym żadnej logiki. I dopóki wszyscy nie zdamy sobie z tego sprawy, COVID-19 bez przeszkód będzie się szerzył.

Wolno nam już więcej, ale to nie znaczy, że wolno wszystko. A przede wszystkim – nie wolno nam zapominać, że pandemia trwa. Nośmy maski. Pamiętajmy, że w ten sposób chronimy nie tylko siebie, ale również osoby w naszym otoczeniu. Ty, Czytelniku, możesz być okazem zdrowia i nie bać się zachorowania. Ale przez swoją nieostrożność możesz zarazić sąsiadkę w podeszłym wieku. Albo kolegę z pracy, którego żona jest w trakcie chemioterapii i jej odporność jest żadna.

Reklama

Pomyśl o innych i wchodząc do sklepu miej maskę na nosie, a nie w nim.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj