Śmierć racjonalizatora, część 2

81

Pierwsza część opowieści.

Przeglądam prasę z 27 października 1932 r.; chcę zrozumieć świat tamtych lat. Szybko dochodzę do wniosku, że owszem, dzieli nas od tamtych wydarzeń dziesiątki lat, ale jednocześnie tak mało widzę różnic między życiem pokolenia naszych dziadków i pradziadków a naszymi problemami. Może sceneria jest inna, może dostęp do informacji, styl życia może… królowie inni, ale emocje i lęk o przyszłość pozostały w nas te same. Oto na pierwszej stronie ilustrowanego pisma codziennego „5-ta rano” czytamy wiadomość, że „Daily Express” donosi, iż król Karol rumuński zwrócił się do swej byłej małżonki księżnej Heleny, która jest obecnie w Bukareszcie, o zgodę na unieważnienie rozwodu, dokonanego przed czterema laty i wstąpienie w nowy formalny związek małżeński, którego skutkiem miałaby być uroczysta koronacja pary królewskiej. Tuż obok notatki o królu Karolu tytuł „Dalszy marsz głodnych na stolicę Anglii”, zdjęcie przedstawia bezrobotnych maszerujących z transparentami. Sprawa żyrardowska w gazetach tonie wśród innych sensacyjnych doniesień prasowych.

Proces sądowy

Tymczasem w Polsce, w miejscowości Żyrardów, bezrobotni umierali z głodu. Czy zastrzelenie dyrektora Koehlera będzie – jak wielu sądzi – finałem żyrardowskiej biedy? Na stronie drugiej gazety „5-ta rano” znajduję relację ze sprawy. W drugim dniu procesu o zabójstwo dyr. Zakładów Żyrardowskich Koehlera przed sądem przesunął się cały korowód świadków, którzy dali jaskrawą charakterystykę zarówno zabójcy, Juliusza Blachowskiego, jak i stosunków panujących w Żyrardowie. Spośród pierwszych świadków niewątpliwie najważniejszym był dyrektor administracyjny zakładów żyrardowskich, dr Waśkiewicz. Jego zeznanie wypadło niezbyt korzystnie dla Blachowskiego, ale też, co było zaskoczeniem dla wszystkich, nie zaatakował go złą opinią. Dyrektor Waśkiewicz przedstawił przebieg pracy Blachowskiego w Żyrardowie. Blachowski, niegdyś zesłaniec polityczny, był w opinii dyrektora człowiekiem nerwowym i niezrównoważonym, powodem tego była jego przeszłość i częste zaglądanie do kieliszka. Owszem, Blachowski starał się walczyć z nałogiem, ale dochodziło do tego, że nie przychodził do pracy. Blachowskiemu od dawna groziło wymówienie, w końcu doszło do zwolnienia, relacjonował dyrektor. Jesienią 1931 r. wymówiono mu posadę, otrzymał odprawę w wysokości 2180 zł. Jednak nie zeznania dyrektora wprawiły wszystkich w stan przerażenia. W końcu ze strony prokuratora padło podstawowe pytanie: Czy prawdą jest, że konsorcjum francuskie kupiło Żyrardów po to, żeby go zniszczyć? Dyrektor zaprzeczył, ale dalsze zeznania świadków dały szokujący obraz fabryki. Sensacyjnie wypadło zeznanie byłego zastępcy dyrektora Zalewskiego, który zaprzeczył, jakoby Blachowski był niesumienny. Jego zdaniem Koehler chciał się go od dawna pozbyć. Prokurator zapytał: Kim był dyrektor, jakby pan scharakteryzował Koehlera? – Był to despota, może nawet sadysta – odpowiedział Zalewski. Były dyrektor ujawnił, że w całym zakładzie były podsłuchy, nawet w toaletach. Czytamy dalej: „Adwokat Gacki: Czy słyszał pan, że Koehler kontrolował i toalety damskie? Świadek: Znam taki wypadek… Przewodniczący przerywa, uważając, że pytanie to nie ma nic wspólnego ze sprawą. Adwokat Berenson: A może Koehler był nienormalny? Świadek – Czyny jego były bardzo dziwne, przypuszczam, że był jakby nienormalny. Następny świadek: Dlaczego pan przestał pracować w Żyrardowie? Świadek uchyla się od odpowiedzi, twierdzi, że boi się zeznawać. Starosta lwowski Klatz, którego siostra zatrudniona jest w Zakładach Żyrardowskich, również mówi o podsłuchu w Żyrardowie. Wszyscy pracownicy żyją tam pod ciągłym strachem. – Żyrardów – mówi świadek – jest wielką mafią, ciążącą nad życiem polskim. Adwokat: Nie obawia się pan, że przez swoje zeznania narazi pan siostrę na przykrości? – Owszem, boję się”.

Wyrok

Zdecydowanie na wysokość wyroku dla zabójcy miało to, co powiedział prezydent Żyrardowa, pan Orlik. Stwierdził on jednoznacznie, że Koehler zdewastował zakład żyrardowski, był bezwzględny wobec ludzi, doprowadzał do dewastacji maszyn, robił wszystko, byleby zniszczyć ten ośrodek przemysłu w Polsce. Kazał zamknąć Dom Ludowy, ośrodek kultury. Prezydent Żyrardowa miał szczególny powód do wygłaszania złych opinii o Koehlerze, bo właśnie na urząd miasta spadały kłopoty finansowe pracowników usuniętych z zakładów lniarskich. Burmistrz z całym poświęceniem opiekował się głodującymi i bezdomnymi, starał o zapomogi i mieszkania, ale ilość potrzebujących rosła w zastraszającym tempie. Niegdyś piękne i doskonale zorganizowane miasto umierało.

Julian Blachowski jest przedstawiany w prasie jako typ neurasteniczny. Niegdyś działacz społeczny, w 1908 r. został skazany za swoją działalność na wywiezienie w głąb Rosji. Od 7 lat mieszkał z żoną i dwojgiem dzieci przy żyrardowskim zakładzie, gdzie miał posadę pomocnika buchaltera. Został zwolniony z pracy i co gorsza, jego żona też straciła zatrudnienie. Blachowski strzelił do Koehlera przed warszawską „Adrią”, znaną, elegancką kawiarnią. Stał nad zwłokami i czekał na przyjazd policji, od razu przyznał się do winy.

Sąd uznał Blachowskiego winnym zabójstwa w afekcie i skazał go na 5 lat więzienia z zaliczeniem aresztu prewencyjnego. Jak potoczyły się losy żyrardowskich zakładów lniarskich? To jest temat na inne opowiadanie.