Pułkownik Godebski

143

W tym roku przypada 210. rocznica bitwy pod Raszynem i zapewne czekają nas uroczystości przypominające wydarzenia 1809 r. Bitwy czasów napoleońskich są dość szczegółowo opisane w księgach i dokumentach historycznych. Powstało wiele obrazów, wierszy i pieśni sławiących bohaterów tamtych czasów. Na przykład wiersz „Rok 1809” Marii Konopnickiej, którego pierwsze zwrotki za czasów mojego dzieciństwa recytowali dorośli, niegdysiejsi uczniowie przedwojennych szkół:

Pod Raszynem, pod Warszawą,

Cyprian Godebski fot: Biblioteka Narodowa

Idą nasi w bitwę krwawą,

Osiem tylko ich tysięcy,

A czterykroć wroga więcej.

Na koniku siwym jedzie

 I ułanów swoich wiedzie

Dzielny, mężny i beztroski

Józef książę Poniatowski.

Ilekroć zastanawiam się nad raszyńska bitwą, przeraża mnie ilość strat ludzkich, jakie zostały poniesione tego dnia, w ciągu kilku godzin. Straty po stronie polskiej wynosiły 450 poległych żołnierzy i 900 rannych, po stronie austriackiej 2500 zabitych i ciężko rannych. Ilość trupów młodych żołnierzy jest przerażająca. Austriacy mogli tej bitwy uniknąć, tak twierdzą niektórzy historycy. Wojsko austriackie nadciągało od Tarczyna lasami. Przednią straż prowadził gen. Mohr. Natomiast korpus główny szedł trzema drogami: od Nadarzyna, Tarczyna i Piaseczna. Arcyksiążę Ferdynand Karol Józef Habsburg-Este, dowódca wojsk austriackich, mógł obejść lewe skrzydło wojska polskiego i wkroczyć do Warszawy, lecz tego nie uczynił. Niecierpliwie pragnął bitwy i natychmiast rozkazał gen. Mohrowi zdobyć pozycję w Falentach, miały go wspierać wojska nadchodzące na pole bitwy. Ks. Józef Poniatowski, dowódca wojska polskiego, umieścił w Falentach straż przednią, dowództwo powierzył gen. Sokolnickiemu. Sokolnicki miał tylko 3 bataliony i 6 armat, przeciw 5 batalionom i 12 armatom Mohra, które potem wsparto 9 batalionami z 12 armatami brygady gen. Civalarda. Bitwa zaczęła się 19 kwietnia o drugiej po południu. Ks. Józef, który był wówczas w głównej kwaterze w Raszynie, dosiadł konia i pospieszył do Falent. O godzinie dziewiątej wieczorem strzały ucichły; bitwa trwała 7 godzin. Austriacy ustąpili na most raszyński, poprzestając na zajęciu grobli i lasku. Polacy stracili Falenty, ale utrzymali się na placu bitwy. Pola pokryte były gęsto trupami ludzi i koni.

Pod Raszynem zginął wówczas pisarz i poeta Cyprian Godebski, pułkownik 8. pułku piechoty liniowej, bard legionów polskich.

Urodził się w 1765 r. na Polesiu Wołyńskim. Skończywszy szkolę Pijarów w Dąbrowicy, rozpoczął pracę prawniczą. Pracował też na rzecz formowania legionów. Na Wołyniu wstąpił do tajnych organizacji wojskowych. Aresztowany, zbiegł i przedostał się do Włoch. Tu wydawał pismo dla legionów pod tytułem „Dekada Legionowa”. Pismo było rozdawane żołnierzom przy rozkazach dziennych. Godebski starał się umieszczać w treści pisma artykuły z literatury pięknej i komentarze polityczne. W bitwie pod Weroną został ciężko ranny, w szpitalu w czasie rekonwalescencji napisał powieść prozą przeplataną wierszem „Grenadyer-filozof“ Jest to historia syna mieszczańskiego, którego w czasie rewolucji francuskiej siłą wcielono do wojska. Godebski nie ukrywa w swojej książce niechęci do rewolucji Francuzów.

Pocztówka wydana w setną rocznicę bitwy pod Raszynem fot: Polona

Gdy gen. Kniaziewicz utworzył legię naddunajską, Godebski, otrzymawszy w niej stopień kapitana, uczestniczył w bitwach pod Offenbach, Hohenlinden i Lubianą. Wrócił do kraju prawie jako kaleka, rozczarowany legionami. W latach 1803-1806 wydawał pismo „Zabawy przyjemne i pożyteczne”, zapełniając je przeważnie własnymi pracami prozą i wierszem. W 1805 r. wstąpił do Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Swoją atencję wobec kobiet uwiecznił w wierszu: „Niech każda z was – mówi do niewiast – przez swoje wdzięki i pieszczoty, zrobi swego kochanka miłośnikiem cnoty; okryjcie nikczemników wzgardą i sromotą, a tak cnota rozkoszą, rozkosz będzie cnotą; jakikolwiek los świata będzie na ostatek, zawsze trwać będzie władza kochanek i matek”.

W czasie bitwy pod Raszynem poeta od początku nie ma szczęścia; pada mu koń, przesiada się na drugiego rumaka, a za chwilę dzielny legionista otrzymuje postrzał w lewą nogę. Krew, uchodząca z rany, broczy konia, ale pułkownik nie zważa na nic. Wokoło niego gęsto padają ranni i trupy. Druga kula uderza Godebskiego w samą pierś. Żołnierze układają pułkownika na płaszczu, na uboczu. U boku dowódcy ginie dzielny porucznik Dobiecki. Nowa salwa karabinowa uderza w niedobitków i trzecia kula godzi rannego w lewe udo. Nieprzytomnego z pola bitwy wiezie w stronę Warszawy sierżant grenadierów Żórawski, lecz na pomoc lekarską jest za późno, pułkownik umiera wskutek upływu krwi. Powszechny smutek i żałoba ogarnęły warszawian, gdy wieść przyszła o śmierci Cypriana Godebskiego. Rodzina pułkownika, młoda żona i mali synowie, mieszkała wówczas na Lesznie. Pani Godebska wybiegła na błotnistą drogę do Raszyna, chcąc się dowiedzieć, co się dzieje z mężem. Godebski bowiem jeszcze w nocy w deszczu i błocie przybył z Modlina do Warszawy, z 8. pułkiem piechoty, na wieść o wkroczeniu Austriaków w granice Księstwa Warszawskiego, a otrzymawszy rozkazy ze sztabu, miał tylko chwilę czasu na pożegnanie się z żoną i dziećmi. Jakby przeczuwał swoją śmierć; zdjął pierścionek ślubny i poprosił żonę o zawieszenie go na jego piersi. Po bitwie młoda małżonka biegła gościńcem pod Raszyn, w drodze spotkała jadącego bryczką podoficera Żórawskiego z pułku swego męża. – Gdzie pułkownik? Gdzie mój mąż? – pytała z płaczem. Waleczny grenadier, połykając łzy, oddał jej w milczeniu ślubną obrączkę i wskazał bryczkę, na której były zwłoki Godebskiego.

O pomocy rodzinie rycerza-poety nie zapomniano. Rząd wyznaczył wdowie znaczną rentę; przyszłość dzieci zabezpieczyły hojnym zapisem Aleksandra Potocka i Szaniawska, a o.o. pijarzy zaofiarowali synom poległego bezpłatne wychowanie w swym zakładzie. Ciało Godebskiego spoczęło na cmentarzu powązkowskim.

Pod Raszynem stoi kapliczka, która jest drogowskazem dla opisanych tu wydarzeń. Twierdzi się, że tu właśnie został śmiertelnie ranny bard legionów, żołnierz, patriota.