Historia dworu w Jordanowicach

104

W latach, gdy król Stanisław August Poniatowski był jeszcze stolnikiem litewskim, w czasie obrad sejmowych, nie wdając się tu w szczegóły i daty, miało miejsce wydarzenie, które zadecydowało pewnie o przyszłości Rzeczpospolitej. Otóż Poniatowski wygłosił mowę, z której jasno wynikało, że syn ministra Augusta III Brühla nie powinien być w sejmie, bo nie jest Polakiem. Stolnik na zakończenie tej mowy wyjął pałasz. Na ten gest odpowiedzieli posłowie też wyjęciem pałaszy i zrobiło się dla Poniatowskiego niebezpiecznie, bo Brühl miał w sejmie poparcie wielu posłów. Zrobiło się wielkie zamieszanie. Mogło się to ponoć skończyć rozsiekaniem Poniatowskiego. Na szczęście generał Andrzej Mokronowski wziął za rękę Poniatowskiego i trzymając swój pałasz nad głową przyszłego władcy, wyprowadził nieszczęsnego z izby. Mokronowski był w partii przeciwnej partii Poniatowskiego i ten gest posłowie zrozumieli jako hasło do ugaszenia temperamentów. Generał Mokronowski, zanim sam zostanie marszałkiem sejmu w 1776 r., a później wojewodą mazowieckim, w czasie sejmu konwokacyjnego wyjdzie z sali sejmowej razem z marszałkiem Janem Klemensem Branickim, Radziwiłłem i kilkoma jeszcze możnowładcami. Wyjście to będzie oznaczało protest przeciwko obradom sejmowym w obecności wojska carycy Katarzyny II. Na czele 4-tysięcznej armii panowie udadzą się do Piaseczna, gdzie dojdą do wniosku, że raczej nie mają szans przeciwstawić się armii rosyjskiej. Tak w wielkim skrócie i uproszczeniu wyglądały wydarzenia 1764 r. 25 listopada 1764 r. następuje koronacja Stanisława Augusta Poniatowskiego na króla Polski. Zaczyna się epoka stanisławowska, kochająca malarzy, architektów i… masonów. Mokronowski ucieka do Berlina. Wraca do kraju i otrzymuje od króla wybaczenie.

Tak też rozpoczyna się historia dworu w Jordanowicach, wzniesionego dla familii Mokronowskich. Nie ma pewności, kto był projektantem dworu. Architekt Charles Pierre Coustou pozostał jedynie twórcą dokumentacji, której treść nie została zastosowana. Dwór ma charakter barokowy, z wpływami klasycyzmu. Parterowy, podpiwniczony budynek z mieszkalnym poddaszem składa się z wydłużonej części frontowej oraz przyległego do niej skrzydła. Elewacja frontowa podzielona jest ryzalitem, zwieńczonym trójkątnym szczytem i z głównym wejściem do wnętrza dworku. Wnętrze zdumiewa, bo o ile bryła budynku jest dość skromna, tak to, co zobaczymy w środku, zaskakuje całkowicie. Chodzi o dekoracje ścian. Budynek skończony około 1782 r. został udekorowany wczesnoklasycystyczną arabeskową, polichromią wykonaną przez Jana Bogumiła Plerscha, nadwornego malarza króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. To jego prace malarskie można obejrzeć na ścianach np. jadalni w Białym Domku w Łazienkach, są tam freski i projekty, ukazujące tematy i motywy antyczne oraz klasyczne wzory rzymskie, malowidła w typie groteski. Plersch, zainspirowany groteskami odkrytymi w Złotym Domu Nerona na Eskwilinie w Rzymie, przeniósł na ściany w Łazienkach swoje fantastyczne malarstwo. Ściany ozdobione są różnorodnymi ornamentami roślinnymi i baśniowymi postaciami. Jordanowicki dwór również posiada te niesamowite dekoracje.

Generał, marszałek sejmu i wojewoda mazowiecki Andrzej Mokronowski to postać nietuzinkowa. Związany tajemniczym małżeństwem z siostrą króla Izabelą z Poniatowskich Branicką, urządzał ansamble masońskie w majątku Branickich w Białymstoku, był założycielem loży masońskiej „Trzech Braci”, wpisał się wyraźną czcionką w historię polskiego wolnomularstwa, a że ryty masońskie to przede wszystkim symbole, jest możliwe, że na ścianach ośmiokątnego gabinetu dworku jordanowickiego dekorowanego przez Plerscha, widnieje tajemniczy przekaz. Tak te malowidła opisuje pani Wanda Klenczon: „Rysunek delikatny, pełna symetria kompozycji, szlachetne białe tło. Żadnej pompy, jest kameralnie i przytulnie, jak na gabinecik kulturalnych ludzi w wiejskim ustroniu przystało. Ikonografia bogata, zawiła i niejasna. Niejasna dla nas, którzyśmy jej jeszcze nie rozszyfrowali… Arabeski i groteski, maski i medaliony, putta, rzymskie bóstwa i mityczne zwierzęta, wśród roślinnej wici hipokampy i jednorożce. Program ikonograficzny zapewne obraca się wokół czterech żywiołów, sił natury i ich wpływu na ludzkie życie. Jest strefa wody, ognia, powietrza i ziemi – to daje się zauważyć. Ale dalej zaczynają się ikonograficzne schody. W »strefie powietrza« siwy starzec w koronie – Zeus czy Boreasz, wiatr północny? Sądząc po spojrzeniu zimnym i pogardliwie wydętych ustach obstawiałabym lodowatego Boreasza. Po »stronie ognia« – orzeł, atrybut Zeusa gromowładnego czy Feniks, symbol słońca i ten, który z popiołów »odradza się jeszcze wspanialszy«? Wedle Izydora z Sewilli cudowny ptak o wyglądzie złociście upierzonego orła budował stos z gałęzi i wonnych korzeni, który zapalały pierwsze promienie wschodzącego słońca. Ginął w płomieniach i z martwych powstawał. Ważny symbol chrześcijański i masoński. Ożywione i zwinne, nieco frywolne sfinksy, pół-kobiety, pół-lwice, niby typowe dla epoki, mało charakterystyczne, a jednak twarze mają zindywidualizowane. Czy to zakodowane portrety?”.

W Piasecznie pod Warszawą wiosną 2018 r., podczas badań archeologicznych w małym dworku, odkryto dekoracje na ścianach i jest nadzieja, że też są to malowidła Plerscha. Właśnie są odnawiane jego polichromie w Łazienkach Królewskich, dużo się o tym mówi i pisze. Warto odwiedzić te miejsca i przyjrzeć się tej ogromnej tajemnicy, jaką przekazuje malarz w swoim intrygującym dziele. Przy okazji ożywają i przywracani są z zapomnienia jego sponsorzy. To ważne, bo za tymi przypomnieniami idzie wiedza o przeszłości Rzeczpospolitej.

 

Korzystałam z „Podróże po kulturze, raczej małe niż duże” i z książki „ Po pałacach i dworach Mazowsza” Tadeusza Jaroszewskiego i Waldemara Baraniewskiego