Falenty bankierów i nie tylko

151

Falenty – jedna z najstarszych osad położonych w pobliżu Warszawy, leżąca miedzy Jankami i Raszynem w okolicy, gdzie można znaleźć urokliwe stawy, a do stolicy blisko, bo zaledwie 13 wiorst. Niewątpliwie szybka komunikacja ze stolicą była istotnym walorem Falent, nawet w czasach, gdy za środek lokomocji służyła kareta lub bryczka. Wzmianki o miejscowości Falenty pojawiają się już w początkach XIII stuleciu. Przyjeżdżali tu na łowy książęta mazowieccy Bolesław i Konrad. Właścicielami Falent w XVI w. byli Wiśniewscy potem Wolscy. Pod koniec wieku dobra te obejmuje rodzina Opackich. Zygmunt Opacki, starosta piaseczyński, buduje murowany pałac. Pałac ten polubił król polski Władysław IV; często tu przyjeżdżał na odpoczynek, podobało mu się to ustronie leśne, pełne strumyków, łąk i kanałów. Małżonka króla Ludwika Maria Gonzaga, zwana „żoną dwóch Wazów”, zatrzymała się w Falentach na kilka dni w drodze do Warszawy, po ślubie per procura 5 listopada 1645 r. w Wersalu. Właśnie tu przyjmowała syna króla, który zajechał w iście królewskim orszaku złożonym z 50 karet i 500 pięknie wystrojonych jeźdźców. Opaccy zadbali, aby w pałacu były stosowne, wygodne dla królów komnaty.

Syn Zygmunta Opackiego, Wojciech, człowiek wykształcony w Padwie i Lejdzie, pełniący różne funkcje państwowe, dostąpił zaszczytu aby w Falentach 8 marca 1670 r. gościć arcyksiężnę Eleonorę, nowo poślubioną małżonkę króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, podróżującą pod opieką marszałka nadwornego koronnego Klemensa Branickiego. Król przybył do Falent z Warszawy, małżonkowie spędzili tu noc i następnego dnia o godzinie 16.00 orszak królewski wjechał do stolicy, co oznajmiły salwy z 25 dział.

Pałac Opackich został zniszczony w czasie wojen szwedzkich. Odbudowany przez Franciszka Załuskiego po 1710 r., do końca XVIII w. często zmieniał właścicieli. W 1782 r. dobra falenckie przechodzą w posiadanie warszawskich bankierów Tepperów. W źródłach historycznych jako właściciela majątku najczęściej wymienia się Piotra Fergussona-Teppera. Piotr jest siostrzeńcem jednego z najbogatszych ludzi w Polsce drugiej połowy XVIII w. Piotra Teppera. Skąd się wzięła ta fortuna?

Warszawscy bankierzy

Przemiany, jakie nastąpiły za czasów stanisławowskich, pozwoliły na zakupienie dóbr falenckich człowiekowi spoza kręgów szlacheckich. Na sejmie w 1775 r. Tepperowie uzyskali takie prawo.

Kim był Piotr Tepper zwany Starszym? Przodkowie przybyli z Brandenburgii i zajęli się rzemiosłem. Zajmowali się szyciem futer, a także ich sprzedażą. Piotr urodził się w 1702 r. Początkowo pomagał ojcu w prowadzeniu firmy w Poznaniu, ale dość szybko przeniósł się do Warszawy. Okazało się, że ma duże zdolności w obracaniu finansami, w prowadzeniu ksiąg handlowych, co z kolei zaowocowało pracą w spółkach handlowych. Były to czasy saskie, a w wówczas w Polsce panował pokój i obowiązywały niskie podatki, sześciokrotnie niższe niż w Prusach i Rosji, dwunastokrotnie niż w Austrii, i ponad trzydziestokrotnie mniejsze niż w Anglii czy Niderlandach, co dawało możliwość rozkwitu handlu. Tepper miał wyjątkowy talent do zarabiania pieniędzy i nawiązywania licznych kontaktów, nie tylko w Polsce, też w innych krajach Europy. Dzięki rozległej rodzinie swojej oraz żony, pochodzącej z wrocławskiego kupieckiego rodu Sauterw, rozszerzał swoją firmę handlową i gromadził spory majątek. Doskonała koniunktura powodowała bogacenie się magnaterii, rosło zapotrzebowanie na przedmioty zbytku i Tepper te przedmioty dostarczał z Anglii, Francji, Niemczech i Niderlandów. Założył jeden z pierwszych domów handlowych w Warszawie przy ulicy Miodowej, w którym można było kupić wszystko – luksusowe produkty spożywcze, towary delikatesowe, angielskie powozy i meble, wykwintną papeterię czy doskonałe markowe piwo. Jednocześnie stawał się potrzebny w działalności na rzecz społeczeństwa, miał kontakty z dworem królewskim i samym królem, finansował budowę kościołów, działał w zborze ewangelickim. Mieszkał z żoną w Warszawie w przebudowanym na jego zlecenie przez architekta nadwornego Szymona B. Zuga pałacu Pod Czterema Wiatrami przy ul. Długiej. Pisze o nim Władysław Rogulski w artykule „Falenty Tepperów”:

„Z czasem coraz większe znaczenie w jego działalności zaczęły odgrywać interesy finansowe. Ich rozkwit przypada na czasy stanisławowskie, gdy ustawa o wekslach z 1775 roku stworzyła podstawy rozwoju kapitalizmu i nieograniczanej reglamentacją państwa bankowości (free banking) Do sukcesów przyczyniło się również usynowienie siostrzeńca Piotra Fergussona-Teppera (1768.), zwanego też odtąd Tepperem Młodszym, który z czasem wraz z żoną Marią Filipiną przejął zarządzanie rodzinnym interesem. W kolejnych latach ta bankierska rodzina rozwinęła swój biznes w formę prawdziwego kartelu finansowego. Piotr Fergusson-Tepper dwie najstarsze córki – Henrykę Katarzynę i Elżbietę Dorotę – wydał za dobrze rokujących młodych finansistów Karola Szulca (w roku 1780) oraz Augusta Wilhelma Arendta (w roku 1783). Prawdopodobnie posagi otrzymane wraz z rękami córek stały się cichymi udziałami w prowadzonych przez zięciów domach bankierskich. Dość, że pozycja Teppera wzrosła po tym jak firmy Szulca i Arendta zaczęły funkcjonować jako subsydiarne banki wobec firmy-matki. Początkowo interesy finansowe opierały się na kredytowaniu handlu, wymianie pieniędzy, realizacji przekazów krajowych i zagranicznych oraz pośrednictwie w zawieraniu transakcji, jak np. przy sprowadzeniu klejnotów dla cesarzowej Katarzyny”. O majątku Tepperów i samym Piotrze opowiadano niesamowite anegdoty i legendy. Oto jedna z nich: Gdy kompozytor Jan Stefani kapelmistrz królewski, twórca muzyki do opery „Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale” przybył do domu bankiera z dwunastoma zamówionymi kompozycjami muzycznymi, Tepper wprowadził go do swojego skarbca i z jednej skrzyni przepełnionej złotem wziąwszy dwie garście dukatów, wsypał mu je do kapelusza. Przypadkiem kilka sztuk wpadło na posadzkę. Stefani chciał się po nie schylić, lecz Tepper ujął go za rękę, mówiąc: zostaw to dla biednych. A zanurzywszy powtórnie rękę w skrzyni, wydobył jeszcze garść pełną dukatów i sypiąc je do kapelusza kompozytora powiedział: Nie żałuj mnie, ja nie zbankrutuję.

Okazało się jednak inaczej. W dziesięć lat bowiem po owej rozmowie z muzykiem, zbankrutował do szczętu, czyli jak to mówią: wyszedł z interesu bez butów. CDN