Dzieje majątku w Petrykozach cz. 2

154

Majątek Petrykozy wraz z urokliwym dworkiem wracają około 1926 r., w atmosferze skandalu, do byłego właściciela hr. Edwarda Broel-Plater. Transakcja między hr. Broel-Plater a Marianem Linde zostaje najwidoczniej anulowana. Zanim zostanie wydany wyrok w aferze korupcyjnej, związanej z PKO (Pocztowa Kasa Oszczędności) i urzędnikami wysokiego szczebla w rządzie Rzeczpospolitej, niespodziewane zajście nieco zmieni planowany bieg wydarzeń.

Bracia Linde, morderstwo i co mają z tym wspólnego Petrykozy

Na kilka dni przed ogłoszenia wyroku sądu karnego, Hubert Linde zostaje zastrzelony. Aktu samosądu dokonał sierżant Trzmielowski, częsty uczestnik (jako widz) sprawy sądowej. Sierżant będzie się uważał za bohatera, tłumacząc, że z obawy, iż Hubert Linde dostanie zbyt mały wyrok w tej sprawie, postanowił osądzić winowajcę sam i karę wymierzyć osobiście. Osoby śledzące proces i zgorszone korupcją wśród urzędników państwowych, były nawet w stanie poprzeć ten czyn. Byli jednak też tacy, którzy podejrzewali, iż śmierć Huberta Lindego, głównego oskarżonego w procesie korupcyjnym, to nic innego tylko zbrodnia na zlecenie tych, którzy obawiali się zwiększenia kręgu podejrzanych w korupcji w PKO. Ilustrowany Kuryer Codzienny, w którym ukazał się na pierwszej stronie bogaty w treść i zdjęcia artykuł o zbrodni, napisał: „…zbrodnia pozostaje zbrodnią i świadczy o straszliwym zamęcie pojęć i o dezorientacji, mającej charakter psychozy społecznej”. Dziwne jest to, że Hubert Linde w chwili śmierci nie posiadał żadnego majątku. Śmierć męża opłakiwała żona Wanda i jego córki – 25-letnia Zofia i 16-letnia Jadwiga. Prasa donosiła, że Linde, aby pokryć koszty procesu sądowego, musiał sprzedawać własną garderobę, z braku pieniędzy zaprzestał kształcenia córki. Rodzina Lindego mieszkała w Krakowie przy ul. Kanoniczej, on sam mieszkał w Warszawie. Był lokatorem odnajmującym dwa pokoje w mieszkaniu należącym do gen. Chilarskiego przy ul. Brzozowej w Warszawie.

Morderca Lindego, wówczas 36-letni Wacław Trzmielowski sierżant zawodowy, pochodził z Warszawy. W 1915 r. wstąpił do armii rosyjskiej, w czasie przewrotu bolszewickiego przebywał na terenie Rosji. W 1918 r. przedarł się do Kijowa, w którym w tym czasie trwała okupacja niemiecka. Powrócił do Warszawy i pracował jako stolarz w gmachu Instytutu Maryjskiego, remontowanego na siedzibę sejmu. W końcu wstąpił do wojska i służył w formacjach sanitarnych w Małopolsce. W roku dokonania morderstwa został przeniesiony do Warszawy i jako podoficer otrzymał funkcję w Izbie Chorych. Nie wiemy, czy Trzmielowski lubił przychodzić na sprawy sądowe i obserwować ich tok, czy sprawa Lindego zainteresowała go szczególnie? Świadkowie, którzy zetknęli się z nim w sadzie, twierdzili, że od początku procesu mówił, że oskarżeni powinni ponieść wysokie kary.

Wyrok w tej sprawie został wydany już po śmierci Lindego 21 kwietnia 1926 r. o godzinie 12.10. Na mocy tego wyroku oskarżony Bau skazany został na 2 i pół roku więzienia z pozbawieniem praw, Hryniewicz na 1 rok więzienia. W stosunku do Lindego sąd zatwierdził powództwo cywilne w wysokości 1 400 000 zł., orzekając tym samym o winie Lindego. Wniosek o zwolnienie Baua z więzienia sąd odrzucił.

„Chwilowy” właściciel Petrykoz Marian Linde, po śmierci brata też stanął przed sądem. Generalny sekretarz PKO Lalewicz zeznał, iż gwarancje pieniężne potrzebne na uzyskanie pożyczki na zakup m.in. majątku Petrykozy nie były notowane w księgach PKO. Najprawdopodobniej dokumenty te były fałszowane przez Huberta Linde dla brata Mariana. Hrabia Broel-Plater, właściciel Petrykoz, też zeznawał w tym procesie, ale jak twierdzi prasa z tego okresu, nie wniósł do sprawy nic nowego. Wiceprezes PKO zeznał iż Marian Linde nigdy nie brał pożyczek w PKO. Natomiast podpisy na dokumentach według zeznań świadków nosiły cechy autentycznych.

Tak oto urokliwe Petrykozy został wplątane w aferę, jedną z największych z okresu międzywojnia, której finałem była śmierć człowieka odpowiedzialnego za fundusze państwowe. Na ile był winny, trudno rozstrzygnąć – nieobecni nie mają racji, szczególnie w sądzie. W czasie trwania procesu, jeszcze za życia Huberta Lindego, świadkowie twierdzili, że bracia Marian i Hubert byli ze sobą skłóceni i nie utrzymywali wzajemnych kontaktów. Ilustrowany Kuryer Warszawski tak pisze o szczeblach kariery Huberta Linde: „W styczniu 1919 r. powierza mu Paderewski stanowisko ministra poczt i telegrafów, Linde przystępuje do wykonania projektu organizacji poczty, opracowanego jeszcze w czasie wojny. Z końcem roku 1919 wraca na stanowisko prezesa PKO, która pokrywa cały kraj filiami. Linde wznosi w ciągu kilku lat wspaniały gmach PKO przy ul. Jasnej, budowane są domy w Warszawie i Krakowie na potrzeby instytucji. W 1922 otrzymuje order Polonia Restituta. W roku 1923 Linde jest dwa miesiące ministrem w rządzie Witosa. Piękna kariera i smutny koniec”.

Dworek po 1945 roku

Po 1945 r. dwór w Petrykozach uległ dewastacji. Odrestaurowany przez aktora Wojciecha Siemiona, stał się wraz z okolicą dworu miejscem ciekawym. Sam obiekt tak opisują autorzy książki „Po pałacach i dworach Mazowsza” panowie Tadeusz S. Jaroszewski i Waldemar Baraniewski: „Murowany cegłą. Parterowy, podpiwniczony, z mieszkalnym poddaszem. Na planie prostokąta siedmioosiowy. Od frontu i od ogrodu portyki w dwóch kolumnach i dwóch półkolistych kolumnach toskańskich, zwieńczone trójkątnymi drewnianymi szczytami. Układ wnętrz dwutaktowy częściowo zmieniony. Piwnice wykorzystane na pomieszczenia kolekcji sztuki. Dach naczółkowy kryty gontem”. Jak wieść niesie, gont na dachu układał osobiście Wojciech Siemion wraz z żoną. Niestety tego dachu nie ma, spłonął w czasie pożaru. Trzeba mieć nadzieję, że zostanie odbudowany, czego serdecznie życzę właścicielom i nam wszystkim, którym zależy, aby tak piękne obiekty istniały.