Duchy kolei wiedeńskiej

0
986
Reklama

Listopad to doskonały miesiąc na wygrzewanie się przy kominku i opowieści o duchach. Entuzjaści tych historii, w tym również ja, mogą słuchać ich po kilka razy i nigdy się nimi nie znudzą. A więc jeśli słyszeliście już tę opowieść, to nic nie szkodzi, posłuchajcie jeszcze raz.

Historia ta ma swój początek w czasach, w których powstała Kolej Warszawsko-Wiedeńska, rodziły się stacje kolejowe nazywane wówczas „foksalami” (foxal). Zacznijmy od budowy kolei.

Rok 1838 był decydujący dla budowy Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Latem tegoż roku zostało założone towarzystwo, mające na celu połączenie Warszawy z granicą austriacką. Na czele towarzystwa stanęli Henryk Łubieński i Piotr Steinkeller. Założyciele kolei żelaznej mieli duże poparcie rządu Królestwa Polskiego co spowodowało szybkie rozpoczęcie robót, rozrysowanie planów linii kolejowej i wyznaczenie ceny akcji. Niestety akcje nie zostały sprzedane w wystarczającej ilości, aby budowa kolei była możliwa, przedsięwzięcie zbankrutowało. W 1844 r. rząd zadecydował, że poniesie koszty budowy kolei. Dystans z Warszawy do Pruszkowa ukończono 13 czerwca 1844 r., z Pruszkowa do Grodziska 11 lipca 1845 r., z Grodziska do Skierniewic 18 października 1845 r., ze Skierniewic do Rogowa i Łowicza 27 listopada 1845 r., z Rogowa do Piotrkowa 4 października 1846 r., z Piotrkowa do Częstochowy 13 grudnia 1846 r., z Częstochowy do Ząbkowic 2 grudnia 1847 r., z Ząbkowic do granicy 29 grudnia 1848 r. 1 listopada 1857 r. Kolej Warszawsko-Wiedeńską oddano w zarząd na 75 lat prywatnemu towarzystwu akcyjnemu. Na trasie kolei błyskawicznie zaczęły powstawać stacje kolejowe, nastąpił dynamiczny rozwój przemysłu i handlu. W Tygodniku Ilustrowanym z 1894 r. czytamy: „Dość obejrzeć się na niezliczoną ilość kominów fabrycznych, pobudowanych przy plancie kolei warszawsko-wiedeńskiej, począwszy od Warszawy: Pruszków, Józefów, Grodzisk, Jaktorów, Ruda (Żyrardów), Skierniewice itd. Nie możemy pominąć Łodzi, zwanej polskim Manchesterem, Częstochowy, Zawiercia, Dąbrowy, z której kominów bucha dym dniem i nocą, a będziemy mieli należyte pojęcie, czym mianowicie jest ta linia dla przemysłu krajowego”. Nie można też zapominać, że Kolej Warszawsko-Wiedeńska zatrudniała 4500 urzędników i oficjalistów etatowych, przeszło 1200 rzemieślników warsztatowych, 2300 robotników stacyjnych i drogowych; jednym słowem, zapewniała ona byt co najmniej 30 tys. osób różnego stanu i wykształcenia. Z budową Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej łączy się też budowa pierwszej w państwie linii telegraficznej (1852 r.), dla połączenia Warszawy z Granicą. W 1876 r. ukończono budowę kolei obwodowej, kosztem 1 350 000 rs. (nie licząc mostu na Wiśle), dla połączenia Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej z kolejami prawego brzegu Wisły.

W 1846 r. w Jordanowicach (Grodzisk) pobudowano urokliwy budynek z wieżyczką, który w pobliżu dworca miał pełnić rolę hotelu z restauracją i salą balową. Budowę budynku przy torach zlecił właściciel okolic Ewaryst Mokronoski (Mokronowski), a zaprojektowany został przez architekta Teofila Schillera, ucznia Henryka Marconiego. Na przełomie wieku XIX i XX pomieszczenia pałacyku zamieniono na mieszkania. Po wojnie umieszczono tu szpital zakaźny, była tu też przychodnia lekarska. W tym właśnie urokliwym pałacyku mieszkała rodzina zawiadowcy stacji. Młoda dziewczyna o imieniu Zosia zakochała się w pewnym młodzieńcu i pragnęła być jego żoną. Rodzina uznała, że kandydat na męża Zosi jest nieodpowiednim dla niej partnerem i ślub się nie odbył. Wówczas Zosia wypiła truciznę. Legenda opowiada, że rodzina zakopała nieszczęsną samobójczynię w pobliskim parku. Od tego czasu można spotkać ducha dziewczyny, jak spaceruje parkowymi alejami, lub można zobaczyć jej zwiewną postać na tle murów Willi Foksal.

Reklama

Grodzisk Mazowiecki ma jeszcze jednego ducha – jest nim Izabella, żona Andrzeja Mokronoskiego, siostra króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Można ją spotkać lub usłyszeć w parku lub dworku Mokronoskich. Może dama ta nadzoruje urokliwy dworek, w którym dziś mieści się szkoła muzyczna? Duchy są na ogół przyjazne artystom, z tego prosty wniosek, że nie ma się czego bać. Choć kto wie, bo jeśli Izabelli, która za życia wspierała finansowo artystów, nie spodoba się linia melodyczna granego właśnie utworu, może w nerwach zrzucić coś z hukiem. Duch Izabelli, jeszcze przed budową linii kolejowej pojawiał się w dworku w Jordanowicach.

Na trasie kolei wiedeńskiej w Milanówku, tuż przy torach, stał dom nazywany niegdyś przez mieszkańców „willa strachów”. Od dawna, jak pisze tygodnik „Kronika Powiatu Błońskiego” w 1936 r., mimo że ciekawy architektonicznie, dom był niezamieszkały. Właściciel miał duże kłopoty z jego sprzedażą. W tym przypadku nie jest pewne, kto i dlaczego tam straszył. Słyszano dziwne krzyki, zwielokrotniane przez echo pustych ścian, widziano nagle zapalające się światła, pomimo że w środku budynku nie było nikogo. Nawet drzewa w ogrodzie, w co nie za bardzo wierzę, wydawały się upiorne nocą. Nie wiem czy ten dom do dziś stoi, ale legenda o nim pozostała. Opisałam tu tylko niewielki odcinek tej niezwykłej niegdyś kolei, a przecież to nie koniec opowieści o duchach kolejowych, są jeszcze te, które podróżnym pojawiały się w pociągach, ale o nich opowiem innym razem.

Reklama