Psy pojadą na Paluch

86

14 lutego rada Warszawy wyraziła zgodę, aby bezdomne zwierzęta z Raszyna były przyjmowane przez schronisko na Paluchu.

Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Warszawie od pewnego czasu zaczęło przyjmować zwierzęta spoza stolicy. Umowę z miastem podpisały Piaseczno oraz Góra Kalwaria. Schronisko na Paluchu może przyjmować zwierzęta z podwarszawskich gmin, ponieważ cały czas padają rekordy coraz mniejszej ilości zwierząt. W 2011 roku na Paluchu przebywało 2095 psów i 88 kotów. Teraz jest w nim 636 psów i 41 kotów, chociaż w listopadzie 2018 roku było w nim jeszcze 666 psów. Miesięcznie nowy dom znajduje około 200 psów.

Prywatne schroniska muszą zarobić

Współpraca gminy Raszyn ze schroniskami i hyclami stała się niedawno głośna za sprawą zwierząt prezenterki Agnieszki Dymeckiej, po której śmierci psy zabrał hycel i nie chciał ich oddać.

– Policja z Raszyna poprosiła nas o pomoc w wejściu do mieszkania. Ze zgłoszenia wynikało, że jedziemy do asysty służbom policji, straży pożarnej i pogotowiu ratunkowemu. Wejście do mieszkania Agnieszki Dymeckiej uniemożliwiały 4 psy – mówi prezes Fundacji Animal Rescue Polska Dawid Fabjański. – Nasi wolontariusze umożliwili wejście do mieszkania służbom, zwierzęta zmarłej zabezpieczyliśmy na czas akcji, tak aby ratownicy policja i prokurator mogli pracować na miejscu. Następnie psy zabrał hycel z Wągrodna i wywiózł je do schroniska w Chrycynnie. Odzyskanie przez spadkobierców psów nie było łatwe. Wiele schronisk i hyclów ma wpisane w umowie, że dostają 100% wynagrodzenia dopiero, kiedy zwierzę przebywa u nich powyżej 2 tygodni. Wcześniej dostają tylko 50%, dlatego często usiłują te zwierzęta przetrzymać do dwóch tygodni. I tak psy trzeba było odbić z policją. Sprawę nagłośniono w Pytaniu Na Śniadanie w TVP, a mieszkańcy Raszyna zaczęli głośno protestować.

14 lutego rada Warszawy wyraziła zgodę na zawarcie przez m.st. Warszawę porozumienia międzygminnego z gminą Raszyn na realizację zadania publicznego w zakresie opieki nad bezdomnymi psami z terenu gminy Raszyn. Decyzję podjęto jednogłośnie.

Całodobowa opieka

– Schronisko na Paluchu jest wzorcowe. Ich zadaniem jest przeciwdziałanie bezdomności zwierząt, a nie zarabianie na niej. Kiedy przywozimy psa lub kota na Paluch, jeszcze przy nas zwierzę jest czipowane, odrobaczane i szczepione – mówi nam Dawid Fabjański, który odławia zwierzęta m.in. z terenu gminy Piaseczno i przewozi na Paluch. – Zwierzęta mają tutaj całodobową opiekę weterynaryjną, schronisko ma salę operacyjną, rentgen, dostało nawet od jednego z warszawskich szpitali inkubator, który służył kiedyś noworodkom. Pracuje tu ponad 280 wolontariuszy, ale także opiekunowie na etatach. Zwierzęta pracują z behawiorystami. To ważne, bo zwierzęta po różnych przejściach mają szansę być adoptowane, w dodatku nowy właściciel ma pewność, że nie dostał przypadkowego psa, tylko takiego, który dobrze będzie czuł się w nowym domu. Np. pies, który nie nadaje się do mieszkania z małymi dziećmi, na pewno nie trafi do takiego domu.

Prywatne schroniska, startujące w gminnych przetargach, zazwyczaj są dużo tańsze niż usługi schroniska na Paluchu. Jednak często jest tak, że gminy przez chęć zaoszczędzenia w praktyce płacą więcej, albo płacą za usługę, której nikt nie wykonał. Zdarza się, że wysterylizowane (według faktur) suki zachodzą w ciążę.

– Gminy płacą też za czipowanie, a z tym jest różnie – mówi Dawid Fabjański. – W praktyce często wygląda to tak, że prywatne schronisko oddaje psa komuś, komu niekoniecznie powinno, bo wizyty przedadopcyjne to fikcja. Pies ucieka, schronisko go znowu odławia, może trafia do tego samego domu, a może do innego. Tak można odławiać psy nieskończenie wiele razy.

Za publiczne pieniądze. Paluch nie musi więc wychodzić gminom drożej, a na pewno psy są bezpieczne. Na pewno wychodzą zaczipowane, więc już nigdy już nie trafią do schroniska, a gmina nie będzie za to kolejny raz płacić.